Polacy polecą do USA bez wiz? Siwiec wierzy w Baracka Obamę

"Prezydent Obama nakazał, aby rozszerzono program bezwizowy. Na liście jest Bułgaria, Cypr, Polska i Rumunia" - tak sensacyjnie brzmiącą wieść podał dziś na Twitterze Marek Siwiec. Czy to tylko optymizm eurodeputowanego po przedwyborczych zagrywkach Obamy, czy faktycznie Polacy mają szansę latać za ocean bez wiz?
Podczas czwartkowej wizyty w Disneylandzie na Florydzie, prezydent USA ogłosił podpisanie rozporządzenia, które ma otworzyć Stany dla turystów m.in. z Chin i Brazylii. To część programu w ramach kampanii, w której Barack Obama podejmuje decyzje bez wcześniejszego poparcia Kongresu. Ale ostatecznie to i tak Kongres zdecyduje czy polecimy do USA bez wiz.

Dziś podstawowym wymogiem dla krajów starających się o bezwizowy ruch z USA jest limit odrzucanych przez konsulaty wniosków wizowych - musi być poniżej 3 proc. (do lipca 2009 r. było to 10 proc.). W przypadku Polaków jest to dziś 10,2 proc.

Siwiec: To szansa dla Polski

Eurodeputowany Marek Siwiec w rozmowie z portalem Gazeta.pl przyznaje, że nie ma żadnych twardych dowodów, że wkrótce będziemy latać do USA bez wiz. Mówi jednak, że dzięki nowej "polityce turystycznej" Białego Domu Polska ma szansę zostać, wreszcie włączona do programu bezwizowego (Visa Waiver Program - red.), w ramach którego obywatele 36 państw świata mogą już podróżować za ocean bez tego dokumentu.

Ustawy czekają w Kongresie

Warto przypomnieć, że Biały Dom już kilka miesięcy temu poparł projekty ustaw w Kongresie, które umożliwią przyjęcie Polski do grona państw podróżujących do Stanów bez wiz. Do kolejki krajów, które ubiegają się o ten przywilej, dołączył też Tajwan, którego kandydaturę poparła w grudniu sekretarz stanu Hillary Clinton.

Od czasu zamachów z 11 września, amerykańska branża turystyczna domaga się od prezydenta złagodzenia przepisów wizowych. Jej zdaniem, restrykcyjna polityka administracji USA, to ponad 850 mld dolarów rocznie strat. Na tyle oszacowano potencjalne wpływy z turystyki, gdyby nie trudności z uzyskaniem wiz do USA. Rozwój turystyki, to także blisko 500 tys. nowych miejsc pracy.

Zeszłotygodniowa wizyta Baracka Obamy na Florydzie była nieprzypadkowa. 31 stycznia odbędą się tam prawybory, które mogą ostatecznie wyłonić kandydata republikanów w wyborach prezydenckich. Obama liczy, że zyski z turystki i nowe miejsca przysporzą mu zwolenników w listopadowej konfrontacji z Republikanami.

DOSTĘP PREMIUM