"Mówią o wyrachowanym samookaleczeniu? Wychodzą na nieludzkich" [KOMENTARZE]

- Nikt nie jest na tyle wyrachowany, żeby na pokaz był w stanie włożyć sobie pistolet w usta i wystrzelić. Jeżeli ktoś sądzi inaczej, to niech sam spróbuje - mówi w rozmowie z TOK FM dr Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego z UW. - Ci politycy, którzy powątpiewają i mówią, że płk Przybył nieudolnie próbował popełnić samobójstwo, wychodzą na nieludzkich.
A takim tonie wypowiadali się m.in. Janusz Palikot, Zbigniew Ziobro i Stefan Niesiołowski. Dzisiaj podobnie mówił też minister sprawiedliwości Jarosław Gowin:



- Politycy muszą pamiętać, że najmniejszy błąd popełniony przez nich w tej sprawie powoduje, że powstaje wokół nich bardzo dużo negatywnych emocji. Oceniając próbę samobójczą można popełnić samobójstwo polityczne - twierdzi dr Maliszewski.

"Nikt nie jest tak makiaweliczny"

- Zauważmy, że niektórzy powątpiewają i mówią, że jeżeli płk Przybył chciał popełnić samobójstwo, to był nieudolny. To bardzo ryzykowna wypowiedź, ponieważ czyni to te osoby nieludzkimi. A Polityk musi być wrażliwy, rozumiejący. Tymczasem wypowiadający się w tym tonie parlamentarzyści, jak Stefan Niesiołowski okazują się pozbawieni emocji - mówi specjalista ds. marketingu politycznego.

- Nikt nie jest na tyle wyrachowany, żeby na pokaz był w stanie włożyć sobie pistolet w usta i wystrzelić. Jeżeli ktoś sądzi inaczej, to niech sam spróbuje. Myślę, że mu się nie uda. Podobnie z tymi, którzy podważają skuteczność pod tym względem. Człowiek nie jest maszyną, żeby był w stanie coś takiego zrobić w sposób makiaweliczny, żeby osiągnąć jakiś cel - dodaje Maliszewski. Jego zdaniem do tego wszystkiego dochodzi pomieszanie dwóch porządków: czysto ludzkiej tragedii i konfliktu prokuratorów. - W ocenie tej sytuacji łatwo można zbytnio się pospieszyć. Wówczas - jeżeli mówimy o politykach - naprawdę mogą mieć ogromny problem wizerunkowy.

A premiera nie ma...

W całej sprawie nie wypowiedział się jeszcze premier. Dopiero dzisiaj - zgodnie z zapowiedzią rzecznika rządu - Donald Tusk zabierze głos w całej sprawie. O to zdążył się już upomnieć prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

- Premier ma ucho społeczne - komentuje dr Maliszewski. - Czekał prawdopodobnie aż sytuacja się wyjaśni i nie wypowiadał się wcześniej. Inne osoby, chociażby Stefan Niesiołowski, który w stanowczych słowach oceniał czyn prokuratora, już został źle oceniony przez bardziej empatyczny elektorat.

Brak premiera rodzi z kolei pytanie o stanowisko jego partii Platformy Obywatelskiej w tej kwestii. - Trzeba przypomnieć sobie, jak premier Tusk wybrał się do Peru - zauważa rozmówca TOK FM. - Wtedy Grzegorz Schetyna zaczął komentować różne sprawy i wyrósł na największego opozycjonistę premiera w partii. To pokazuje problem przywództwa w polskich partiach; zarówno w PO, jak i PiS - tłumaczy.

- Te partie mają silnych liderów, przy których czasami Margaret Thatcher to pensjonarka. Podporządkowują partie, niwelują wpływy frakcji - dodaje ekspert. - A efekt jest taki, że w sytuacjach trudnych nie ma tego "wicelidera", który wskazałby drogę reszcie. Premier na przykład podporządkował sobie partię na kształt wojska. I dzisiaj trochę ma to charakter średniowieczny: nie ma króla, to bitwa jest przegrana. Nikt nie próbuje wyjść przed szereg, bo może to być niespójne z linią "króla".

- Jednakże pod tym względem jest różnica między PO a PiS. W PiS osoby, które wykazały się większym talentem znalazły się poza partią. W PO takie osoby pozostają. Są sfrustrowane, ale w partii pozostają.

PiS zawłaszcza kwestie państwowe?

Zdaniem Maliszewskiego w tym momencie warto zauważyć jeszcze jedną rzecz: Jarosław Kaczyński nie wypowiadał się w kwestiach służby zdrowia, natomiast wypowiada się w kwestii problemów obronności i sprawiedliwości. - Stara się zawłaszczyć pewną kompetencję - uważa specjalista ds. marketingu politycznego.

- Jarosław Kaczyński przegrał wybory, ponieważ nie był kompetentny w kwestiach gospodarczych. Teraz nie wypowiadał się w sprawie ostatniego problemu, dotyczącego służby zdrowia, czyli czegoś, co jest blisko wyborców. Prezes PiS zawłaszcza zaś problem związany z funkcjonowaniem państwa, prawa, sprawiedliwości - zauważa Maliszewski. I podsumowuje: - To ważne dla polityków, ale nie dla wyborców. I to jest problem PiS: owszem, ich postulaty były nośne po aferze Rywina, ale dzisiaj już nie. To nie porusza serc wyborców.

DOSTĘP PREMIUM