Rosati: Napięcie i niepewność powoli, ale opadają. Ale nie jesteśmy po "drugiej stronie kryzysu"

- Ostatnie 2-3 tygodnie, po raz pierwszy od dwóch lat, przyniosły wydarzenia, które w sposób znaczący zmniejszyły napięcia i niepewność w strefie euro - powiedział w TOK FM prof. Dariusz Rosati. Ekonomista jest przekonany, że "o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem", strefa wyjdzie z kryzysu wzmocniona i wejście do niej byłoby dla Polski korzystne. Pakt fiskalny? - Niewiele dla nas zmienia poza znaczeniem politycznym. Mamy krajowe regulacje, które skutecznie nas chronią przed grecką chorobą - uważa prof. Rosati.
Grzegorz Chlasta pytał w Popołudniu Radia TOK FM prof. Dariusza Rosatiego (PO), szefa sejmowej komisji finansów publicznych o stan polskich finansów, znaczeniu paktu fiskalnego oraz, po prostu, skąd się biorą państwowe długi.

Grzegorz Chlasta: Co dla mnie, dla Pana, dla nas zmienia pakt fiskalny?

Dariusz Rosati: Sam pakt fiskalny nie zmienia wiele. Część jego zapisów jest już w prawie europejskim, cześć obowiązuje tylko państwa członkowskie strefy euro, jak np. sankcje kary finansowe, automatyzm pewnych procedur. Jego rygory nie sa dla nas specjalnie istotne, bo mamy własne krajowe, które dość skutecznie chronią przed grecka chorobą nadmiernego zadłużania się. Mamy ustawę o finansach publicznych, progi ostrożnościowe i limit konstytucyjny. Limit działa bardzo skutecznie, bo rząd robi wszystko, aby go broń Boże nie przekroczyć. Za to grozi odpowiedzialność konstytucyjna, czyli trybunał stanu.

Myślę, że główna wada rozwiązań europejskich polega na tym, ze one sa przyjęte na poziomie Brukseli i mało kto traktuje je poważnie. Powinny być w ustawodastwach krajowych poszczególnych państw członkowskich. Wtedy politycy tych krajów czuliby się zdecydowanie bardziej związani tymi ograniczeniami.

Główną zaletę paktu fiskalnego jest to, że udało nam się nie dać się wypchnąć poza główny nurt decyzyjny. W Unii, co tu dużo gadać, państwa strefy euro są grupą, która będzie wpływać w decydujący sposób na przyszły kształt integracji europejskiej. Formalnie nie należymy do tego klubu, ale robimy wszystko, żeby być w procesie decyzyjnym być przynajmniej jako uczestnik dyskusji. To nam się udało. I to jest właściwie polityczna korzyść z tego paktu.

Będziemy dopraszani na szczyty tematyczne?

Jest taki zapis, że powinniśmy uczestniczyć w posiedzeniach, które dotyczą spraw strategicznych, spraw reform, przyszłego kształtu strefy euro czy funkcjonowania samego paktu fiskalnego. Nie będziemy uczestniczyć w sprawach związanych z bieżącymi sprawami strefy euro. Uważam, że to nie jest wielka strata. Dyskutowanie o tym, kto ile ma wyłożyć pieniędzy, aby ratować Grecję, jest czymś od czego powinniśmy się trzymać z daleka.

Pakt fiskalny ustabilizował sytuację w Europie?

Nie miał żadnego przełomowego znaczenia. Te szczyty produkują takie deklaracje, z których w gruncie rzeczy niewiele wynika. Ale od jakiś dwóch tygodni widzimy wyraźną poprawę nastrojów w strefie euro i na rynkach finansowych. Jest ona jednak związana z innymi działaniami, między innymi aktywnością europejskiego banku centralnego. Bank wreszcie, wiele miesięcy go do tego namawialiśmy, podjął bardzo aktywne działania, mające na celu zapewnienie płynności na rynku międzybankowym. Drugi czynnik, który stabilizuje nastroje, to finisz negocjacji na temat długu greckiego. Już mniej więcej wiadomo, że nie będzie to bankructwo chaotyczne, tylko restrukturyzacja długu będzie przeprowadzona w sposób uporządkowany. To wszystko obniża poziom niepewności. Powoli widzimy odbudowę zaufania na rynkach finansowych. Ale jeszcze nie jesteśmy "po drugiej stronie" kryzysu. Jeszcze trzeba poczekać co najmniej kilka miesięcy. Jednak te ostatnie 2-3 tygodnie, po raz pierwszy od dwóch lat, przyniosły wydarzenia, które w sposób znaczący zmniejszyły napięcia i niepewność. Mam nadzieję, że odwróciły tendencje w sposób trwały.

Czy byłby pan za tym dzisiaj, żeby wejść do strefy euro?

Tak. Pozostawanie poza strefą euro kosztuje polską gospodarkę ponad 20 miliardów złotych rocznie. Taki jest koszt posługiwania się dwoma walutami w transakcjach międzynarodowych. To są koszty wymiany walut, ale też zasadnicza ich cześć to wysokie koszty kredytów. Gdybyśmy weszli do strefy euro stopy procentowe by spadły, a więc i koszty kredytów.

Oczywiście, strefa euro jest w tej chwili w stanie turbulencji. Nie wiemy na 100 proc., co z tego wyniknie. Przypuszczam, że te reformy będą zrealizowane, a strefa euro wyjdzie z tego wzmocniona. Ale to za rok będziemy wiedzieć, do czego mamy zamiar wejść.

Posłuchaj całej rozmowy z prof. Dariuszem Rosatim. Chlasta pyta m.in: a w zasadzie, to skąd się bierze dług państwa?



DOSTĘP PREMIUM