Kaczyński o Merkelgate: Nic takiego nigdy w życiu nie sugerowałem

- Banalna uwaga w mojej książce jest przez część mediów polskich i niemieckich interpretowana w sposób zdumiewający. Jakbym sugerował jakąś straszną sytuację w Niemczech - powiedział w wywiadzie dla TVN24 prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Nie rozumiem, dlaczego media tak to interpretują - dodał.
- Nie będzie wojny polsko-niemieckiej. Ze zdumieniem słyszę to wszystko. Nie jest tak, że dzisiejsze Niemcy to była jakaś kontynuacja dawnego NRD - mówił w wywiadzie Kaczyński, odnosząc się do tego, co napisał w swojej książce "Polska naszych marzeń" i swoich słów z wywiadu dla tygodnika "Newsweek". W przeprowadzonym w pociągu relacji Warszawa-Gdańsk wywiadzie szef PiS dziwił się polskim i niemieckim mediom, które zinterpretowały jego słowa jako insynuacje pod adresem kanclerz Angeli Merkel. - Taka sytuacja raczej nie może przyjść nikomu do głowy - powiedział.

"Merkelgate" i "częściowo kupione elity" zależne od rynku Niemiec

Przypomnijmy: Jarosław Kaczyński napisał w swojej najnowszej książce: "Nie sądzę, żeby kanclerstwo Angeli Merkel było wynikiem czystego zbiegu okoliczności, nie będę jednak tego przeświadczenia rozwijał, zostawiam to politologom i historykom". Pytany przez dziennikarzy Newsweeka o to, kto zrobił Merkel kanclerzem, Kaczyński odpowiedział: "Ona wie, co ja chcę przez to powiedzieć. Tyle wystarczy". Dziennikarze "Newsweeka" dopytywali: - Stasi, bezpieka z byłej NRD, chyba jej na czele rządu zjednoczonych Niemiec nie postawiła?" - Zostawmy tę sprawę - odparł Kaczyński. W ostatnich dniach szef Prawa i Sprawiedliwości zapytał też dziennikarza TVN, "z jakiej jest redakcji: polskiej czy niemieckiej". W swojej książce pisał też o "częściowo kupionych polskich elitach", m.in. Władysławie Bartoszewskim, Jerzym Kosińskim, Oldze Tokarczuk czy Andrzeju Stasiuku, którzy "stali się zakładnikami swojego sukcesu rynkowego w Niemczech".

"Nie rozumiem, dlaczego polska i niemiecka prasa próbuje to tak interpretować"

Na pytanie dziennikarza TVN, czy interpretacje, które pojawiły się w prasie, mogą być wynikiem zastosowanej w książce i wywiadzie formuły ogólnikowych stwierdzeń, bez podawania szczegółów, prezes PiS odparł, że nie bardzo rozumie, "dlaczego próbuje się to w ten sposób interpretować". Kiedy prowadzący wywiad dziennikarz przypomniał słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który stwierdził, że oczekuje od lidera PiS wycofania swoich słów i przeprosin za nie, odparł, że "nie widzi powodów, by się z czegokolwiek wycofywać i przepraszać. - A już tego rodzaju sugestie ze strony prezydenta są w moim przekonaniu nie na miejscu - dodał.

Prawnik będzie pilnował, jak niemieckie media interpretują szefa PiS

Równocześnie jednak wczoraj Jarosław Kaczyński poinformował, że na zlecenie PiS niemiecka kancelaria adwokacka znanego prawnika Stefana Hambury będzie reagować na "niedopuszczalne interpretacje" w tamtejszej prasie jego słów na temat kanclerz Angeli Merkel, a ewentualne odszkodowania przeznaczone zostaną na budowę Muzeum II Wojny Światowej. - Z każdym państwem, nawet bardzo silnym i znaczącym jak Niemcy, trzeba utrzymywać stosunki stojąc, a nie w jakiejś innej postawie - mówił na konferencji prasowej w Siedlcach Kaczyński.

Kaczyński w pociągu do Gdańska: To był pociąg wolności. Tuska w nim nie widziałem

Prezes PiS prowadzi dziś kampanię wyborczą na Wybrzeżu. Wywiadu udzielił w pociągu z Warszawy do Gdańska, który jedzie obecnie na Pomorze ok. 7 godzin ze względu na rozległe remonty tego odcinka torów. - Wiele lat jeździłem tą trasą do brata, na Wybrzeże, do Solidarności, ni było o wiele szybciej. Jechaliśmy też nieporównanie prostszą trasą -skwitował długą podróż. Jak powiedział, ta trasa "to jest droga wolności, którą jeździło bardzo wielu ludzi, którzy w momencie zmiany (momencie historycznym, który trwał wiele lat) odegrali bardzo dużą rolę". - W tym pociągu można było spotkać bardzo wielu ludzi o słynnych nazwiskach, zaangażowanych w sprawę odzyskania przez Polskę wolności i niepodległości. Dlatego pomyślałem, że warto się nim przejechać tuż przed wyborami. Jeśli ktoś pamięta lata 80., to jeździli tym pociągiem doradcy Solidarności, jeździli też mniej słynni doradcy, działacze, choćby tacy jak ja, jeździł sam Lech Wałęsa. Ale Donalda Tuska nigdy nie spotkałem w tym pociągu - dodał prezes PiS, choć zaznaczył, że nie wyklucza, że obecny premier też nim jeździł.

Prezes PiS o wewnętrznych sondażach PiS: Jest dobrze

Jarosław Kaczyński był też pytany o sondaże przedwyborcze, m.in. ostatnie sondaże dla "Gazety Wyborczej", które dawały dużą przewagę PO. - Ostatnie sondaże w "Gazecie Wyborczej" przed wyborami samorządowymi, żeby już nie wspominać o prezydenckich, dawały PO ponad 50 proc. A dostała 30 proc. To jest 20 pkt. proc. różnicy. Ja nie jestem zwolennikiem PO, ale jednak nie sądzę, by miała 11 proc. - skomentował przywódca Prawa i Sprawiedliwości. Na pytanie o wyniki wewnętrznych sondaży PiS odparł krótko: "Jest dobrze". - Nie będę podawał szczegółów, ale jeżeli wyniki się potwierdzą, to będziemy bardzo zadowoleni - dodał. Stwierdził też, że poparcie dla PiS zawsze rośnie, "gdy społeczeństwo może nas bardziej z bliska, bez tego krzywego zwierciadła obejrzeć".

"Jesteśmy pokazywani przez media jak w krzywym zwierciadle"

- Stąd te próby ograniczenia kampanii wyborczej: spotów, billboardów, bo jesteśmy na ogół pokazywani w sposób, który można określić jako krzywe zwierciadło. A kiedy się troszkę przebijemy, to mamy większe poparcie - powiedział były premier. Dodał, że według niego sugerowana zmiana temperamentu i niektórych akcentów kampanii nie ma znaczenia. - Ta zmiana jest wymysłem mediów raczej, ja jestem dzisiaj taki sam, jak byłem kilka czy kilkanaście miesięcy temu. Media zapominają, że moja propozycja, poważnie składana, żeby zakończyć wojnę polsko-polską, została przy końcu tej kampanii w sposób ewidentny odrzucona przez drugą stronę. O tym się nie mówi - mówił z goryczą prezes Prawa i Sprawiedliwości. - Dziś szansa na zakończenie wojny polsko-polskiej to zwycięstwo PiS. Jeśli my zwyciężymy, to ta wojna, sądzę, się w szybki sposób zakończy - podkreślił. Zapytany, czy żałuje czegoś jak dotąd w tej kampanii, odparł krótko: "Jak dotąd nie".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM