"Uwielbiał spotkania z Tuskiem. Miał do niego wręcz słabość". Bielan o Lechu Kaczyńskim

- Nie rozmawiało się z nim o twardej polityce. Od niej był Jarosław. Z Leszkiem się gawędziło. Najczęściej o życiu. Uwielbiał spotkania z Tuskiem, miał do niego wręcz słabość - opowiadał o nieżyjącym prezydencie Adam Bielan w rozmowie z Teresą Torańską dla "Newsweeka". Wywiad nie był autoryzowany, a polityk utrzymuje, że nigdy nie zgodził się na jego publikację w "Newsweeku" i zapowiedział pozew.
Adam Bielan w rozmowie z Teresą Torańską sprzed roku opowiedział wiele anegdot o zmarłym dwa lata temu prezydencie. Zaczął od "nieprzyjemnego incydentu" z 2001 roku, kiedy zaproponował Lechowi Kaczyńskiemu, aby na sejmową konferencję o ochronie zwierząt zabrał swojego kota.

- Poszedłem do Leszka. Spojrzał groźnie i spytał, czy żartuję. Powiedziałem, że nie, proszę pana. Więc spytał, czy sobie wyobrażam, jaki będzie to stres dla kota? Powiedziałem, że nie, bo nie mam kota. Przeprosiłem i wycofałem się szybko z jego gabinetu. Jeszcze nie byliśmy wtedy po imieniu - wspominał, dodając, że w momencie, w którym dawny prezydent mu zaproponował przejście na "ty", rozpłakał się.

Bielan przyznał, że prezydentowi daleko było do ideału. Miał być "cholerykiem", który często się denerwował. Mówił też, że brat szefa Prawa i Sprawiedliwości miał problemy z wystąpieniami publicznymi. - Tragedia zaczynała się, gdy dochodziło do nagrywania wystąpień telewizyjnych. Prezydent musi przecież wygłaszać orędzia. Bardzo się denerwował, że wyjdzie to źle i rzeczywiście wychodziło źle - opowiadał.

"Z Leszkiem się gawędziło. Najczęściej o życiu..."

Europoseł zdradził też, że z Lechem Kaczyńskim nie rozmawiało się o twardej polityce. - Od niej był Jarosław. Z Leszkiem się gawędziło. Najczęściej o życiu... Lubił popisywać się swoją wiedzą historyczną i uwielbiał opowiadać anegdoty - opowiadał. - Lubił dogadywać. W czasie kampanii na prezydenta Warszawy, a potem na prezydenta Polski, droczył się ze mną i Michałem, że nie wystartuje, bo mu się nie uda, więc nie ma sensu walczyć. To był z jego strony element gry towarzyskiej. Oczekiwał zaprzeczeń - dodał.

Bielan ujawnił też, że dawnego prezydenta łączyły w swoim czasie ciepłe relacje z czołowymi politykami Platformy. - Bardzo lubił Tuska i Jana Krzysztofa Bieleckiego. Do Tuska miał wręcz słabość. Polubił też Schetynę, Drzewieckiego. Przez całą SLD-owską kadencję często się spotykali. Lech te ich spotkania uwielbiał - przyznał.

"Na spotkaniu z Tuskiem wypili siedem butelek wina"

Jak się jednak okazało, z premierem spotykał się także w ostatnich latach, np. w Juracie w 2008 roku, aby porozmawiać o referendum ws. przyjęcia traktatu lizbońskiego. Prezydent miał odwieść szefa Platformy od tego pomysłu. Miał szefa rządu "zaczarować", "obiecać mu absolutnie wszystko, byle tylko do referendum nie doszło". Rozmowa zaplanowana na godzinę-półtorej jednak się przedłużała.

- Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. W sali na piętrze, w której rozmawiali, nie ma telefonów. Zadzwoniliśmy do Sławka Nowaka, żeby podpłynął motorówką z Sopotu do Juraty. Był na wieczór umówiony z żoną do kina. - Sprawdzisz, co się dzieje - namawialiśmy go - i wrócisz. Popłynął. Dzwoniliśmy do szefa ochrony, żeby zajrzał do nich i zobaczył, co Tusk z prezydentem robią. Idzie chyba dobrze - powiedział nam - bo już trzeci raz wstają, całują się, robią misia, siadają i dalej rozmawiają. Rozmowa trwała sześć-siedem godzin, wypili siedem butelek wina i Sławek nie zdążył do kina. O czym tak długo rozmawiali, prezydent nie chciał nam powiedzieć - wspominał.

"Prezydentowa dzwoniła co chwilę, a potem nas przegoniła"

Na Tusku zawiódł się dopiero wtedy, kiedy premier wyznał w wywiadzie, że palił marihuanę. - Prezydent był wstrząśnięty. "Jak on mógł mnie tak oszukać" - przeżywał cały wieczór. I trochę nam wtedy o ich spotkaniu w Juracie zaczął opowiadać. Obaj byli już mocno pijani. Tusk mu się zwierzał i Leszek zwierzał się Tuskowi. I Tusk w nocy, sam z siebie, powiedział mu, że nigdy nie próbował. Żeby było jasne: prezydent nie miał za złe Tuskowi, że ten palił marihuanę. Prezydent był zszokowany, że Tusk go okłamał, czyli zdradził - skwitował Bielan.

Opowiadał też, że prezydentowej często zdarzało się przerywać te spotkania. - Prezydent zaprosił kilku polityków PiS, żeby się naradzić. Przed dwunastą w nocy zadzwoniła prezydentowa. Leszek powiedział, że zaraz kończy. Dzwoniła drugi raz, trzeci. Na koniec wpadła zaniepokojona do sali kominkowej i nas przegoniła. Pierwszy raz widziałem ją w takiej akcji. Mówiła, że prezydent musi spać. Potem parę razy zdarzało się, że byliśmy w trakcie bardzo ważnej dyskusji politycznej, a pierwsza dama dzwoniła co chwilę i prezydent powtarzał, że już kończy, że zaraz, zaraz - dodał.

"Pozbawione kontekstu, zmanipulowane strzępki zdań"

Wywiad z eurodeputowanym został przeprowadzony ponad rok temu i miał trafić do książki Torańskiej o katastrofie smoleńskiej. Jak utrzymuje Bielan, nie wiedział, że trafi do "Newsweeka". Nie zgodził się na autoryzację. "Pragnę zaznaczyć, że w jaskrawej sprzeczności z dobrym obyczajem pani Torańska nie uzgodniła ze mną, w jakim tytule prasowym ma ukazać się ten materiał. Wybrane z wielogodzinnej rozmowy, zdezaktualizowane, poskładane dowolnie i zupełnie pozbawione kontekstu, zmanipulowane strzępy zdań - oto, co zaproponowano mi jako rzekomy wywiad. Nigdy nie wyraziłem i nie wyrażam zgody na tego rodzaju publikacje" - napisał wczoraj w oświadczeniu, w którym także zapowiedział wystąpienie na drogę sądową.

Teresa Torańska tłumaczyła się w rozmowie z naTemat.pl, że w żadnym miejscu w wywiadzie nie napisała nieprawdy. - Niech mi Adam Bielan wskaże miejsce w wywiadzie nieprawdziwe, w którym naruszyłam jego dobra osobiste lub weszłam w jego prywatność. Dziennikarz jest od tego, żeby przedstawiać ludziom poglądy polityka. Takie jakie są. To jest zadanie dziennikarza - wyjaśniała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (7)
"Uwielbiał spotkania z Tuskiem. Miał do niego wręcz słabość". Bielan o Lechu Kaczyńskim
Zaloguj się
  • adalbert.13

    Oceniono 7 razy 7

    W ostatnim wywiadzie Romana Giertycha dla "Gazety Wyborczej" (24.03.12) bardzo
    spodobało mi się kategoryczne stwierdzenie: "o przyjaźniach nie rozmawiam" i chwatit.

    .
    A z tego, umówmy się...pana wychodzi mały ścierwojadek.

  • waclawa_obrotna

    Oceniono 7 razy 3

    "W czasie kampanii na prezydenta Warszawy, a potem na prezydenta Warszawy, a potem na prezydenta Polski..."
    "Prezydent miał odwieźć (sic!) szefa Platformy od tego pomysłu."
    Pierwsze to niedbalstwo, ale drugie to chyba jednak brak znajomości ortografii.
    Wytykacie politykom brak profesjonalizmu, a sami co? Przecież język to warsztat dziennikarza. Naśmiewaliście się państwo żurnaliści z posła Biedronia, gdy nie wiedział, co to Konwent Seniorów. Ponaśmiewajcie się teraz sami z siebie, że nie potraficie pisać poprawnie. Taka ignorancja zwyczajnie dyskredytuje.
    Przyganiał kocioł garnkowi. Wstyd!

  • adamm5

    Oceniono 1 raz 1

    Kiedyś dziennikarzy uczono etyki zawodowej i podkreślano, że należy przede wszystkim nie zrobić rozmówcy krzywdy! Tłumaczenie, że z ogromnego tekstu do książki wybrano kilkadziesiąt prawdziwych zdań ale wyrwanych z kontekstu i posklejanych w całość wbrew intencjom rozmówcy, to nadużycie! To nie dziennikarstwo, ale skur...syństwo. Poza tym rozmówca miał prawo decydować czy chce się wypowiadać dla konkretnego tytułu, a nie dziennikarz!

  • gazeta240

    Oceniono 7 razy -1

    Juliusz Cezar też miał słabość do Brutusa. Co nie przeszkodziło temu drugiemu zorganizować spisku na życie tego pierwszego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX