Anna Grodzka: Ludzie mają dość nierozumnego konserwatyzmu

Liderka krakowskiej listy Ruchu Palikota wywalczyła mandat poselski wynikiem 19 451 głosów. Zdaniem Anny Grodzkiej jej sukces jest dowodem na to, że ?ludzie mają dość nierozumnego konserwatyzmu, działania które wyklucza znaczną część społeczeństwa?. - Grodzka przyznała, że przykro jej, kiedy słyszy negatywne komentarze na swój temat. Takie jak słowa Tadeusza Iwińskiego z SLD. - Damy się poznać - zapowiedziała posłanka Ruchu Palikota.
Anna Grodzka swoim wynikiem dała Ruchowi Palikota mandat z Krakowa, w którym od lat wygrywają PO i PiS. W pokonanym polu zostawiła SLD, z liderem listy - rzecznikiem Sojuszu Tomaszem Kalitą.

Najważniejszym elementem jej kampanii, jak mówiła w TOK FM, były spotkania z wyborcami. - To krakowianie zagłosowali, ja nic takiego specjalnego nie zrobiłam. To cecha dzisiejszego Krakowa: ludzie mają dość takiego nierozumnego konserwatyzmu, działania które wyklucza znaczną część społeczeństwa - stwierdziła założycielka i prezeska fundacji Trans-Fuzja.

Według Grodzkiej "niezbędne jest uruchomienie, ogromnej siły społecznej tkwiącej w tym, że ludzie zobaczą swoje szanse". - Działając na swoją rzecz, działamy również na rzecz innych ludzi. Tego potencjału nie potrafiły wykorzystać działające do tej pory partie polityczne - powiedziała.



Jak podkreślała, sukces wyborczy Ruchu Palikota "to odzew na politykę, jaka miała miejsce w ostatnich 20 latach".

W polityce przydaje się gruba skóra

Sukces Anny Grodzkiej stał się jednym z najpopularniejszych powyborczych tematów. Nowo wybrana posłanka przyznała, że mocno reaguje na nie zawsze pochlebne komentarze. - No cóż, są w Polsce ludzie, którzy nie mają szacunku dla innych. Spodziewałam się, że tacy ludzie są i będą właśnie takie reakcje na osoby LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders). Ale przykro mi. Staram się budować grubą skórę, ale nie jest to łatwe. Bo zawsze byłam wrażliwą osobą - mówiła Anna Grodzka.

Dziś mocno niezręczną wypowiedzią na temat nowej posłanki "błysnął" Tadeusz Iwiński z SLD. - Jest 40 posłów, ale jak na ugrupowanie, które koncentruje się na prawach kobiet, to tam są dwie kobiety, z czego jedna nienaturalna, że użyję takiego sformułowania - tak polityk mówił w telewizyjnej rozmowie o Ruchu Palikota.

- Prof. Iwiński pokazał, że szacunek dla tożsamości człowieka, w tym wypadku mojej tożsamości płciowej, jest czymś bardzo bardzo wątpliwym w jego wykonaniu - komentowała Anna Grodzka.

"Damy się poznać"

Nowa posłanka z Krakowa chce pracować w Sejmie w komisji praw człowieka, i być może w komisji edukacji. - Jestem psycholożką, działam od lat w ruchach społecznych. Nie sądzę, żeby moje kompetencje były niższe od kompetencji aktualnych posłów. Jasne, że brak mi doświadczenia, ponieważ w parlamencie będę pierwszy raz. Ale szybko je zdobędę, bo szybko się uczę - oceniała Grodzka.

Nie ma wątpliwości, że 40 sejmowych reprezentantów Ruchu Palikota będzie zauważonych. jak mówiła, część posłów, których mogła poznać to "ludzie niezwykle ciekawi, posiadający potężne kompetencje". - Warto tym ludziom zaufać, to że jesteśmy nieznani może stanowić jedynie zaletę. Damy się poznać - mówiła w TOK FM.

Jak podkreśliła, "nowy punkt widzenia" wniesiony przez posłów Ruchu Palikota przysłuży się wszystkim sejmowym partiom. - To dobrze jeśli z tyłu będą słyszeć inaczej brzmiący głos, inny punkt widzenia.

DOSTĘP PREMIUM