"Obrońcy krzyża pójdą na wybory. A kibice? Nie kiwną palcem" - Czapiński o straszeniu PO

- Kibice pokazują niechęć wobec władzy i establishmentu. Jednak nie pójdą im się sprzeciwiać, głosując - mówi w rozmowie z TOKFM.pl prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z UW.
W ostatni weekend Platforma Obywatelska opublikowała kolejny film wyborczy. Pokazani są na nim tzw. "obrońcy krzyża" oraz chuligani stadionowi - wszyscy fizycznie atakują albo media, albo przeciwników na warszawskim Krakowskim Przedmieściu. PO pyta w spocie: "Oni pójdą na wybory. A Ty?".

- "Obrońcy krzyża" pójdą na wybory, ale kibice nie kiwną nawet palcem - uspokaja prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. I tłumaczy: - Ci wszyscy młodzi ludzie występują przeciwko establishmentowi i nie ważne czego to są kibice - oni uważają, że rząd ich wszystkich zwalcza. Dają temu wyraz na wszelkie sposoby, ale nie mają poczucia, że powinni w poczuciu obowiązku obywatelskiego pójść i dać temu wyraz 9 października przy urnach wyborczych.

"PO stoi przed dramatycznym pytaniem"

Zdaniem Czapińskiego dzisiaj Platforma Obywatelska stoi przed ważnym problemem: jak zmobilizować "letnich" zwolenników. "Letnich", czyli takich, którzy mają przekonanie do Platformy, ale nie chodzą głosować. - Moim zdaniem straszak PiS-owski, wszystko jedno w jakim wydaniu, już nie działa tak mobilizująco. Ludzka pamięć ma to do siebie, że się zaciera - nie pamiętamy już, jak to było za rządów Kaczyńskiego - mówi profesor.

- Sam czekam na radykalną zmianę strategii PO - podkreśla psycholog społeczny. I zauważa: - Kilka sygnałów takiej zmiany się pojawiło, np. najtrafniejszym pytaniem tej kampanii było: z kim Polacy chcą przechodzić nieuchronny kryzys. I to jest pytanie, które może ludzi mobilizować. Polacy zaczęli budować swoją małą stabilizację. Teraz trzeba im uświadomić, że ta stabilizacja nie jest dana raz na zawsze - twierdzi Czapiński.

Elektorat PiS cały czas tu był. Teraz się uaktywnił

Według psychologa elektorat Prawa i Sprawiedliwości po ostatnich wyborach w 2007 roku nie zniknął. - On tutaj cały czas jest. Rzecz w tym, czy PiS-owi uda się go zmobilizować. Wszystko wskazuje jednak na to, że to, co robią liderzy partii Kaczyńskiego, jest trafne. Ich kampania wyborcza jest najlepiej przygotowana. PiS nie dołuje, nie znika, ma swoich sympatyków. I nic nie jest przesądzone w tych wyborach - karty sa w grze - podkreśla Czapiński.

W jego opinii słuszne jest też ostrzeżenie Donalda Tuska - że głosy oddane na Janusza Palikota i Sojusz Lewicy Demokratycznej mogą paradoksalnie przybliżyć Jarosława Kaczyńskiego do władzy. - Przy założeniu, że PO wygrywa, decydujący będzie stosunek zdobytych przez nich głosów do głosów Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli inne partie rozproszą głosy, to wzmacniają PiS.

DOSTĘP PREMIUM