Widmo dymisji Arłukowicza coraz wyraźniejsze? Nawet PSL krytykuje

W programie Moniki Olejnik ?Siódmy Dzień Tygodnia? ustawa o refundacji leków po raz kolejny podzieliła polityków - tak, jak wcześniej rząd, lekarzy i pacjentów. Krytyki nie szczędził ministrowi zdrowia Bartoszowi Arłukowiczowi nawet poseł koalicyjnego PSL, Jan Bury. Jeśli posłowie Stronnictwa podczas głosowania nad zgłoszonym przez PiS wnioskiem o wotum nieufności nie poprą ministra, PO nie uda się go obronić.
Politycy PiS, Solidarnej Polski, Ruchu Palikota i SLD zadeklarowali w programie Moniki Olejnik, że jeśli minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie podejmie zdecydowanych działań w związku z zamieszaniem wokół nowej ustawy refundacyjnej, zagłosują za jego odwołaniem.

Także przewodniczący klubu parlamentarnego PSL Jan Bury skrytykował koalicyjnego ministra. Jeśli PSL nie poparłoby Arłukowicza, opozycji mogłoby się udać go odwołać. Bury stwierdził, że jeśli nie uda się zawrzeć kompromisu, wyjściem może być przedłużenie vacatio legis (okresu, po którym ustawa wchodzi w życie). Ten pomysł SLD pozwoliłby według posła lepiej przygotować rozwiązania wykonawcze do ustawy.

"Rząd oszczędza kosztem pacjentów"

Ostro o ustawie i wynikłym z niej sporze rządu z organizacjami lekarzy wypowiedział się po raz kolejny Adam Hofman. Rzecznik prasowy PiS stwierdził, że "to największa porażka tego rządu, który potknął się o własne nogi". - Mamy różne wyliczenia, z których wynika, że rząd na nowej liście leków refundowanych zaoszczędzi kilkaset milionów złotych. W tym tylko część na koncernach, bo dużą część zaoszczędzi na pacjentach - dodał.

Z kolei Tadeusz Cymański (kiedyś PiS, dziś Solidarna Polska) wzywał do kompromisu, bo czas nagli. - Powinniśmy działać jak w warunkach klęski żywiołowej - mówił europoseł. - Pamiętam czasy, kiedy w wakacje robiliśmy posiedzenia, bo w nadzwyczajnej sytuacji posłowie są gotowi przyjechać choćby jutro - dodał. Zapytany, czy odejście ministra Arłukowicza jest wyjściem z sytuacji, odpowiedział: - To jest nasz krzyk rozpaczy. Ja bym proponował zrobić sondaż wśród pacjentów, co oni sądzą. Nawet nie padło słowo przepraszam.

"Wprowadził prawo, które sam krytykował"

Jeszcze ostrzej mówił o nowym prawie i samym ministrze Arłukowiczu Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota. - Arłukowicz znał tę ustawę, z premedytacją wprowadził ten bubel prawny. Minister nie spadł z nieba, wcześniej był w opozycji i (...) z mównicy sejmowej bardzo precyzyjnie skrytykował - stwierdził poseł. - Dlatego powinien odejść, ponieważ z pełną premedytacją wprowadził ustawę, która jest bublem prawnym - skonstatował.

Tymczasem Marek Siwiec z SLD podkreślił, że propozycja SLD "gasi pożar", wywołany przez działania rządu. Dodał, że reakcja rządu pokaże jego intencje, a lekarze "rzeczywiście mają prawo mieć wątpliwości do tych intencji". - Dokąd się pan minister Arłukowicz z tego nie wytłumaczy, ciągle będziemy uważali, że ktoś coś komuś dał, mimo parasola ABW, ale ktoś coś załatwił. (...) Jeżeli Arłukowicz zlekceważy naszą nowelizację, to oczywiście powinien odejść - zapowiedział europoseł.

"Lekarze nie dotrzymali umowy"

Ministra zdrowia bronili doradca prezydenta RP, Tomasz Nałęcz, i posłanka Platformy, Joanna Kluzik-Rostkowska. Nałęcz wytknął PiS-owi, że wykorzystuje całą sytuację do "politycznych bojów" i wezwał do zaprzestania reklamowania własnych partii kosztem pacjentów. Skrytykował także żądanie dymisji Bartosza Arłukowicza. - Wiadomo, że ścięta głowa nie myśli. Dlatego dymisja ministra Arłukowicza jest świetna dla partii opozycyjnych - stwierdził.

Była minister pracy i polityki społecznej wytknęła z kolei lekarzom, że wcześniej nie zgłaszali żadnych uwag do ustawy refundacyjnej. - Ta ustawa była procedowana przez półtora roku, głowowana była w maju zeszłego roku, a wtedy Naczelna Rada Lekarska nie zgłaszała żadnych uwag - zwróciła uwagę. - Rozmawiałam z ministrem Arłukowiczem wczoraj wieczorem. 16. grudnia było spotkanie ze środowiskami lekarskimi i umowa, że nie będzie protestu lekarzy przynajmniej do 4. stycznia, kiedy miało być następne spotkanie. Ta umowa nie została dotrzymana kosztem pacjentów i będę się upierała, że jest czymś nieetycznym odsyłanie człowieka z nowotworem do apteki, gdzie ma sobie wykupić lek za 1000 zł - skwitowała posłanka.

DOSTĘP PREMIUM