Kurski o telefonie USA: "Rząd jest pod naciskiem" Szejnfeld: "Ktoś dzwonił? To bałwan"

Jacek Kurski zarzucił rządowi w programie Moniki Olejnik "7 dzień tygodnia", że ulega naciskom "obcych ambasad" ws. podpisania porozumienia ACTA. Polityk Solidarnej Polski odniósł się w ten sposób do telefonu, który wykonała Ambasada Amerykańska do polskiej komisji sejmowej. Adam Szejnfeld z PO utrzymywał, że nic o tym nie wie. Zaznaczył jednak, że jeżeli taki telefon miał miejsce, to jest to "karygodne".
Politycy w programie Moniki Olejnik w Radio ZET po raz kolejny roztrząsali sytuację wokół międzynarodowego porozumienia ACTA, które w czwartek podpisała w Japonii Polska. Jacek Kurski z Solidarnej Polski zarzucał rządowi, że zamiast ulec głosowi "setek tysięcy, które protestują na ulicach Polski", uległ "obcym ambasadom". To komentarz do telefonu pracownicy Ambasady USA do Sejmu, która dopytywała się o głosowanie Komisji innowacyjności i nowych technologii nad dezyderatem wzywającym premiera do wstrzymania się z podpisaniem porozumienia ACTA.

- Widać, że Polska ładuje się w jakieś międzynarodowe akty, które nie są dla nas wcale korzystne i robi to pod naciskiem zagranicy. To jest skandal i to pokazuje Donalda Tuska jako chłopca na posyłki - podsumował Kurski.



Telefon z Ambasady USA? "Karygodne"

Adam Szejnfeld, który w programie reprezentował Platformę, utrzymywał, że nic nie wie o telefonie z Ambasady USA. - Jeżeli by tak było, to jest to karygodne, a ten co dzwonił, to był bałwan. Nie wierzę, że robił to za wiedzą pracowników ambasady - podkreślił. Sam, jak tłumaczył, ma wiele wątpliwości do ACTA, a ludzie na ulicach protestują "słusznie".

Wyjaśniał także, że podpisanie przez Polskę umowy w Tokio jeszcze nic nie znaczy, bo procedurę przyjęcia ustawy kończy dopiero podpis prezydenta, a projekt zawsze można jeszcze zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego. Szejnfeldowi wtórował wiceszef rządu, Waldemar Pawlak, który po raz kolejny powtórzył za Michałem Bonim, że jeżeli porozumienie okaże się dla Polski niekorzystne, nie zostanie w ogóle przyjęte.

"Rząd chciał pokazać, że jest twardy"

To nie przekonało polityków opozycji. -. Mnie niepokoi, że ten proces został postawiony na głowie. Najpierw rząd podpisał umowę międzynarodową, potem mają odbyć się konsultacje, podczas kiedy zdrowy rozsądek nakazuje, aby było odwrotnie - utrzymywał Jacek Sasin z PiS-u. - Odniosłem wrażenie, że rząd nie do końca wiedział, co jest w tej umowie, a każdy minister mówił co innego. A podpis w Tokio był po to, żeby rząd mógł pokazać, że rząd jest twardy i się nie cofa. Nie uważam tego za cnotę - dodał.

Marek Siwiec z SLD tymczasem przypomniał, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał porozumienie za niezgodne z Kartą Praw Podstawowych, do której "Polska nie przystąpiła". - Jako rząd jesteście w malinach. To prawo daliście sobie wcisnąć pod pozorem walki z podrabianiem tenisówek, a teraz idziecie w zaparte. (...) Nikt wam nie wierzy w tej sprawie. Dziś cały wysiłek w tej sprawie idzie w tę stronę, aby nie doszło do wspólnej ratyfikacji w Sejmie. Chcemy wiedzieć, jakie mogą być konsekwencje tej ratyfikacji - zapowiedział.

"Polska musi kraść, aby gonić innych"

Janusz Palikot z kolei mówił, że "miliony Polaków ledwo wiąże koniec z końcem, z trudem opłacając swoje rachunki" i jedną z niewielu rzeczy, na które ich stać, to "obejrzenie wieczorem filmu w internecie". Udowadniał także, że "Polska jako kraj średniozaawasowany technologicznie musi kopiować i kraść", bo inaczej nie dokona skoku technologicznego. - Niech rząd zrobi fundusz kosztem wszystkich innych świadczeń, niech rząd płaci te tantiemy amerykańskim producentom z Hollywood, żeby Polacy mieli to za darmo - dodał szef Ruchu Palikota.

Henryk Wujec tymczasem tłumaczył, że dostęp do internetu czyni z Polski niemal "demokrację ateńską" czyli demokrację bezpośrednią, w której każdy może decydować o losie państwa. - Protesty pokazują, że żyjemy w nowych, cyfrowych czasach. Rewolucja arabska pokazała, jak wielką rolę może odegrać internet w poruszeniu ogromnych grup młodych ludzi - mówił. - Każda rzecz dotycząca spraw społecznych musi być długo i starannie dyskutowana. To jeszcze czeka rząd - skwitował.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM