Minister Zdrojewski z żoną w Azji na koszt Polaków. "W czasach kryzysu to niestosowne"

"Za nasze pojechali do Chin! 100 000 zł poszło z kasy ministerstwa" - alarmuje dziennik "Fakt". Tabloid pisze o 10-dniowej podróży po Azji, w jaką wybrał się Bogdan Zdrojewski z żoną i pracownikami swojego resortu na przełomie października i listopada. Za bilet żony zapłacono z budżetu państwa. - Normalnie byłoby to zrozumiałe, choć w czasach kryzysu jest to mniej oczywiste i może być odebrane jako niestosowne - przyznaje były ambasador Polski, Jan Wojciech Piekarski.
Tak o wyjeździe reprezentacji polskiego Ministerstwa Kultury pisze dziś "Fakt": "Wyjazd z udziałem kilku ministerialnych dyrektorów kosztował ponad 100 tys. zł. Prawie połowę tej sumy pochłonęły bilety lotnicze dla ministra i jego żony, Barbary. Zapłacili za to podatnicy".

"Zaproszenie było dla ministra z żoną"

Tabloid sugeruje, że mogła to być pożegnalna podróż ministra, który do końca nie był pewny, czy Donald Tusk zatrzyma go na stanowisku w następnym rządzie. Z tych 100 tys. zł na bilety dla ministra i jego żony miało pójść ok. 44 tys. zł. "Bilet pani Barbary Zdrojewskiej mógł kosztować około 18 tys. złotych" - podaje za ministerstwem "Fakt".

Sam resort nie widzi nic złego w tym, że za podróż żony ministra zapłaciło państwo. Jak podkreśla w rozmowie z dziennikiem, jej obecność była "wysoce stosowna", gdyż "trzykrotnie wystosowane przez resort kultury Chińskiej Republiki Ludowej i Republiki Indii zaproszenia do złożenia wizyt skierowane były do ministra kultury wraz z małżonką".

"To niezrozumiałe w czasach kryzysu"

Jan Wojciech Piekarski, dyplomata i były ambasador Polski m.in. w Belgii i Luksemburgu, przyznaje, że na świecie jest przyjęte, że tego rodzaju zaproszenia często wystosowywane są do polityków wraz z małżonkami. - I jeżeli chodzi o przepisy, nie ma żadnej przeszkody, aby z takiego zaproszenia skorzystać - mówi specjalista od protokołu dyplomatycznego.

Z drugiej strony polski dyplomata zaznacza, że przepisy odnoszą się przede wszystkim do prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych, którzy często odbywają podróże służbowe w towarzystwie małżonek czy małżonków. - W przypadku reszty przepisy są mniej oczywiste, co nie znaczy, że nie znajdują zastosowania - mówi i dodaje: - Zdecydowanie jednak mniej zrozumiałe jest ich stosowanie w czasach kryzysu, kiedy podatnik będzie na to patrzył jako na niepotrzebny czy niestosowny wydatek.

Gazeta.pl nie udało się skutecznie skontaktować z rzecznikiem ministra kultury.

DOSTĘP PREMIUM