Jak wielu wyborców nabierze się na łagodną twarz prezesa? Przydałby się "frajerometr"

Do badania wyborców przydałby się "frajerometr" - mówi Paweł Wroński z "GW". - Jarosław Kaczyński ma dobrą nowinę dla wszystkich. Kto da się drugi raz nabrać na ten pic? Z pewnym żalem żegnałem IV RP. Jeśli społeczeństwo chce powtórki - proszę bardzo - mówił w TOK FM. Zdaniem Jerzego Baczyńskiego widać, że "znaczna część naszego elektoratu nie uczyła się na własnym doświadczeniu".
Najnowszy sondaż poparcia dla partii politycznych pokazuje, że na PO chce głosować 34 proc. wyborców, a na PiS 29 proc.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że mała różnica w poparciu dla największych partii, to efekt skutecznej kampanii Prawa i Sprawiedliwości. Znowu oglądamy uśmiechniętego Jarosława Kaczyńskiego, w otoczeniu dzieci i pięknych kobiet. I poparcie rośnie. - Jarosław Kaczyński ma dobrą nowinę dla wszystkich. Co innego mówi "Rzeczpospolitej", co innego jak jeździ po Polsce, co innego w wywiadach telewizyjnych. W wywiadzie dla "Rz" skierowanym do inteligencji mówi, że będzie współpracował z Bronisławem Komorowskim. A we własnej książce nazywa go fałszywym hrabią, bo to jest adresowane do innego wyborcy - komentował Paweł Wroński.



Dziennikarz "Gazety Wyborczej" uważa, że do badania polskich wyborców przydałby się "frajerometr". Wtedy można byłoby sprawdzić, "kto da się drugi raz nabrać na ten pic". - Z pewnym żalem żegnałem IV RP, bo uważałem że ten eksperyment powinien wypełnić się do końca. Ale jeśli społeczeństwo chce powtórki - proszę bardzo. Szkoda kraju, ale dlaczego nie - stwierdził komentator Poranka Radia TOK FM.

Przed uleganiu kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości ostrzegał też dziś Radosław Sikorski. - Raz nabrać się na łagodnego Jarosława Kaczyńskiego to żaden wstyd. Bo każdy sądzi po sobie, i uczciwy człowiek zakłada, że drugi też jest wiarygodny. Ale drugi raz dać się nabrać, to sami powinniśmy się obwiniać - mówił szef polskiej dyplomacji.

"Proszę państwa, teraz będziemy z was robić idiotów"

Zdaniem Jerzego Baczyńskiego "znaczna część elektoratu nie uczy się na własnym doświadczeniu". - Powinniśmy już wiedzieć, że kampania to spektakl zapowiedziany przez konferansjera mniej więcej tak: proszę państwa teraz przez kilka tygodni będziemy z was robić idiotów - opowiadać różne ble ble, obiecywać rzeczy niemożliwe, bawić się wizerunkiem, pozować, poprawiać grzywki - i to wszystko robimy, żeby państwa ucieszyć, zabawić i otumanić.

I ten spektakl trwa zgodnie ze scenariuszem, a my wchodzimy w to, jak w masło. Roztrząsamy rzeczy, które nie są warte nawet chwili czasu - mówił redaktor naczelny tygodnika "Polityka".

Według Baczyńskiego jeśli "ktoś żyje w tym kraju parę lat, poobserwował polityków" to "kampania nie jest mu do niczego potrzebna".

Bogusław Chrabota z telewizji Polsat News uważa, że jedyną alternatywą na mamienie przez polityków jest praca dziennikarzy. - Ten spektakl trzeba osuwać na bok, zagłębiać się w programy partii - wyliczał.

"Palikot zachłysnął się sondażami". Mocno może się rozczarować

Na jedną z najważniejszych postaci spektaklu pt. "Kampania wyborcza" jest Janusz Palikot. - Oskubał już SLD, zaczyna skubać PO. Ale jak tłumaczyli mi wczoraj socjologowie

nie wiadomo, czy to tylko moda czy już preferencja wyborcza - powiedziała Janina Paradowska.

Dla Jerzego Baczyńskiego rosnące poparcie dla Ruchu Palikota niekoniecznie musi przełożyć się na mandaty poselskie. - Myślę, że spotka się z kubłem zimnej wody. Ludzie deklarują poparcie dla Palikota. Ale jak pójdą głosować, to nie znajdą na liście Palikota tylko nieznanych ludzi. A to może oznaczać 4 proc. mniej - uważa szef "Polityki".

Paweł Wroński przypomniał, że nawet poparcie gwarantujące wejście do Sejmu, nie musi oznaczać wielkiej władzy. - 5-6 proc. poparcia może oznaczać 1-2 mandaty poselskie. A to w polityce znaczy - zero. Porozmawiajmy o Palikocie jak będzie miał 7-8 mandatów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM