"Dużo dobrych chwytów, użył ekspresji foniatrycznej, w jednym momencie go poniosło" - ekspert od mowy ciała analizuje expose Tuska

Który zabieg retoryczny Donalda Tuska nie wywarł efektu na osobowościach paranoidalnych, w jakim momencie premier zacisnął pięść, a kiedy użył palca wskazującego, oraz jak udało mu się zamienić szmer dezaprobaty w oklaski - tylko u nas psycholog biznesu i ekspert mowy ciała Leszek Mellibruda komentuje expose premiera Donalda Tuska
To bardzo, bardzo dobrze przygotowane, świetnie rozplanowane expose, zbierające szereg zabiegów nie tylko marketingowych, ale też środków przyczyniających się do zwiększania koncentracji uwagi słuchaczy i podnoszących jakość przekazu.

Początek nerwowy i napięty

Ale zaczęło się nerwowo. Przez pierwsze 1,5- 2 minuty wyraźnie widać u premiera zdenerwowanie i napięcie. Ma skrócony oddech, mówi z zaciśniętymi szczękami, witając odwraca się w sposób dynamiczny, ostry, który wyraża to napięcie. Przykuło to moją uwagę, bo Tusk zazwyczaj ma miękkie ruchy, wręcz kocie.

Zmienia się to od momentu, gdy zaczął mówić o zaszczycie. Połączył tu zaszczyt z dwoma aspektami - zobowiązaniem i podziękowaniem. Przez blisko 2 minuty wyjaśniał za co jest to podziękowanie - to świetny chwyt erystyczny, a jednoczenie znakomity psychologiczny bodziec. To krótka lekcja jak dziękować ludziom, ale za nic, czyli że żyli jak żyli, bo większość narodu nie ma poczucia nadzwyczajności życia, a za to premier im dziękował. To wyższa półka kontaktu ze słuchaczem.

To barwne podziękowanie zawierało też niezwykle istotny psychologicznie element - metaforę. Naliczyłem, że co najmniej 4-5 razy pojawiły się metafory i kreatywne użycie języka. Na przykład w pierwszych minutach pan premier powiedział o "huraganie kryzysu ekonomicznego". To bardzo ładne skojarzenie, bo ten kryzys wiąże się z tym, co dla nas zagrażające i codzienne. Takie sformułowanie jest psychologiczne uzasadnione, bo zwiększa przyswajalność przekazu.

Efekt podziękowania a osobowość paranoidalna

Podziękowanie z psychologicznego punktu widzenia było przygotowaniem słuchaczy do wszystkiego tego, co dalej miało nastąpić. Jaki jest tego efekt? Słuchacz zaciąga pewien kredyt wdzięczności, w ten sposób obniża się nieufność, a zwiększa pozytywne nastawienie. Dziękując nawet za nic obniża się nieufność. To jest metoda, która jest powszechna w zdrowych społeczeństwach. Oczywiście nie u wszystkich się to zaufanie zwiększa. W osobowościach paranoidalnych dziękowanie tylko wzbudza podejrzliwość.

Pod koniec 4. minuty stosuje kolejny profesjonalny zabieg- naznacza szczególną chwilę expose, podkreśla, że to coś niezwykłego w Europie.

Ręce dyrygenta prasowały i szatkowały przestrzeń

Około 6. minuty zaczyna używać palca wskazującego. Wtedy mówi o tym, że "coś zrobimy lepiej niż inni". Ale generalnie palec wskazujący w expose rzadko pracował, raczej pracowały "ręce dyrygenta", jak przy prowadzeniu orkiestry - obie uniesione, prasowały przestrzeń lub ją szatkowały, w zależności od kontekstu, co zwiększa wizualizacje. To jest uważane za plus.

Prawa ręka pracowała bardziej niż lewa i obydwie. Kiedy więcej pracuje prawa ręka, oznacza to oznacza, że bardziej wysila się lewa półkula mózgu, odpowiedzialna za racjonalność, logiczność i kartezjańskie odruchy umysłowe.

Skoncentrowałem się na tym, kiedy lewa ręka była bardziej aktywna. Okazało się, że około 16,5 minuty, gdy premier zaczął mówić o ulgach rodzinnych i becikowym, lewa ręka zaczęła mocniej i bardziej nerwowo pracować po pulpicie. Oznacza, ze te kwestie ulg jednak wiążą się z jakimiś emocjami, i to silnymi, u premiera. Oczywiście to tylko moja hipoteza obserwacyjna.

Były też momenty, gdy to prawa dłoń delikatnie tłukła blat mównicy - wtedy, gdy premier mówił o "dylemacie politycznych analfabetów".

Pod sam koniec, na minutę przed zakończeniem, gdy mówił, że "tylko silni gracze przetrwają w tym kryzysie", zacisnął pięści - to symbol siły. Ciekawe, że wcześniej pięści mu się nie zaciskały ani razu.

Tusk niechcący odwołał się do Staniszkis

Kiedy zaczął mówić, że nie będzie świętych krów, że wszyscy powinni zgadzać się na zmiany, a w szczególności, gdy mówił o wszystkim dotyczącym rolników, to odwoływał się do Europy i zmian w prawie europejskim, dotyczących podatku dochodowego od gospodarstw rolnych. Dwukrotnie mówił o rozwoju ewolucyjnym, a nie rewolucyjnym. Niechcący się odwołał do pojęcia, które propaguje profesor Jadwiga Staniszkis - często mówi ona o rewolucji ewolucyjnej. Tusk, mam wrażenie, dawał przykład czegoś takiego.

Ekspresja foniatryczna przy kwestii finansów

Stosunkowo dużo premier mówił na temat bezpiecznych finansów, wówczas jego twarz poważniała, zwalniał rytm wypowiedzi, mówił jakby z głębszym namysłem, obniżał głos. Nadawał niezwykle znaczenie ekspresji foniatrycznej, tzn. pracował dźwiękiem głosu.

W 37. minucie po raz pierwszy zdarzyło się coś, co trochę go poniosło. Było to przy kwestii przedłużeniu czasu pracy do emerytury. Jako jeden z argumentów podał czasy turbulencji, mówiąc, że "nie wszystkie kraje przeżyją ten kryzys". Był bardzo rozpędzony w swojej wypowiedzi, chociaż, jak widzimy, Grecja ten kryzys przeżyła.

Później znów pojawił się przykład metaforycznego sformułowania, gdy premier powiedział "nie utrzymamy Polski na powierzchni wody w czasie tego sztormu, jeśli nie zdecydujemy się na ten trudny krok". Chodziło mu o przedłużenie emerytur.

Jak Tusk zamienił gwar w oklaski

Bardzo mi się podobała reakcja premiera w momencie, gdy pod koniec 38. minuty rozpoczął się gwar na sali obrad. Tusk nie przerwał przez komentarze i głośne wypowiedzi. Wręcz przeciwnie - mówił głośniej, dobitniej.

Zaczął od czegoś, co jest świetnym chwytem - przeszedł z opisu do cyfr. Mówił najpierw o jednym miesiącu, potem przedłużeniu z każdym rokiem o 3 miesiące, potem o tym co będzie się działo z PKB w 2020, 2030 i 2040 roku. To dobre argumenty merytoryczne - skupiły one uwagę, a ludzie przestali szemrać pod ławkami.

Zabieg ten skończył się sukcesem, ponieważ po trzech minutach szemrania pojawiły się oklaski - w 41. minucie wystąpienia na hasłowe stwierdzenie, że emerytury będą wyższe. I znowu pojawiła się może nie niezręczność, ale stereotypowy komunikat - Tusk powiedział, że kobiety po 3-5 latach zwiększenia limitu pracy, będą zarabiać 80 procent więcej. Nie powiedział jednak więcej niż kiedy. Mężczyźni się wtedy nie odezwali, rozległ się bardzo pozytywny szmer - takie trochę "głaskanie po brzuszku".

Chwilę potem znów pojawiły się oklaski, kiedy zapowiadał, że zabierze się za księży i gdy mówił o zmianach w mundurówkach. Tu również odwołał się do metafor kreatywnego języka mówiąc o "inteligentnym systemie reagowania na zagrożenia kryzysowe bez gorsetu rutyny".

Bardzo dyplomatyczne i poprawne politycznie sformułowania towarzyszyły poruszaniu kwestii krzyża, kiedy posłużył się sformułowaniem, ze "krzyż nie może służyć do łomotania przeciwnika politycznych jak maczuga". Wyraźnie budził wspomnienia obrazów sprzed Pałacu Prezydenckiego, gdzie ludzie bili się krzyżami. Ale zaraz potem, nie upłynęło pół minuty, odwołał się do pamięci o Janie Pawle II.

Zakończenie na cztery strony świata

Końcówka - ostatnie 2 minuty - były takim kotwiczeniem wcześniejszego przemówienia w nieco uśmiechniętej twarzy i za pomocą bardziej pozytywnych skojarzeń. Wywołał to metaforą - wspominając o trudnym do zaakceptowania koncercie mocarstw w Europie, oraz wspominając jedną z dykteryjek, którą usłyszał - "przy torcie albo jest się przy stole, albo w karcie dań". To dobre i ciekawe zakończenie. Przy pomocy kilku haseł podsumował i zgrabnie zebrał całe przemówienie.

Mówił też o fladze i żywo zareagował na zgłaszanie przez salę symbolu orła i mówienie, że jest go za mało. Skomentował także swoją wypowiedź, która przez 57 minut dotyczyła przyszłości, odniesieniem do teraźniejszości ostatnich dni, kiedy mówił o przypadkach 11 listopada i o zamieszkach, do których wtedy doszło.

Zakończenie to były cztery mocne kroki - najważniejsze hasła, takie "key-words" całego expose: "każdy jest potrzebny Polsce", "Polska może być najlepsza w Europie", "wspólnota musi stać się faktem", "wierzcie w przyszłość Polski, my wierzmy". To dobre podsumowanie - jakby w 4 strony świata.

"Zasada okna i lustra" zamiast miłości

Myślę, że to było ciekawe expose, zupełnie inne niż 4 lata temu. Nie było słów o miłości, za to była przedstawiona w praktyce "zasada lustra i okna", której każdego nowoczesnego menedżera uczą psycholodzy. Gdy mamy sukcesy tak jak Platforma przez cztery lata (bo ludzie ją znów wybrali), to "dzięki wam obywatele" - i wtedy podchodzimy do okna. A gdy są kłopoty, to podchodzimy do lustra i mówimy "przepraszamy, to myśmy nawalili, postaramy się naprawić".

To jeden z dowodów, że Donald Tusk jest przywódcą wielkiego formatu. Myślę, że europejskiego, może i światowego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM