Jak PO wciąga PiS-owskich działaczy do swoich struktur

W gabinecie Donalda Tuska jest silna grupa konserwatystów, którzy bez oporów przekraczają partyjne podziały zatrudniając ministrów z rządu PiS - pisze "Gazeta Wyborcza". Czy mogą utworzyć pomost między skłóconymi partiami? - Współpraca z PO - mimo wojny między PiS a Platformą - jest możliwa. Ta wojna w dużej mierze jest kreowana na użytek mediów - uważa poseł PiS Przemysław Wipler.
Gdy w ubiegłym tygodniu wiceministrem środowiska został Piotr Woźniak, w PO rozdzwoniły się telefony. Politycy, którzy do tej pory bez szemrania przyjmowali kolejne nominacje premiera, tym razem byli zdziwieni. Szczególnie "liberałowie".

- Woźniak był ministrem w rządzie PiS i radnym tej partii. Na prawdę nie ma lepszych ludzi? - usłyszeliśmy od oburzonych rozmówców z władz PO. Kandydaturę Woźniaka zaproponował premierowi nowy minister środowiska Marcin Korolec. Sam był u niego wiceministrem, gdy Woźniak kierował resortem gospodarki w rządach PiS.

Jarosław Gowin - dziś minister sprawiedliwości - też nie boi się sięgać po ludzi z ekipy PiS. W sprawach deregulacji doradza mu Mirosław Barszcz, b. minister budownictwa w rządzie PiS. Gowin współpracował z Barszczem już w zeszłej kadencji.

Oprócz nich w konserwatywnej grupie są też minister skarbu Mikołaj Budzanowski, a także szef kancelarii premiera Tomasz Arabski, były dziennikarz katolickiego Radia Plus, zaprzyjaźniony z b. metropolitą gdańskim Tadeuszem Gocłowskim. To Arabski namówił Tuska, by u progu kampanii prezydenckiej w 2005 r. wziął ślub kościelny ze swoją wieloletnią żoną Małgorzatą.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM