Kłótnia polskich europosłów w Parlamencie na koniec prezydencji. Prawica: To norma

Na koniec polskiej prezydencji w Unii Europejskiej chwalili nas w Strasburgu prawie wszyscy - socjaliści, liberałowie i Zieloni. Nastrój litanii pochwał przerwali dopiero polscy prawicowi europosłowie. Tuska, jego rząd i urzędników zaatakowali m.in. Tomasz Poręba (PiS) i Jacek Kurski (Solidarna Polska). W kuluarach posłowie prawicy mówili portalowi Gazeta.pl., że polska prezydencja nie przeforsowała w Europie żadnego tematu ważnego dla interesu narodowego Polski.
- Słaba, wycofana, mało ambitna - mówił o polskiej prezydencji Tomasz Poręba. Europoseł PiS stwierdził, że Polska założyła już na starcie, że będzie tylko statystą. Według PiS "arabską wiosną" zajmowała się Francja, kryzysem gospodarczym - Niemcy, a pilotowane przez Polskę Partnerstwo Wschodnie poniosło klapę na konferencji w Warszawie. - Czarę goryczy przelała milcząca zgoda na ustalenia ostatniego szczytu UE w Brukseli. To błąd, to nie miało prawa się zdarzyć - krytykował Poręba.

Kurski: Tusk zrobił zrzutkę polskich emerytów na bogate kraje strefy euro

- Miał pan szansę. Jestem rozczarowany wynikami - wtórował byłemu partyjnemu koledze Jacek Kurski. Według niego premier Tusk nie zainicjował dyskusji o wyrównaniu dopłat dla polskich rolników, nie proponował zawieszenia bądź uchylenia niebezpiecznych dla Polski ustaleń pakietu klimatycznego i nie przeforsował kwestii gazu łupkowego, który może stać się kołem zamachowym europejskiej gospodarki. - Zarządził pan zrzutkę wśród emerytów i rencistów na ratowanie bogatszych krajów strefy euro, z których spotkań pańskiego ministra wypraszano - powiedział Kurski. I zaczęła się polsko-polska sprzeczka. Kurskiego krytykowali m.in. Marek Siwiec z SLD i europosłanka PO Lena Kolarska-Bobińska. - Tu jest Parlament Europejski, tu się załatwia sprawy europejskie, a państwo są chyba z jakiejś odrębnej planety PiS lub już-nie-PiS - stwierdziła Kolarska-Bobińska. - Żenada! - odpowiedział jej Ryszard Czarnecki (PiS).

PiS i SP: Krytykujemy, to przecież norma. Mamy chwalić złą prezydencję?

- Poprzednie prezydencje też były najbardziej krytycznie oceniane przez przedstawicieli opozycji wobec rządów sprawujących prezydencję - mówił potem w kuluarach PE portalowi Gazeta.pl Czarnecki. - Tak było w przypadku Wielkiej Brytanii za przewodnictwa Partii Pracy Tony'ego Blaira. Viktora Orbana krytykowali węgierscy socjaliści. To jest po prostu pewna norma, krytyka działań prezydencji przez opozycję krajów, które ją prowadzą, jest standardem - podkreślał. Nic złego w krytyce prezydencji nie widział też Jacek Kurski. - Na tym polega demokracja. Czy opozycja ma chwalić Donalda Tuska za to, że bardzo ważne sprawy zostały w toku prezydencji pominięte? Gdyby chociaż jedna z trzech ważnych spraw: gaz łupkowy, pakiet klimatyczny i dopłaty bezpośrednie, została wylicytowana w górę na korzyść Polski, to już byłbym zadowolony. Żadna nie została załatwiona. Szczyt Partnerstwa Wschodniego był klapą, tzw. "sześciopak" był przygotowany przed polską prezydencją - wyliczał Kurski. - Nie ma strukturalnych sukcesów, które miały Niemcy, Francja i Węgry.

Kurski: Złożono polski interes na ołtarzu uśmiechów, ą-ę, bułkę przez bibułkę

- Od klaskania władzy jest opozycja na Białorusi czy w Chinach - mówił europoseł Solidarnej Polski. - Skuteczna polityka europejska w czasie prezydencji polega na umiejętnym wpisaniu interesu własnego kraju w rozwiązania europejskie. To umieli wszyscy przed Tuskiem, Tusk tego nie umiał. A na koniec zafundował nam zmianę reguł europejskich, odejście od jednomyślności na rzecz dyktatu silniejszych, których się jeszcze czołobitnie prosi w Berlinie o przywództwo - podkreślał Kurski. - Kładł się na tej prezydencji kompleks niższości Polski wobec Unii, który się nigdy Polsce nie opłaca. Dziś był pudrowany miłymi słowami o wierze, nadziei, "więcej Europy w Europie". Miło się tego słucha, nie odmawiam prezydencji PR-owego powabu, zresztą premier jest przecież człowiekiem przesympatycznym i bardzo ładnie przemawia. Trzeba było się bić o miliardy euro dla Polski z gazu łupkowego czy z dopłat bezpośrednich dla rolnictwa i skutki pakietu klimatycznego, za który drogo zapłacimy. A położono polski interes narodowy na ołtarzu uśmiechów, ą-ę, bułkę przez bibułkę, "handshakingów" i żeby było ogólnie miło - stwierdził Kurski. - Za wrażenia artystyczne szóstka, za wartość techniczną dwója -podsumował prezydencję Kurski.

Ziobro: Tusk mógł stworzyć europejską strategię dla gazu łupkowego. I nic

Partyjnemu koledze wtórował były wiceprezes PiS Zbigniew Ziobro. - Polski premier nie podjął żadnego tematu, który byłby ważny w Europie i jednocześnie byłby korzystny dla Polski - powiedział portalowi Gazeta.pl Ziobro. - Wszystkie prezydencje - czy niemiecka, czy francuska - zawsze podejmowały przynajmniej jeden ważny punkt, ważny dla interesu narodowego państwa, które sprawowało prezydencję, oraz dla Europy - wtórował Kurskiemu Ziobro. - Donald Tusk mógł zrobić to bardzo łatwo: mógł stworzyć europejską strategię na rzecz wydobycia gazu łupkowego. Mógł podjąć kwestię ograniczenia konsekwencji pakietu klimatycznego, który od 2013 r. uderzy w polską gospodarkę - stwierdził Ziobro.

PO: Ci, co krytykują, rzadko bywają w Brukseli, wolą brylować w kraju

- Sukcesów naszej prezydencji jest naprawdę dużo - kontruje europoseł PO Krzysztof Lisek. - Przyszło nam przewodzić Europie w czasie kryzysu, kiedy przywódcy europejscy zajmowali się ratowaniem Grecji, Włoch, Portugalii czy Irlandii. A my posunęliśmy kilka spraw do przodu: zakończenie negocjacji i de facto podjęcie decyzji o przyjęciu Chorwacji do Unii. Popchnięto bardzo naprzód negocjacje UE - Ukraina o umowie stowarzyszeniowej, liberalizacja wizowa z Gruzją liberalizacja wizowa z Mołdawią, czy nawet taka mała rzecz jak umowa o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim. Do tego niezliczona ilość konferencji, seminariów, sympozjów i spotkań - Polskę było widać w Strasburgu i Brukseli. Długofalowym efektem prezydencji będzie znakomity wizerunek Polski jako państwa odpowiedzialnego, któremu można powierzyć losy Europy. Oczywiście nie wszystko się udało, ale pamiętajmy, że był kryzys i strach przed kryzysem - stwierdził Lisek. - To paradoksalna sytuacja, że koledzy z PiS i Solidarnej Polski, czyli niedawnego PiS, wystąpili z taką frontalną krytyką, Może wynika to z tego, że koledzy z PiS i SP są bardziej skoncentrowani na brylowaniu w mediach w Warszawie lub budowaniu albo ratowaniu struktur własnych partii. Wtedy nie ma czasu na realną pracę w Parlamencie Europejskim - zakończył.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM