Palikot u Olejnik: "Skończy się Euro i będziemy dokładać do stadionów albo je wysadzimy"

- Po Euro 2012 będziemy dokładali do utrzymania stadionów albo je wysadzimy w powietrze - mówił w Radiu ZET Janusz Palikot. - Zaskoczyła mnie wrogość Manify wobec Euro, bo znam kobiety, dla których jego odwołanie byłoby nieszczęściem - odpowiadał Tomasz Nałęcz. Prezydencki doradca ostro pokłócił się też z Jackiem Sasinem z PiS, którego prezydent Bronisław Komorowski pozwał do sądu.
- Skończy się Euro i za kilka miesięcy będziemy dokładali do utrzymania tych stadionów albo je wysadzimy w powietrze, jak to się na świecie zdarzało, bo nie będzie nas stać na utrzymanie tak ogromnych obiektów. Gdybyśmy przeznaczyli te pieniądze na politykę społeczną, to mielibyśmy inny kraj - mówił w programie "Siódmy Dzień Tygodnia" w Radiu ZET Janusz Palikot.

- Podstawowe pytanie w polityce brzmi, czy bardziej będą nam służyć przez następne dziesięć lat stadiony, czy żłobki - i o tym mówią feministki - mówił Palikot, odnosząc się do kontrowersyjnych słów znanej feministki Kazimiery Szczuki.

Na pytanie, czy nie jest dumny z organizacji Euro w Polsce, odpowiedział: "Jestem dumny, ale można postawić pytanie, dlaczego w Warszawie zbudowano w odległości jednego kilometra dwa stadiony: Legii za 1,5 mld i Narodowy za 2,5 mld."

SLD: Manifa to dobry brand. PSL: Euro jest OK

- Apeluję, by takie twórcze uwagi zgłaszać, zanim pierwszą łopatę wbiją - odpowiedział mu europoseł SLD Marek Siwiec. - 15 sierpnia przyjedzie Madonna, poniekąd też feministka, zaśpiewa pięknie na Narodowym, domniemywam, że część kobiet też tam będzie - lepiej na stadionie niż w błocie na Bemowie - mówił. Podkreślił jednak, że "Manifa jest dobrym brandem, pod którym w Polsce mówi się o rzeczach ważnych".

- Mamy problem z równouprawnieniem kobiet, ale jak słyszę, że dyskusja sprowadza się do tego, czy panią minister nazywa się pani ministra, czy dziennikarkę dziennikara, to to się "spuściło na zupełnie boczne tory" - mówił Stanisław Żelichowski z PSL. - A co do Euro, to bardzo dobrze się stało, że będziemy mieli Euro w Polsce, mam nadzieję, że zmodernizujemy kraj, przyjedzie wielu turystów - dodał.

"Są kobiety, dla których odwołanie Euro byłoby prawdziwym nieszczęściem"

- Jestem całym sercem po stronie Manify, bo istnieje realny problem równouprawnienia kobiet. Wystarczy spojrzeć na to, jak zatrudniane są i wynagradzane kobiety na tych samych stanowiskach i z tymi samymi kwalifikacjami - mówił z kolei doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego Tomasz Nałęcz. Ale podkreślił, że nie zgadza się ze Szczuką [określiła Euro jako "męski, idiotyczny kult igrzysk" - red.].

- Zaskoczyła mnie wrogość Manify wobec Euro, bo znam kobiety, dla których odwołanie Euro byłoby prawdziwym nieszczęściem. (...) Ja w imieniu części polskich kobiet nie chciałbym, żeby hasłem feminizmu była walka z piłką nożną. A to oznacza, że ta piękna demonstracja się manieruje - mówił Nałęcz o Manifie, która dziś przejdzie ulicami Warszawy.

Awantura o "Lecha nie ma, został nam jeszcze ten drugi"

Prezydencki doradca wdał się też w programie Moniki Olejnik w ostrą sprzeczkę z byłym wiceszefem Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Jackiem Sasinem. Sasin, obecnie poseł PiS, powiedział jesienią 2011 roku w wywiadzie dla "Naszego Dziennika", że, popijając alkohol na jednym z bankietów, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski pogardliwie wypowiadali się o zmarłym tragicznie w Smoleńsku prezydencie. "Lecha nie ma, ale został nam jeszcze ten drugi" - miał mówić Bronisław Komorowski.

"Nie martw się, Bronek, mamy jeszcze jedną tutkę" - uspokajał go Sikorski. Prezydent Komorowski pozwał za to Sasina do sądu. - Dziwię się, że prezydent zdecydował się mnie pozwać, bo istniały inne możliwości polemiki. To charakterystyczny rys naszych czasów, że politycy zamiast polemizować, oddają sprawę do sądu, tak samo robią teraz ministrowie Graś i Sikorski. To próba zamknięcia ust - powiedział Jacek Sasin. - Nie sądzę, żeby gazeta która opublikowała wywiad ze mną, odmówiła prezydentowi możliwości wypowiedzi na ten temat. O ile wiem, prezydent się o to nie zwracał - dodał.

"To jest podłość". "Komorowski miał udział w opluskwianiu"

Za te słowa ostro zaatakował go Nałęcz. - Były wiceszef kancelarii wygląda jak dorosły człowiek, a mówi jak dziecko. Myli pan oszczerstwo z polityką, bo to, co pan powiedział, jest kłamliwe. Pan prezydent Komorowski zawsze polemizuje na płaszczyźnie politycznej, ale z oszczerstwem nie można polemizować. Można domagać się wycofania z oszczerstwa lub broni się swojej czci w sądzie - mówił doradca prezydenta.

- Ja się dziwię, że pan nie rozumie sytuacji. Bo ja nie wykluczam, żeby jakiś głupiec powtórzył taką plotkę. Ale pan, człowiek poważny, powtarzając tę plotkę publicznie, autoryzuje ją, stawia prezydentowi ogromny zarzut, że on mówił takie podłości o swoim poprzedniku - podkreślił. - To jest podłość - dodał zdenerwowany.

- Jeśli pan uważa, że prezydent Komorowski tak powiedział, to niech pan weźmie to na siebie. Albo przeprosi pan prezydenta, albo poniesie pan konsekwencje sądowe. I jako osoba, którą bardzo dotykało opluskwianie w ten sposób Lecha Kaczyńskiego, powinien pan być szczególnie wyczulony na ten sposób opluskiwania człowieka. Jeśli pan tego nie rozumie, to trudno - zakończył Nałęcz. - Uznałem relację o tych słowach prezydenta za wiarygodną, bo sposób zachowania pana prezydenta po 10 kwietnia pozostawiał wiele do życzenia - odpowiedział mu Sasin. - Zresztą prezydent miał udział w tym opluskiwaniu. Pan prezydent zdecydował się na ten proces, więc spotkamy się przed sądem - dodał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM