Paradowska o aferze ACTA: "Internauci? Dzisiaj są silniejsi niż górnicy"

- W sprawie ACTA objawia się po raz kolejny nieumiejętność reagowania rządu na sytuacje kryzysowe - uważa Janina Paradowska, publicystka "Polityki" i prowadząca Poranek Radia TOK FM. Jej zdaniem dzisiaj internauci są siłą, z którą należy się liczyć.
- Zastanawiam się, czy momentami przekazując różne informacje, które nie są do końca uzgodnione, Michał Boni nie podgrzewa trochę nadmiernie całej sytuacji - komentuje w rozmowie z TOK FM Janina Paradowska. - Wczoraj rano oznajmił, że ACTA nie zostanie podpisane, po czym okazało się, że jednak zostanie. Mam wrażenie, że w tej całej sprawie objawia się po raz kolejny nieumiejętność reagowania rządu na sytuacje kryzysowe - uważa.

Paradowska kontynuuje: - Skoro - wedle słów ministra Zdrojewskiego - sprawa jest znana od 2010 roku m.in. organizacjom, które dzisiaj protestują; jeżeli są pozytywne opinie o tym dokumencie, tylko jedna negatywna; jeżeli eurodeputowani PO, PiS oraz innych partii głosowali za rezolucją w tej sprawie w Parlamencie Europejskim; jeżeli ten dokument nie był tajny i jeżeli rząd tego wszystkiego nie potrafił powiedzieć, jeszcze na dodatek nie wiedział tego wszystkiego rzecznik rządu i minister Boni, to znaczy, że po prostu szwankuje informacja wewnątrz rządu.

Słabość rządu, słabość organizacji

Zdaniem Paradowskiej problem z ACTA można było rozwiązać już pod koniec zeszłego tygodnia, a nie w momencie, kiedy sprawa nabrała rozgłosu.

- Ujawniła się też słabość organizacji, które powinny bronić praw autorskich - zauważa dziennikarka. - Nie jest tak, że w tej sprawie jest tylko jedna czarna strona, czyli Parlament Europejski lub rząd, który jest skłonny ten dokument akceptować - dodaje.

- Być może ACTA są zbyt radykalne, chociaż ja czytając ten dokument zagrożenia nie widzę. Ponadto słyszę, że nie wymaga on żadnych zmian w prawie polskim, czyli obowiązuje dotychczasowy porządek prawny. Uważam więc, że medialna histeria rozkręcona wokół tej sprawy jest po prostu niesłychanie jednostronna. Mam wrażenie, że nie ma nikogo w tej sprawie bez winy i że toczy się ona w tej chwili jak lawina, nad którą trudno zapanować. Ale początek jej był w nieumiejętności szybkiej reakcji rządu na ten temat - uważa Paradowska. - Mamy sytuację, w której podawane jest mnóstwo informacji nie do końca sprawdzonych. Podają je wszyscy. Mało natomiast słyszę, żeby ktoś się dopominał o prawa tych, którzy są w bezczelny sposób okradani.

Informacyjnie rząd poległ

Według publicystki cała afera ACTA to PR-owski i informacyjny błąd rządu. - Od dawna mówię, że ten rząd ma jeden z najgorszych PR-ów. I to nie jest pierwsza tego typu sprawa - twierdzi.

- Dodatkowo dziwią mnie organizacje, które przesłały do ministerstwa pozytywne opinie na temat ACTA, a teraz siedzą i milczą. Jakby się wszyscy przerazili. Mam wrażenie, że jak pojawia się taki temat, to nagle wszyscy się boją, bo "opinii publicznej się to nie spodoba". A tymczasem internauci są dzisiaj silniejsi niż górnicy. Górnicy przyjdą pod Sejm i zdemolują ulicę, a tutaj może dość do zdemolowania pracy wielu instytucji - zauważa Paradowska.

- Podobny brak PR-owsko-informacyjnej reakcji obserwowaliśmy przy sprawie ustawy refundacyjnej, której wejście w życie nie zostało przygotowane pod względem informacyjnym. Mamy więc kryzys za kryzysem, który pokazuje przedziwną słabość w rozwiązywaniu tych sytuacji. Rozumiem, że w tej sytuacji rząd podejmując różne problemy, zderza się z silnymi lobby. Ale mam poczucie kompletnej bezradności władzy pod względem wyjaśniania tego wszystkiego opinii publicznej.

Podsumowując Paradowska zaznacza swoje wątpliwości: - Nie wiem, czy w tej chwili jest dostęp do dziennika urzędowego - jednego z najważniejszych dokumentów w państwie, który jest publikowany na stronach rządowych. Bo przecież w tej chwili nie musi być publikowany na piśmie.

DOSTĘP PREMIUM