"Tusk jest niewrażliwy na naciski. I dobrze" - Miller w "Polityce"

- Tusk to historycznie pierwszy polski premier, który drugi raz wygrał, bez oszustwa. Zazdroszczę mu - mówi w wywiadzie dla "Polityki" Leszek Miller, szef klubu SLD. - Dziś premier niczego nie musi, ale wiele może. Jak czegoś naprawdę chce, może to zrobić. Ale nie musi robić tego, czego domagają się inni - dodaje.
Miller zapewnia w rozmowie z "Polityką", że jest pod wrażeniem stylu prezesury w Radzie Ministrów Tuska. Dodaje, że jego klub - SLD - nie zamierza być w tej kadencji opozycją totalną do rządów PO, ale jednocześnie nie wiąże się to z jakimiś formalnymi ustaleniami czy koalicją. - Jak się ma kruchą większość - a większość PO-PSL jest krucha - to zwykle patrzy się po sali sejmowej, kto jeszcze mógłby się przyłączyć - podkreśla Miller.

Dodaje, że Tusk obecnie ma taką pozycję, że nic nie musi i dzięki temu jest niewrażliwy na naciski. - I dobrze - kwituje były premier.

Cele SLD? "Zmniejszenie rozpiętości dochodów"

Leszek Miller podkreśla, że jego partia jest partią "propaństwową i jednocześnie uważającą sprawy równości i sprawiedliwości społecznej za bardzo istotne". I z tej perspektywy będzie oceniała poczynania rządu.

- Powiedziałem panu premierowi, że będziemy podejmowali działania zmierzające do zmniejszenia rozpiętości dochodów. Bo one osiągają poziom niebezpieczny dla ładu demokratycznego. Rodzą poczucie niesprawiedliwości i powodują, że obywatele stają się wrogami własnego państwa - dodaje.

Zapewnia też, że sam opowiada się za wprowadzeniem do konstytucji zapisu o maksymalnym poziomie współczynnika Giniego, mierzącego nierówności dochodów, oraz chce wzmocnienia pozycji premiera kosztem prezydenta. - Łącznie z rezygnacją z wyborów powszechnych i wyborem dokonywanym przez Zgromadzenie Narodowe - mówi.

"Co innego program na wybory, a co innego..."

Były premier tłumaczył także, dlaczego on sam musiał rezygnować z niektórych koncepcji, za którymi opowiadał się kiedyś podczas wyborów. - Co innego program na wybory, a co innego program na rządzenie. One nie są tożsame - podkreśla. I tłumaczy: - Żadna partia nie rządziła w Polsce samodzielnie. Każda przed wyborami mówi, co by chciała zrobić, gdyby miała większość w Sejmie. A po wyborach liczy, co może realnie w parlamencie przepchać, czyli co może wykonać z koalicjantem lub koalicjantami. To jest pragmatyzm. Nie cynizm.

SLD wie, Palikot udaje?

Zdaniem Millera obecny sukces partii Janusza Palikota ma dwie składowe: Kościół, który wytworzył złą energię społeczną, oraz obietnice Ruchu Palikota. Czemu to pomogło Palikotowi, a nie SLD? - Bo my wiemy, co można. A Palikot udaje, że wszystko można. Żadna z jego radykalnych zapowiedzi nie będzie zrealizowana - wieszczy były premier. I dodaje, że sam Palikot wie, że w Sejmie liczy się większość, a nie racja. - Ale jego ludzie jeszcze tego nie wiedzą - podkreśla.

Dodaje też, że nie wierzy, że sukces RP uzyskał dzięki rozczarowaniu SLD. - Do RP odeszło 10 proc. naszego elektoratu - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM