Kaczyński o Merkel: Jej kanclerstwo nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności

Jarosław Kaczyński przekonuje, że jeśli wygra, nie będzie prowadził polityki podporządkowania względem Niemiec. Zasugerował m.in., że kanclerstwo Angeli Merkel "nie było wynikiem czystego zbiegu o okoliczności". Co to znaczy? - pytał Tomasz Lis. - Było wynikiem, że połączyły się dwie części Niemiec, pojawiły się napięcia i potrzebna była osoba ze wschodniej części Niemiec - odpowiedział prezes PiS.
Jarosław Kaczyński w swojej książce "Polska naszych marzeń" napisał osobny rozdział o Angeli Merkel, w którym padło m.in. stwierdzenie, że jej kanclerstwo "nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności". Tomasz Lis pytał prezesa PiS, co przez to miał na myśli, bo nie wyjaśnia tego w książce.

- Czy pan nie zna polskiego? Było wynikiem, że połączyły się dwie części Niemiec, pojawiły się napięcia i potrzebna była osoba ze wschodniej części Niemiec. Resztę zostawmy politykom. Stanie na baczność przed jakąkolwiek inną stolicą nie przystoi polskiemu premierowi. Polski premier nie powinien się obawiać kanclerza Niemiec, premiera i prezydenta Rosji, pisząc to co uważa za stosowne. Ja to właśnie zrobiłem, nie chcę być premierem państwa dużego, ale klienckiego, które jest degradowane przez własne kierownictwo - mówił Kaczyński.

"Merkel chce od Polski podporządkowania"

W podobnym tonie napisany jest cały rozdział "Angela Merkel, czyli specjalne sąsiedztwo". "Ważne jest, że od Polski Merkel chce przede wszystkim może miękkiego, ale jednak podporządkowania" - czytamy w książce. Prezes PiS wpomina m.in. swoje pierwsze spotkanie z Merkel, kiedy nie była jeszcze kanclerzem Niemiec, w restauracji Hawelka. Już wówczas wyczuł, że Merkel chce, by Polska miała takie samo stanowisko ws. wojny w Iraku jak Niemcy. "Polska miała robić to co Niemcy" - tego chciała Merkel, zdaniem Kaczyńskiego.

We wczorajszym programie "Tomasz Lis na żywo", dziennikarz pytał m.in. o to, czy takie zdania o kancelrz ułatwią PiS kontakty z Niemcami? - Z całą pewnością nie utrudnią - przekonywał Kaczyński. Zwracając się do Lisa powiedział: - Pan się strasznie obawia tych z zewnątrz. Żal mi pana. Należy pan do pewnej formacji, bardzo często w Polsce spotykanej, która nam szkodzi. Szkodzi Polsce. Szkodzą Polsce ci, co się tak obawiają tych w Berlinie, tych w Moskwie. Chciałbym, żeby w Niemczech traktowano obrażanie Polaków, tak jakby traktowano obrażanie Francuzów czy Żydów. Ale rozumiem, że pan jest z innej formacji, pan by tego nie chciał, bo pan jest zbyt nieśmiały. Może pana dzieci albo wnuki będą śmielsze. Czy myśli pan, że niemiecki publicysta wydając jej ewentualną książkę, gdzie by było jedno zdanie o mnie, by się tak zachowywał? Niech pan szuka symetrii. Więcej pewności siebie panie redaktorze. Więcej polskiej pewności siebie - mówił prezes PiS.

Rozdział o Angeli Merkel i o tym, że twardo trzeba układać stosunki z Niemcami liczy cztery strony.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM