"Niech im płacą partie, a nie podatnicy". Ekspert o gabinetach politycznych

- Nie jestem przeciwnikiem mentoringu w polityce, czyli tego, żeby partie wychowywały sobie następne pokolenie polityków. To działa na całym świecie. Ale to nie powinno być finansowane ze środków na administrację publiczną, tylko z partyjnych pieniędzy - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych.
Blisko 60 osób pracuje w gabinetach politycznych ekipy Donalda Tuska podlicza ''Gazeta Wyborcza''. Co ciekawe, wiele spośród nich to bardzo młodzi ludzie - doradzać ministrowi może nawet 21-latek. Gabinety mają przeciwników w samej PO, krytykuje je m.in. poseł Łukasz Gibała.

Według szefa ISP gabinety polityczne miałyby sens, gdyby pracowali w nich ludzie kompetentni w doradzaniu rządzącym w konkretnych sprawach, np. eksperci, którzy zjedli zęby na wprowadzaniu jakiejś reformy.

- Żeby skutecznie pełnić funkcję politycznego doradcy ministra, trzeba mieć ogromne doświadczenie w tworzeniu i we wdrażaniu polityk publicznych. Jak czytam w artykule "Gazety", że ministrowi ds. cyfryzacji doradza człowiek, którego kompetencje wynikają z tego, że skończył elektronikę, to jest to mało przekonujące - mówi "Gazecie" Jacek Kucharczyk.

Cały wywiad z ekspertem w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny