"Wywiad Kaczyńskiego dla Lisa nie był punktem zwrotnym kampanii"

- To nie była ani klęska Jarosława Kaczyńskiego, ani jego wielkie zwycięstwo - mówi o wywiadzie prezesa PiS Konrad Piasecki, dziennikarz RMF FM i TVN24. - Były słabe punkty: fragmenty o kibolach i wypowiedź o Angeli Merkel. Ale generalnie prezes wypadł lepiej niż się spodziewano - komentuje z kolei Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".
Wczoraj prezes Prawa i Sprawiedliwości przyjechał do siedziby TVP i przez blisko godzinę odpowiadał na pytania Tomasza Lisa. Mówił m.in. czemu nie zamierza debatować z szefem Platformy Obywatelskiej, dlaczego insynuował w sprawie wyboru Angeli Merkel na stanowisko kanclerza Niemiec oraz jaki ma stosunek do tzw. "aniołków" w swojej partii.

- Było kilka momentów, w których Kaczyński opuścił gardę - komentuje Konrad Piasecki, dziennikarz RMF FM i TVN24. - Miałem wrażenie, że kilka razy powiedział coś małostkowego, nie potrafił też wyjaśnić swojej opowieści o Angeli Merkel. Widać było też, że przyciskany mocniej i dopytywany o szczegóły wypadał z formy - uważa publicysta.

Przestrzega jednak: - To nie była ani klęska Jarosława Kaczyńskiego, ani jego wielkie zwycięstwo. Szef Prawa i Sprawiedliwości mógł jednak wypaść lepiej - być w co najmniej kilkunastu kwestiach bardziej precyzyjnym i utrzymać nerwy na wodzy - mówi publicysta.

Wywiad nie osłabi PiS-u, są wciąż zaangażowani

Zdaniem Piaseckiego wystąpienie prezesa PiS na pewno nie zniechęci do głosowania na tę partię. - Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są stali. Są zaangażowani tak samo teraz, jak byli na początku kampanii. Dzisiaj pytaniem nie jest, jak partia Kaczyńskiego będzie powstrzymywała odpływ swojego elektoratu. Pytaniem jest jak będzie to robiła Platforma Obywatelska.

Dla dziennikarza RMF FM pojawienie się prezesa PiS w programie Lisa nie było zaskoczeniem. - Taka przedwyborcza aktywność dotyczy wszystkich polityków, z Donaldem Tuskiem włącznie - mówi. I podkreśla, że z dostępnością premiera dla dziennikarzy w tej kadencji też w końcu bywało różnie.

Kaczyński: ani ostry, ani łagodny

- Po raz kolejny Jarosław Kaczyński pokazał, że reaguje w nerwowych momentach atakami ad personam, nawet na dziennikarzy, z którymi rozmawia. To jest jego stała cecha, aczkolwiek stara się ją ukrywać - podsumowuje wczorajsze wystąpienie prezesa nasz rozmówca. - Nie zobaczyliśmy wczoraj innego obrazu lidera PiS. Tego Kaczyńskiego znamy od lat. Był co prawda ostrzejszy niż w ostatnich tygodniach, ale na pewno nie ostrzejszy, niż w poprzednich okresach międzykampanijnych.

"Poprawiał wizerunek"

Z kolei redaktor naczelny "Rz" Paweł Lisicki ocenia: Prezes wypadł lepiej niż się spodziewano. Jeśli oceniać to spotkanie jako pojedynek czy jako starcie, to moim zdaniem zwyciężył Jarosław Kaczyński.

- Prezes PiS wyraźnie chciał pokazać, że jego wizerunek, jaki pojawia się w mediach - osoby zaciętej, pełnej złości, wrogości - jest nieprawdziwy. Starał się być uśmiechnięty, rozluźniony. Co mnie zdziwiło, Tomasz Lis robił wrażenie bardziej spiętego i zdenerwowanego - mówi Paweł Lisicki.

Najsłabsze momenty prezesa PiS? - Fragmenty dotyczące kiboli, chuliganów stadionowych i tego nieformalnego sojuszu części zwolenników PiS z kibicami. Tu widać było słaby punkt partii, prezes starał się z tego wybrnąć. No i te bardzo nieszczęśliwe słowa dotyczące Angeli Merkel, z których rakiem próbował się wycofać - ocenia naczelny "Rz". - Natomiast o dziwo w momencie, kiedy padło pytanie o kandydatki na posłanki, to Jarosław Kaczyński zadał Tomaszowi Lisowi śmiertelny cios. Po pierwsze wiedział, kim te panie są. Po drugie wiedział, skąd startują - mówi Lisicki. - Tomasz Lis tu sam się podłożył.

- - komentuje redaktor naczelny "Rz".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM