Najważniejsze organizacje bojkotują rządową debatę ws. ACTA

Najważniejsze organizacje broniące wolności w sieci nie pojawią się na rządowej debacie ws. ACTA. Chcą, by rząd najpierw opublikował dokumenty ws. umowy i stworzył otwartą regułę konsultacji. - Rządowa debata o ACTA u premiera nie ma sensu - komentuje Piotr Waglowski, ekspert w dziedzinie prawa internetu i twórca serwisu VaGla.pl.
Organizacje społeczne nie pojawią się jutro na debacie u premiera. Na stronie internetowej Fundacji Panoptykon, monitorującej działania na rzecz nadzoru nad społeczeństwem, pojawiło się Oświadczenie Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu w tej sprawie. Należą do niego m.in. Fundacja Panoptykon, Helsińskia Fundacji Praw Człowieka, Fundacja Nowoczesna Polska, czy Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania.

Kongres zwraca się bezpośrednio do premiera w liście otwartym. Internauci piszą, że doceniają próbę włączenia się rządu w obywatelską debatę dotyczącą wolności i praw w internecie. Wskazują jednak, że w świetle kontrowersji, jakie narosły wokół tematu ACTA, warunkiem niezbędnym do prowadzenia tej debaty w sposób uczciwy jest jej pełna jawność i otwartość.

Stawiają przy tym trzy warunki, które są niezbędne, by można było w odpowiedni sposób debatować o ACTA. Po pierwsze, wskazują na potrzebę opublikowania dokumentów dot. tej kwestii. Po drugie, chcą konkretnych działań rządu, które wskazałyby, że odrzuca on ACTA. Wreszcie po trzecie, uważają, że konsultacje społeczne powinny odbywać się również za pomocą internetu.

Jawność?

W piątkowym oświadczeniu organizacja Internet Society Poland zwróciła uwagę na (mówiąc delikatnie) nieścisłości w argumentacji strony rządowej w sprawie ACTA. Rząd utrzymuje bowiem, że proces prac nad umową dochowywał standardów jawności. - W rzeczywistości treść ACTA została opublikowana na stronach ministerstwa dopiero 18 stycznia 2012 roku, na tydzień przed jej podpisaniem. (..) Stwierdzamy ponownie, że przez cały czas prac Rządu nad ACTA nie byliśmy w stanie uzyskać żadnych informacji od strony rządowej, co znacząco utrudniało nam wypełnianie funkcji kontrolnej wobec prac rządu, zaś cały proces prac oceniamy jako wybitnie niejawny. (...) Strona rządowa twierdzi, że do stycznia 2012 roku nie dotarły do niej żadne sygnały ani informacje o jakichkolwiek uwagach dotyczących opracowywanej umowy. Pragniemy zwrócić uwagę na paradoks sytuacji, w której strona Rządowa blokuje dostęp do informacji na temat umowy, a następnie deklaruje, że nie zgłaszano do niej zastrzeżeń - czytamy w oświadczeniu.

Można już zadawać pytania

Przed poniedziałkową debatą rząd wprowadził możliwość zadawania pytań przez internet ws. ACTA. Specjalny formularz jest dostępny na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Pytanie można również napisać na profilu kancelarii premiera na Facebooku oraz zamieścić wpis na Twitterze z tagiem "#debataACTA ".

Na stronie MAC opublikowano również listę 134 organizacji, firm internetowych oraz instytucji zaproszonych na debatę. Są tam m.in. ministerstwa, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Empik, Kwejk.pl czy Instytut Sobieskiego.

"Nie dostaliśmy żadnego zaproszenia"

Listę skomentował szef Salonu24 Igor Janke. - Właśnie przeczytałam na stronie(..) ministra cyfryzacji, że Salon24.pl jest jedną z organizacji/firm zaproszonych na debatę u premiera w sprawie ACTA. Zostaliśmy tam umieszczeni jako instytucja nr 92. Bardzo szanuję i lubię ministra Boniego ale nie dostaliśmy żadnego zaproszenia . Podobnie jak niektóre inne organizacje, które na tej liście zostały umieszczone. (...) Panie Premierze, Panie Ministrze, Panie Rzeczniku: Nie kłamcie. Nikt nas nigdzie nie zapraszał. Spotkań z premierem zawsze nam odmawialiście. Łatwiej nam się spotkać z prezydentem USA, niż z premierm RP - napisał Janke.

"Mam inne plany"

- To nie jest spotkanie obywatelskie tylko rządowe. Mam inne plany na poniedziałek - zapowiada Piotr Waglowski. Premier zaprosił go na debatę do kancelarii, tak jak innych blogerów, prawników i ekspertów od internetu. Zaprosił też dziennikarzy, by o tym, że rząd prowadzi konsultacje społeczne w sprawie ACTA było głośno. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zapowiedziała nawet transmisję on-line i możliwość uczestnictwa w debacie dzięki sieci. O ile strona premiera nie zostanie ponownie zablokowana przez hakerów.

PiS: To ściema

- To jest jedna wielka ściema. Internauci, przynajmniej ci znani nie wybierają się na taką propagandową nasiadówę - komentuje propozycje debaty Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości. - To nie są żadne konsultacje - mówi o planowanej debacie Adam Hofman - premier będzie czekał aż wszystko się wywróci, albo przekonywał do swojego zdania - dodaje. - Żeby konsultacje miały sens, trzeba je było zrobić przed podpisaniem - dodaje. W podobnym tonie wypowiadają się inni politycy opozycji i to nie tylko z PiS-u.

Kto i co negocjował?

Polska swój podpis pod ACTA złożyła 26 stycznia. Piotr Waglowski wskazuje, że opinia publiczna powinna poznać dokumenty na jakiej podstawie, rząd podjął taką decyzję. - Chciałbym przeczytać te dokumenty, które państwa kładły na stole negocjacyjnym wtedy, kiedy decydowały o tym jaki będzie kształt tego dokumentu (ACTA - przyp. red.), który następnie Polska podpisała - mówi Piotr Waglowski. - Tyle rząd może zrobić - proponuje. - Chodzi o stanowiska prezentowane przez organizacje pozarządowe, biznesowe czy branżowe, a także stanowiska prezentowane przedsiębiorstwa, które jak się wydaje brały udział w negocjacjach (niekoniecznie w Polsce, ale np. Meksyku). Poza dokumentami interesują mnie także kryteria, na podstawie których niektóre podmioty czy negocjacje były dopuszczone do negocjacji, a inne musiały się od zamkniętych drzwi odbić - dodaje prawnik.

- Od rządu oczekuję tylko udostępnienia informacji, już nie organizacji debat. Niech sobie rządzą, ale tak, żebyśmy my jako obywatele mieli możliwość patrzenia im na ręce - proponuje Piotr Waglowski.

PO: Debata nie jest obowiązkowa

- Jeśli ktoś nie chce debatować, nie musi - rozkłada ręce Andrzej Halicki z PO. - Nieprawdą jest jednak, że w tej sprawie wszystko już zdecydowano - przekonuje Halicki. - Jeżeli mówimy o możliwych zmianach w traktacie, to mogą je zaproponować tylko sygnatariusze tego procesu. Można powiedzieć, że mamy takie prawo - dodaje. I przyznaje, że być może pospieszyliśmy się z podpisaniem zgody na zapisy z ACTA.

- Dobrym wyjściem jest referendum w sprawie przyjęcia ACTA. My złożymy taki wniosek - deklaruje Hofman. Jeśli się nie uda, to jest jeszcze inicjatywa ludowa. Wiem, że zbierane są podpisy i mam nadzieję, że ta inicjatywa dojdzie do skutku - mówi polityk PiS-u.

- W tej sprawie Donald Tusk będzie czekał, co się wydarzy. Jeśli ACTA przepadnie w Parlamencie Europejskim - premier będzie miał czyste ręce. Jeśli zaś będzie inaczej, Tusk powie, że to nie jego wina, bo PE miał takie prawo - przewiduje Adam Hofman.

Najpierw podpisanie. Potem rozmawianie

Kontrowersyjna umowa międzynarodowa, ma obligować do walki z podróbkami i piractwem w sieci. Użytkownicy internetu obawiają się jednak ograniczenia wolności i łatwej inwigilacji. Dlatego przez Polskę przelała się fala protestów. Hakerzy zaatakowali też rządowe strony. Za reakcjami w naszym kraju poszły podobne między innymi w Czechach i Szwecji. Debata w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w sprawie ACTA w poniedziałek od 14.00.

DOSTĘP PREMIUM