"Polacy przywrócili nam entuzjazm" [OPINIE O PREZYDENCJI]

Dziś Donald Tusk na forum Parlamentu Europejskiego podsumuje polskie przewodnictwo w Radzie UE. W Strasburgu nasi reporterzy pytali europosłów o opinie o naszej prezydencji. Okazuje się, że jest nieźle: "Polacy przywrócili nam entuzjazm", "Próbowali w trudnych czasach chronić interes wspólnoty" "Największą przeszkodą, która stała przed Polską, było samo to, że trwał i wciąż trwa kryzys". Tak mówili Daniel Cohn-Bendit, Guy Verhofstadt i Elmar Brok.


- Polska prezydencja robiła co mogła. Choć ustalenia unijnego szczytu w wielu krajach mogą nie wejść w życie, dla Polaków jego rezultaty mogą być krokiem naprzód - mówił w Strasburgu portalowi Gazeta.pl Daniel Cohn-Bendit, legenda rewolucji roku 68., a obecnie europarlamentarzysta frakcji Zielonych.

Michał Gostkiewicz: - Polski rząd mówi o ostatnim szczycie UE jako sukcesie i przykładzie współpracy, której efektem jest porozumienie 26 państw (wyłamali się tylko Brytyjczycy). Pan z kolei mówi, że przywódcy na szczycie obiecali coś, czego nie będą w stanie dotrzymać, bo na przykład nie przeprowadzą swoich projektów przez parlament. Czy polska prezydencja miała jakikolwiek wpływ na to, co działo się na szczycie (który miał być "przełomowy" i uratować pogrążoną w kryzysie strefę euro i całą UE), czy też nie miała nic do powiedzenia?

Daniel Cohn-Bendit*: - Polska prezydencja robiła co mogła. Ale nie udało się jej przekonać niemieckiego rządu do działań nie tylko na rzecz stabilności, ale także działań solidarnych. Tu się nie udało. Dla Polaków rezultaty szczytu rzeczywiście mogą oznaczać krok naprzód, nawet, jeśli to, co tam ustalono, będzie trudne do przeprowadzenia w wielu krajach - jak choćby we Francji, gdzie Sarkozy nie ma większości w parlamencie. To nie jest wielki sukces, choć i nie totalna porażka.

- Polska wspierała w czasie szczytu pozycje niemieckie, pan krytykuje działania kanclerz Merkel i linię Niemiec. Polska prasa pisze, że pani kanclerz "osiągnęła co chciała".

- Kanclerz proponowała, żeby banki były uwzględnione w mechanizmach (ratunkowych przed kryzysem - red.). Czyli cofnęła to, co proponowała pół roku temu. Mówiła, że nie pomoże Grecji, a pomogła. Problem z Merkel nie polega na tym, że chce stabilności, ale nie ma pomysłu na europejską solidarność. Nie umie odpowiedzieć na pytanie, jak pomóc krajom takim jak Włochy. Stabilność to nie jest gospodarcza odpowiedź na to, co powinno być zrobione w następnych miesiącach.

- W styczniu kończy się kadencja przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Jerzego Buzka. Jak pan ocenia okres jego przewodnictwa - jako sukces czy porażkę? Czy sprawdził się jako szef PE?

- Był bardzo "integrującym" przewodniczącym i to jest jego sukces. Trudno mówić o jakiejś największej porażce.
*)Daniel Cohn-Bendit był jednym z przywódców ruchu studenckiego we Francji i paryskiego Maja '68. Od 1994 jest posłem do Parlamentu Europejskiego. Należy do Grupy Zielonych - Wolny Sojusz Europejski. W wyborach w 1999 r. wszedł do Parlamentu Europejskiego z listy francuskich Zielonych, w 2004 - z listy Zielonych niemieckich. W 2009 ponownie kandydował we Francji, z listy skupionej wokół Zielonych koalicji Europe Écologie. W kadencjach 1999-2004 i 2004-2009 oraz obecnej (2009-2014) był współprzewodniczącym Grupy. Jest członkiem Komisji Gospodarczej i Monetarnej i Komisji Spraw Konstytucyjnych PE.



- To była bardzo udana prezydencja. Polacy przywrócili nam entuzjazm, a prace prezydencji przyniosą dobre rezultaty. Polska i premier Tusk mogą być dumni z takiej prezydencji - mówił w Strasburgu portalowi Gazeta.pl niemiecki europoseł Elmar Brok. Były szef Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego (PE) chwalił też kończącego w styczniu kadencję przewodniczącego PE Jerzego Buzka.

Michał Gostkiewicz: Polska prezydencja zbliża się do końca, ale to właśnie na zakończenie na szczycie w Brukseli 26 państw poszło swoją drogą, a Wielka Brytania swoją. Jak pan ocenia polską prezydencję i polskiego premiera - także w kontekście szczytu? Czy Polska dobrze się spisała, czy też te sześć miesięcy należy uznać za nieudane, za porażkę?

Elmar Brok*: To była bardzo udana prezydencja. Po pierwsze - w wymiarze całej praktycznej pracy i uchwalania decyzji i ustaw wszystko było świetnie przygotowane. Uważam, że praca polskiej prezydencji będzie miała wiele dobrych rezultatów. Parlament "czuł się jak w domu". Polska prezydencja to było bardzo produktywne przywództwo. Po drugie - prezydencję sprawował naprawdę duży kraj z grona nowych państw członkowskich. Polacy przywrócili nam entuzjazm Polski przykład był bardzo pomocny. Był też pomocny w aspekcie moralnym, w trakcie zarówno kryzysu Unii Europejskiej, jak i kryzysu finansowego. Polska może być dumna z takiej prezydencji, a szczególnie premier Tusk.

- W Polsce pojawiają się głosy, że, ponieważ Brytyjczycy nie zamierzają uczestniczyć w uzgodnionym i planowanym na przyszły rok międzyrządowym porozumieniu 26 państw UE, rezultatem szczytu będzie rzeczywiście Europa dwóch prędkości - ta lepsza, szybsza, i ta gorsza, która będzie rozwijała się wolniej. Polska prasa pisała, że kanclerz Merkel "osiągnęła co chciała", a Europa będzie kształtowana zgodnie z życzeniem Berlina. To nie podoba się wielu Polakom...

- Przede wszystkim Polski wiele decyzji nie dotyczy, bo nie weszła jeszcze do strefy euro - choć chcielibyśmy, by niedługo tak się stało. Wielka Brytania nie chciała wchodzić w tę umowę - bo nie było na to szans, z powodów wynikających z czysto wewnętrznej polityki. Ja bałem się nowego podziału Europy, ale tu dwadzieścia sześć krajów mówi jednym głosem. To nie jest podział, to samoizolacja Wielkiej Brytanii, "przyjemna izolacja" (splendid isolation - red.) - jak mówi stare powiedzenie.
A te 26 krajów - patrząc przez pryzmat specyfiki całej Unii Europejskiej - to nie jest nic złego. Mamy dwadzieścia sześć solidarnych krajów, które mogą iść naprzód. Przyszła umowa będzie umową o działaniu według reguł (polityki budżetowej państw członkowskich UE - red.). Te reguły łamali w przeszłości także Niemcy, za rządu Schroedera. A więc ta międzyrządowa umowa zwiąże także Niemcy, nie ułoży wszystkiego po ich myśli.

- A jaką mamy gwarancję, że skoro tyle razy reguły były łamane, to umowa 26 krajów nagle sprawi, że nie będą łamane w przyszłości?

- Po pierwsze, sankcje i procedury przeciwko "grzeszącym" krajom nie będą mogły już zostać zablokowane z powodów politycznych - trzeba większości dwóch trzecich głosów w Radzie Europejskiej, by je przełamać. Po drugie - jeśli ma się konkretne zasady wprowadzone do prawa krajowego, których implementacja może zostać sprawdzona przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, to mamy dwa narzędzia, które możemy zastosować w przyszłości. Rodzaj ludzki nigdy nie będzie perfekcyjny, ale te decyzje w mocny sposób zmierzają do tego, by był tego bliższy.

- W styczniu kończy się kadencja przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, prof. Jerzego Buzka. Jak parlament, sami posłowie i pan oceniają sprawowanie przez niego tej funkcji? Czy dobrze piastował funkcję przewodniczącego? Jakie zanotował sukcesy, a gdzie poniósł porażkę?

- Znam przewodniczącego Buzka od lat 90. Zawsze uważałem go za jednego z najbardziej przenikliwych europejskich polityków i człowieka z zasadami, człowieka wartości. I taki też był jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego, kiedy zarówno dobrze go reprezentował, jak i dobrze prowadził jego politykę. Jesteśmy dumni, mogąc mieć go jako przewodniczącego.

- A czy było cokolwiek, co mu się nie udało?

- Zawsze wszystko może być lepiej zrobione i lepiej zorganizowane - ale nie to jest najważniejsze. W najważniejszych politycznych kwestiach Buzek nie zawiódł.
Elmar Bock jest europosłem z ramienia niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), w Parlamencie Europejskim zasiada - wraz m.in. z posłami PO - w ławach Europejskiej Partii Ludowej (EPP). nieprzerwanie od 1980 poseł do Parlamentu Europejskiego. Od 1999 do 2007 przewodniczył Komisji Spraw Zagranicznych PE. Od 1999 do 2004 był głównym sprawozdawcą ds. rozszerzenia UE



To była dobra prezydencja - komentuje sześć miesięcy polskiego przewodnictwa w Unii Europejskiej europoseł i szef frakcji liberalnej w Parlamencie Europejskim, Guy Verhofstadt. - Polacy próbowali w trudnych czasach chronić interes wspólnoty - mówił w Strasburgu były premier Belgii.

Agnieszka Lichnerowicz, TOK FM: - Jak pan ocenia polską prezydencję w UE w porównaniu do poprzednich?

Guy Verhofstadt*: - To była dobra prezydencja. W trudnych czasach Polacy próbowali chronić interes wspólnoty, wspólnotowe metody pracy. A to nie było łatwe. Po drugie, to była tak dobra prezydencja, bo Polska w bardzo dobry sposób rozpoczęła dyskusję o kolejnej wieloletniej perspektywie finansowej UE (na okres po 2013 r. - red). Po raz pierwszy zorganizowano konferencję, w której pracach uczestniczyli nie tylko przedstawiciele PE, ale także przedstawiciele parlamentów narodowych państw członkowskich, i współpracowali z Komisją Europejską i Radą UE. To był wielki sukces, i wiem już, że nowa prezydencja duńska zamierza powtórzyć to działanie.

- Czy prezydencja przekroczyła pańskie oczekiwania, czy wypadła poniżej nich? Słyszałam głosy, że faktycznie osiągnięto więcej, niż ktokolwiek się po Polsce spodziewał.

- Jestem przekonany, że my wszyscy mamy bardzo dobry obraz Polski, i proeuropejskiej linii, którą Polska (w czasie prezydencji - red.) podążała.

- A co ocenia pan jako porażkę?

- Nie sądzę, by o takiej można było mówić. Sądzę, że największą przeszkodą, która stała przed Polską, było samo to, że trwał i wciąż trwa kryzys w Europie.
*) Guy Verhofstadt - belgijski i flamandzki polityk, premier Belgii w latach 1999-2008, od 2009 poseł do Parlamentu Europejskiego i przewodniczący liberalnej frakcji - Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy.

DOSTĘP PREMIUM