ACTA. Boni przeprasza za aferę: "Jest poczucie, że nie było konsultacji. Boleję nad tym"

- Mogę wziąć całą winę na siebie, ale nie o to chodzi. Popełniono błąd: nie było w momencie przygotowywania tej wersji ACTA konsultacji. Myślę, że trzeba to nadrobić - mówił w Poranku TOK FM Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.
Michał Boni komentował w TOK FM ataki na strony rządowe i mówił m.in. o debacie nt. wolności w internecie i udostępniania danych bezpłatnie. Od soboty trwają ataki na strony rządowe w związku z planowanym na 26 stycznia w Tokio podpisaniem przez szefa MSZ ACTA, międzynarodowego porozumienia dotyczącego walki z naruszeniami własności intelektualnej. Rząd przyjął już uchwałę o udzieleniu zgody na podpisanie ACTA i o warunkach jej wykonania.

- Walka hakerów trwa, chociaż myślę, że w tej fazie przydałoby się trochę uspokojenia, żeby podjąć decyzję i wrócić do konsultacji - stwierdził Boni. Odnosił się tym samym do włamań hakerów na strony rządowe - premiera, Ministerstwa Kultury, a także na inne, powiązane z najwyższymi organami władzy, m.in. prezydenta. - Myślę, że konsultacje są potrzebne po to, żeby wyjaśniać wszystkie kwestie związane z ACTA - podkreślał dzisiaj minister.

Dzisiaj dojdzie do spotkania Boniego z premierem Tuskiem oraz szefami MSZ i MKiDN ws. ACTA. - Obiecuję, że w ciągu dwóch tygodni będziemy z różnymi środowiskami o tym rozmawiali. Na dzisiejszym spotkaniu u premiera będziemy rozmawiali, jak się zachować wobec tego aktu podpisania ACTA 26 stycznia. Różne kraju poinformowały KE, że wstrzymają swoje podpisy. Szwajcaria powiedziała np. że nie podpisze, a cztery kraje powiedziały, że na pewno nie podpiszą w tym terminie - doprecyzował minister.



I zapowiedział w sprawie przyszłych konsultacji: - Obiecuję jawne spotkania, które będą on-line, żeby można było patrzeć, jak na ten temat dyskutujemy.

"Nie ulegajmy panice"

Boni odniósł się do wypowiedzi posła Artura Dębskiego, który stwierdził - również w TOK FM - że przyjęcie ACTA to "zamach na demokrację". - Poseł Dębski mówił, że ACTA przewiduje blokowanie stron przez urzędników. Myślę, że ludziom myli się to, co było w SOPA (amerykańska ustawa dot. ochrony własności intelektualnej - red.) - tam rzeczywiście były zapisy dotyczące blokowania strony - z tym co jest w ACTA - odpowiadał minister.

I tłumaczył: - ACTA to jest traktat międzynarodowy o charakterze bardzo ogólnym, który mówi o narzędziach przeciwdziałających piractwu. Nie jest tak groźny i nie mówi o szczegółach. Intencją tworzących ACTA jest stworzenie ram do tego, żeby walczyć z piractwem czy obrotem podrabianymi usługami i towarami. Natomiast nie ma żadnych szczegółowych przepisów. Nie ulegajmy tej panice i niezadowoleniu, które było kiedy dyskutowaliśmy nad ustawą hazardową i był projekt zmiany w art. 179 prawa telekomunikacyjnego, które mówiło o tym, że można blokować strony. Po dyskusji z internautami wycofaliśmy ten zapis. Nie mamy w Polsce zamiaru, żeby wprowadzać jakiegokolwiek rozwiązania, które by blokowało strony - zapewniał

"Mogę całą winę wziąć na siebie..."

- Problem jest szerszy. Jest deficyt i poczucie, że nie było konsultacji. Boleję nad i tym i tutaj mogę za to przeprosić - stwierdził Boni. Dodał, dlaczego mogło dojść do tego, że ACTA przeszła praktycznie bez konsultacji drogę rządową: - Jakoś na przełomie działania rządowego niektóre urzędy przyspieszyły pracę.



- Które? - dopytywał porannego gościa TOK FM Łukasz Grass, prowadzący audycję. - Mogę wziąć całą winę na siebie, ale nie o to chodzi - odpowiedział Boni. - Popełniono błąd i nie było w momencie przygotowywania tej wersji (ACTA - red.) pod traktat konsultacji. Myślę, że trzeba to nadrobić. I że trzeba środowiskom internetowym, ale także w rozmowie z tymi, którzy bardzo zabiegają o ochronę własności intelektualnej - ze środowiskami twórczymi, wyjaśnić wszystkie aspekty tego, co jest w ACTA.

- ACTA nie jest dokumentem krajowym, jest dokumentem międzynarodowym i pracowali nad nim eksperci Komisji Europejskiej. Były odpowiednie debaty w komisjach KE, była też dyskusja w Parlamencie Europejskim. Wszystkie struktury europejskie ponoszą więc za to odpowiedzialność - stwierdził minister administracji i cyfryzacji.

"Do konsultacji trzeba wrócić"

- To, co się w Polsce działo w ostatnich dniach, było z jednej strony wyrazem niezadowolenia z powodu braku konsultacji i wyjaśnienia wszystkich spraw u nas w Polsce, ale z drugiej strony było takim wyrazem solidarności międzynarodowej przeciwko trybowi pracy nad tym dokumentem, który funkcjonował w całej Unii Europejskiej. Boleję nad tą kwestią. Do konsultacji trzeba wrócić - stwierdził Michał Boni.

Zapewnił, że dzisiejsze spotkanie u premiera może oznaczać, że rząd da sobie więcej czasu na konsultacje przed podpisaniem dokumentu. - Możemy go nie podpisać 26 stycznia - podkreślił minister. - Myślę, że teraz będzie duża dyskusja w UE, czy jest sens podpisywać ten dokument i czy nie należałoby zastanawiać się nad pójściem trochę dalej, dlatego że merytorycznie cały problem polega na tym: chcemy z prawa papierowego - książek, prasy - przenieść prawo własności na świat internetu, na rzeczywistość sieci, która jest zupełnie inna. Wprost przenieść się tego nie da, bo skanowanie tego, co jest rzeczywistością analogową na rzeczywistość digitalną nie daje dobrych efektów - zauważył.

Włamano się do komputera wiceministra

- Spór nie dotyczy praw autorskich - podkreślił Boni. - Przypuszczam, że internauci nie kwestionują, że jeśli ktoś napisał utwór, to trzeba zaznaczyć, że to jest własność pod względem twórczym. Chodzi o prawa materialne - kontynuował.

Jak mówił dyskusja nad tym jest "trudna", ale nie powinna prowadzić do łamania prawa. Ujawnił przy okazji, że w niedzielę włamano się do laptopa wiceministra cyfryzacji Igora Ostrowskiego i skradł dane, zarówno prywatne jak i służbowe: - Uważam, że trzeba trochę zwolnić, bo jeżeli mojemu wiceministrowi ktoś się włamał do jego komputera i jego dokumentacja jest przez kogoś skradziona to to jest przestępstwo. Walcząc o wolność nie możemy popełniać przestępstw.



- Polska ma skuteczne zabezpieczenia systemów komputerowych najważniejszych instytucji w państwie? - dopytywał Łukasz Grass. - Myślę, że to jest dobry moment, żeby zadać sobie to pytanie. Niektórzy administratorzy serwerów i sieci poszczególnych instytucji dają sobie radę - zapewnił Boni.

O aferze ACTA piszą też blogerzy TOKFM.pl:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM