Ryszard Kalisz smutny po przegranej SLD. "Od dziś powinna się rozpocząć analiza wyniku"

Kalisz należy do tych szczęśliwców, którzy mogą szykować się do pracy w Sejmie. Ale radością nie tryska. - Nie cieszę się, dlatego, że dla mnie celem zawsze był jak najlepszy wynik lewicy. Martwię się tym, co się stało - mówił w Poranku Radia TOK FM. Zdaniem polityka, już dziś w Sojuszu powinna się rozpocząć analiza kampanii. Ale na temat personalnych zmian w partii Ryszard Kalisz nie chce mówić.
Dla SLD 8,24 proc. głosów. Wyniki z 64 proc. obwodów.

Tak złych wyników SLD mało kto się spodziewał. Sojusz może liczyć na niespełna 30 mandatów. Jednym ze szczęśliwców, który wywalczył mandat, jest Ryszard Kalisz. - Nie cieszę się dlatego, że dla mnie zawsze celem był jak najlepszy wynik lewicy . Martwię się tym, co się stało. Mam pełną świadomość, że doszło do konserwatywnego przechylenia (na scenie politycznej - red.) - komentował w Poranku Radia TOK FM.

Ale uciekał od personalnych ocen. I podkreślał, że najpierw trzeba przeprowadzić audyt. Dopiero potem będzie czas na wnioski personalne. - Od dziś powinna się rozpocząć analiza wyniku i funkcjonowania partii przez ostatnie 2,5 roku. Jak najszybciej Zarząd powinien zwołać posiedzenie Rady Krajowej - powiedział Kalisz.

I zdradził, że sam będzie miał bardzo pracowity dzień. - Na dziś zapowiedziało się u mnie wiele osób.

"A nie mówiłem"

Poseł SLD bardzo dyplomatycznie unika personalnych wniosków. Ale konsekwentnie przypomina, że sam nie popierał zmian, jakie w Sojuszu przeprowadzał Grzegorz Napieralski. - Już dwa lata temu mówiłem, że SLD musi być inną partią, która nie zgadza się z establishmentem PO-PiS. Palikot to zrobił, przejął elektorat i wygrał - stwierdził.

Ryszard Kalisz przypomniał też swój sprzeciw w innej sprawie. - W 2007 LiD miał 13 proc. głosów. Mogę powiedzieć: a nie mówiłem. Byłem jedynym posłem, który sprzeciwił się rozwiązaniu LiD-u. Gdyby do dziś istniał, byłby dobry wynik - ocenił.

DOSTĘP PREMIUM