Wybory 2011. Mniejszość da władzę? Będzie niska frekwencja

9 października większość Polaków nie posłucha apeli Kościoła, prezydenta, autorytetów, organizacji pozarządowych, mediów oraz polityków i wybory do Sejmu zignoruje. Socjolodzy obawiają się, że frekwencja może sięgnąć zaledwie 40 procent - pisze ?Gazeta Wyborcza?. Niska frekwencja ma duży wpływ na wynik wyborów.
Sondaże, eksperci i politycy zgadzają się, że nie zanosi się na powtórkę z 2007 r., gdy zagłosowało prawie 54 proc. Polaków. Będzie tak jak w latach 1997, 2001 i 2005. - Frekwencja poniżej 45 proc., niewykluczona ok. 40 proc. - przewiduje szefowa CBOS prof. Mirosława Grabowska. 42-45 proc. to prognoza socjologa prof. Jacka Raciborskiego. Komu służy niska frekwencja? - PiS - twierdzi prof. Grabowska. - Partia Kaczyńskiego ma elektorat bardziej zdyscyplinowany. Ponadto, wbrew stereotypowi, że partią PR jest Platforma, to PiS ma bardzo dobre kampanie, potrafi zaplanować i wykreować przekaz. Sprzyja mu też bycie w opozycji. Poprowadzi do urn swój wierny elektorat plus trochę niezadowolonych, do których trafi w kampanii.

Czy ewentualni dodatkowi wyborcy mają taki sam gust jak ci już zdeklarowani? Czy partie mogą jakoś na frekwencję wpływać? Więcej na ten temat w weekendowym wydaniu "Gazety Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM