Ewa Błasik: Edmund Klich chciał zbudować karierę polityczną na znieważeniu mojego męża

"Odnoszę wrażenie, że Edmund Klich postanowił zbudować karierę polityczną na znieważeniu mojego męża i polskiego lotnictwa" - mówi w wywiadzie dla "Uważam Rze" Ewa Błasik. Wdowa po generale Andrzeju Błasiku opowiada o tym jakim był mężem, pilotem i o tym, jak Rosjanie i niektórzy polscy politycy próbują znieważyć pamięć o jego osobie.
"Nie ma słów, które byłyby w stanie wyrazić ból z powodu haniebnych, codziennych ataków na tak porządnego, mądrego, wzorowego żołnierza, ale też męża i ojca" - mówi o wielu miesiącach życia po katastrofie smoleńskiej Ewa Błasik. Wdowa wspomina konferencję MAK, po której miała wrażenie, że generał Anodinie zależało na tym, by ona - jako wdowa - pogodziła się z narracją, która oczernia jej tragicznie zmarłego męża.

E. Błasik: Służby powinny przyjrzeć się Edmundowi Klichowi

"Odnosiłam wrażenie, że sprawiało im to jakąś sadystyczną przyjemność. Niestety nie sposób uciec od konstatacji, że Rosjanom pomagali również Polacy, a w szczególności płk Edmund Klich. Jak się wydaje, jego przyjacielskie kontakty z wiceszefem MAK sprawiły, że bardziej, w mojej opinii, reprezentował interesy Rosji niż Polski. Podzielam opinię tych, którzy uważają, że osobie Edmunda Klicha powinny się przyjrzeć odpowiednie służby" - przekonuje w "Uważam Rz" Ewa Błasik.

Wdowa zapewnia, że o niczym nie przesądza, ale uważa, że postawa płk Klicha przypomina jej metody sowieckie - odpowiedzialnością najlepiej obarczyć tych, którzy nie mogą się już bronić.

"Nie wystarczyło, że zginął (gen Błasik - red.) na posterunku. Trzeba było jeszcze podjąć ohydną próbę odebrania mu tego, co cenił bardziej niż swoje życie - honoru żołnierza i oficera Wojska Polskiego. Zrobienie z niego pijaka wdzierającego się do kokpitu nie było uderzeniem tylko w niego, ale w honor i godność polskiej armii. Niestety okazało się przy tym, że nie wszyscy, którzy polski mundur noszą bądź nosili, są tego godni" - ocenia rozmówczyni tygodnika.

"Zrobił karierę, bo nie był postrzegany jak człowiek Moskwy"

Ewa Błasik zapewnia, że jej mąż - jako pilot - był odważny, ale obca mu była brawura. Pod koniec lat 90. został wyróżniony tytułem pilota roku, posiadał też klasę mistrzowską - loty bez widoczności w zakrytej kabinie, walka powietrzna przy trudnych warunkach pogodowych czy loty nad morzem. "Z każdej próby wychodził obronną ręką. Z wyjątkiem tej ostatniej, kiedy nie siedział z sterami..." - wspomina wdowa.

Jej zdaniem, to że mąż zrobił karierę w wolnej Polsce, zawdzięcza swojej niezłomnej postawie w czasach PRL-u, kiedy trzymał politykę na dystans. "Nie był postrzegany jako człowiek Moskwy jak wielu dowódców.(...)Właśnie za to cenił mojego męża prezydent Lech Kaczyński.(...) Cenił profesjonalizm męża. Wiedział o pochwałach, jakie zbierał choćby po ćwiczeniach NATO" - wyjaśnia Ewa Błasik.

"Bezpieczeństwo było dla niego priorytetem"

Wdowa wspomina, że mąż nigdy nie utożsamiał się z powiedzeniem, że polski pilot poleci nawet na drzwiach od stodoły, bo bezpieczeństwo było dla niego priorytetem. "Wychodził z założenia, że polski lotnik wart jest najlepszego sprzętu. Niestety nie zawsze było to rozumiane przez polityków. W armii sowieckiej niewielkie znaczenie przywiązywano do ludzkiego życia - wmyśl zasady: u nas ludzi dużo.(...) Mąż z takim sposobem myślenia walczył" - mówi w tygodniku "Uważam Rze" Ewa Błasik.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika "Uważam Rze".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM