"Wysłali prezydenta na kartoflisko", "rozmywanie odpowiedzialności" - politycy po raporcie NIK [KOMENTARZE]

W Sejmie huczy od komentarzy po krytycznym wobec poprzednich rządów raporcie Najwyższej Izby Kontroli. W Polsce nie istniał jeden system procedur w zakresie organizacji wizyt i ich bezpieczeństwa.


Janusz Wojciechowski z PiS, były prezes Najwyższej Izby Kontroli, półtora roku temu skierował wniosek o kontrolę wizyt z 7 i 10 kwietnia. Mówi, że wyniki przeszły jego oczekiwania, w negatywnym znaczeniu.

- To było wysłanie samolotów z osobami pełniącymi najwyższe funkcje państwowe na coś, co nie było lotniskiem. Na kartoflisko, a nie na lotnisko - mówi poseł PiS. - To była jedna poważna przyczyna, bo gdyby pan prezydent Lech Kaczyński wiedział, że tam tak naprawdę nie ma lotniska, można zakładać, że tam by nie poleciał - dodaje.

NIK badała latami to, jak organizowano przeloty przedstawicieli państwa w latach 2005-2010. Raport wskazuje, że przygotowanie wizyty 10 kwietnia 2010 r. nie odbiegało zasadniczo od przygotowania innego tego typu wizyt. Co oznacza, że - podobnie jak w przypadku szeregu innych objętych badaniem wizyt - doszło do nieprawidłowości.

- Proszę, żeby nie rozmywać tego raportu. To jest obiektywny raport, który mówi o różnych zaniedbaniach, ale który też we właściwy sposób je hierarchizuje. W tej hierarchii zarzutów najcięższe i najpoważniejsze są te, które mówią o tym, co się stało w 2010 roku - mówi Wojciechowski. - Z raportu NIK nie wynika, by w latach 2005-2007 jakikolwiek samolot rządowy wysłano w kartoflisko - dodaje.

PiS: Bezpieczeństwo pogorszyło się przez wściekliznę polityczną

Raport wytyka, że przy organizacji wizyt VIP-ów panowały improwizacja i odmienne interpretowanie niespójnych i nieprecyzyjnych przepisów. Ujawnił rażące błędy w przygotowaniu wizyt VIP-ów w latach 2005-2010 za rządów zarówno PiS, jak i Platformy.

- To rozmywanie odpowiedzialności. Nawet najlepsze przepisy nie spowodują zapewnienia bezpieczeństwa, jeśli rząd walczy z prezydentem. Bezpieczeństwo prezydenta Rzeczypospolitej zostało obniżone ze względu na tę wojnę, na tę "wściekliznę polityczną", którą wywołał Donald Tusk - mówi były szef KPRM, a dziś szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Poseł Solidarnej Polski i zarazem pełnomocnik wdowy po generale Błasiku Bartosz Kownacki uważa, że ten raport obnaża słabość państwa polskiego. W całości. - Na pewno nie można powiedzieć, że to jest błąd z 2007 roku, który doprowadził do katastrofy. Ta degeneracja, degrengolada państwa postępowała przez kilkanaście ostatnich lat - mówi.

Ruch Palikota: Gdyby wymieniono samoloty...

- Raport jest bardzo dobry, szkoda, że tak późno. Jeszcze jako dziennikarz pisałem o tym wiele lat, że jest "fan club brazylijskiej myśli technicznej", czyli producenta embraerów. Przez wiele lat MON nie przeprowadził przetargu na samoloty dla VIP-ów. To jest pośrednia przyczyna katastrofy. Gdyby wymieniono samoloty, nie doszłoby do niej - mówi Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota.

Według raportu wyjazdy VIP-ów były organizowane w sposób, który nie gwarantował należytego poziomu bezpieczeństwa. Lot do Smoleńska w ogóle nie powinien się odbyć, lotnisko nie istniało w rejestrze, w związku z czym traktowane było jako nieczynne.

- Nie znam tego raportu, generalnie NIK oceniam krytycznie - mówi Stefan Niesiołowski z Platformy Obywatelskiej. - W dużym stopniu działa tak, by szkodzić rządowi i koalicji. Nie powinno być tak, że jest jakiś modny temat i tam biegnie NIK. Powinien pracować niezależnie, a działa akcyjnie i propagandowo - dodaje były wicemarszałek Sejmu.

PO: Nie dowiedzieliśmy się ani jednej nowej rzeczy

Zdaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO raport NIK nie wnosi żadnych nowych informacji w kwestii organizacji lotów z najważniejszymi osobami w państwie.

- W większej części potwierdza to, co już znamy z raportu komisji Millera. Potwierdza, że słuszna była decyzja o rozwiązaniu specpułku, że ten samolot nie powinien lądować, nie powinien w ogóle się tam znaleźć - mówi posłanka PO. - Nie dowiedzieliśmy się ani jednej nowej rzeczy. Po latach wyciągnęliśmy wnioski o lekkim podchodzeniu do procedur. Są bardzo skonkretyzowane i bardzo pilnie przestrzegane - dodaje.

Według posłanki PO raport NIK będzie dowodem dla śledczych badających przyczyny katastrofy smoleńskiej. - Winnych zaniechań wskaże prokuratura. Raport NIK pokazuje miejsca, gdzie dochodziło do nieprzestrzegania procedur - mówi Kidawa-Błońska.

Zdaniem byłego premiera Leszka Millera, kancelaria Prezesa Rady Ministrów spełniała przy organizacji lotów z VIP-ami funkcje techniczne. - Kancelaria Prezydenta odpowiadała za rekrutację, rozkład czynności, które muszą być wykonane, i za program, więc nie można powiedzieć, że kancelaria prezydenta Kaczyńskiego funkcjonowała poza całym tym systemem - mówi były premier. - Kluczowa sprawa to stwierdzenie, że tego rodzaju samolot z tego rodzaju gośćmi nie powinien lądować na nieczynnym lotnisku. Tutaj stawiam kropkę nad i. I mówię, że sprawa jest skończona - kwituje.

DOSTĘP PREMIUM