Czego nie wiemy o Smoleńsku? "Chciałbym usłyszeć rozmowę prezydenta z bratem"

Dwa lata po katastrofie smoleńskiej wciąż nie znamy treści ostatniej rozmowy z prezydenta z bratem. A ja bardzo chciałbym ją usłyszeć. I warto pytać, czy rzeczywiście nie istnieją nagrania wideo z wieży kontroli lotów - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Tomasz Białoszewski, współautor książki "Ostatni lot".
Michał Gostkiewicz: Czego jeszcze nie wiemy, czego musimy się dowiedzieć i co tak naprawdę zostało jeszcze do załatwienia ws. katastrofy smoleńskiej?

Tomasz Białoszewski*: Z punktu widzenia technicznego wiemy wszystko lub 90 procent. Nie sądzę, byśmy dowiedzieli się na temat przebiegu i przyczyn katastrofy w zakresie spraw techniczno-lotniczych czegoś nowego, co diametralnie zmieniłoby nasze spojrzenie na te kwestie. Czego nie wiemy? Nie znamy na przykład treści rozmowy z prezydenta z bratem. A ja bardzo chciałbym ją usłyszeć, bo jestem przekonany, że jej zapis istnieje. W jej posiadaniu mogą być wywiady polski, rosyjski i amerykański, a być może także angielski. Może rzuciłaby ona większe światło na atmosferę panującą w samolocie i oczekiwania lecących do Smoleńska?

Czy opublikowanie zawartości czarnej skrzynki QAR mogłoby radykalnie zmienić naszą wiedzę dotyczącą katastrofy?

- Tak, oczywiście - mogłoby położyć kres teoriom spiskowym. Bez względu na to jednak zawsze znajdą się ludzie, którzy - posiadając określone interesy polityczne - nie będą dopuszczali do siebie technicznej czy wręcz naukowej obiektywnej prawdy, wynikającej z poprawnej analizy tych danych.

A badania profesora Biniendy, dotyczące m.in. tego, czy brzoza mogła uszkodzić skrzydło samolotu?

- Pan profesor nie jest w stanie lub z innych powodów nie chce ujawnić danych wsadowych do swoich obliczeń, a bez tego trudno prześledzić dalszy tok jego analiz. To stawia jego dywagacje pod poważnym znakiem zapytania.

Profesor zapraszał do wspólnych konferencji nawet przed kamerami, na których doszłoby do weryfikacji jego obliczeń. Nikt tej rękawicy w Polsce nie podjął...

- Ależ podjął. Z prof. Biniendą korespondował m.in. Mieczysław Prószyński, doktor astrofizyki, współautor i wydawca naszej drugiej książki. Według moich informacji profesor Binienda odmówił mu udziału w organizowanym przez siebie w USA sympozjum ws. katastrofy, na które Prószyński chciał polecieć za własne pieniądze, nie oczekując niczego poza możliwością zabrania głosu. Dostał odpowiedź, że to nie mieści się w zakresie sympozjum.

Niewyjaśniona pozostaje sprawa generała Błasika...

- I może pozostać niewyjaśniona - czy był w kokpicie, czy nie, a jeśli tak, to co tam robił. W stenogramach, tam, gdzie specjaliści z instytutu Sehna nie mieli stuprocentowej pewności, woleli nie wyrokować, i oznaczyli wątpliwe wypowiedzi słowem "anonim". Efekt? Każdy tu wybiera dla siebie to, co jest wygodne. Na przykład żona generała Błasika nie będzie z oczywistych powodów chwaliła wersji MAK-u, bo jest niekorzystna dla generała.

Możemy się właściwie nigdy nie dowiedzieć, czy gen. Błasik był w kokpicie?

- Bez względu na to, czy tam był, czy był w pobliżu, czy też siedział w swoim fotelu - był w tym samolocie. Leciał jako dowódca Sił Powietrznych RP. Instytucjonalnie był przełożonym pilotów i z racji pełnionej funkcji odpowiadał za ten lot - i to niezależnie od tego, czy tym samolotem leciał, czy nie. Przypominam, że pan generał, a nie dowódca samolotu, meldował prezydentowi gotowość do tego lotu.

Kolejna niezałatwiona sprawa, w której wychodzą na jaw nowe fakty. Ekshumacja zwłok Przemysława Gosiewskiego ukazała niechlujstwo Rosjan podczas sekcji tuż po katastrofie. Pojawiły się już głosy, że trzeba ekshumować ciało prezydenta...

- Wierzę, że potrafi pan wyobrazić sobie stan, w jakim były ciała ofiar katastrofy. Nic dziwnego, że podczas dokładnej sekcji wychodzą na jaw nowe szczegóły. Ale jak można było - w tak krótkim czasie, jak wówczas po katastrofie - dokonać dokładnego podziału szczątków zmarłych? Moim zdaniem nie było to możliwe. A oczekiwania, choćby krewnych osób, które zginęły w katastrofie, też były dla mnie jednoznaczne i zrozumiałe. Chcieli jak najszybciej pochować w polskiej ziemi swoich zmarłych.

Dokładne laboratoryjne badania zwłok mogłyby pomóc zrekonstruować przebieg ostatnich chwil ich życia. Czyli można widzieć tu potencjał do tego, by na pytanie: "Czego jeszcze nie wiemy?" wskazywać na kolejne sekcje zwłok.

- Jestem ostatnim, który w tej kwestii będzie bronił pełnej rzetelności Rosjan, ale, jak wspomniałem przed chwilą, pośpiech był tu główną przyczyną. Ale staram się też zrozumieć - po pierwsze - nastrój, który wówczas panował, a po drugie - właśnie tempo tych prac. Gdyby pozwolono na działanie w pełni metodyczne, to trwałoby to być może do dzisiaj. Więc tak - kolejne ekshumacje mogą ujawnić jakieś szczegóły, ale chyba tylko anatomiczne. Pamiętajmy, że samolot uderzał w ziemię z przeciążeniem równym 100 g, podczas którego każde ciało ważyło stukrotnie więcej niż normalnie. Tego żaden żywy organizm nie jest w stanie wytrzymać. Żadne też badania patologiczne nie zmienią też tego, że analiza technicznych parametrów lotu i odgłosów z kokpitu - a przypomnę, że od początku przy tych odczytach byli polscy eksperci - jednoznacznie wskazuje na to, że ten samolot wykonał tzw. kontrolowany lot do ziemi (Controlled Flight Into Terrain), czyli: w pełni sprawna maszyna pilotowana przez przytomną załogę uderzyła w ziemię. To zresztą niezwykle częsta przyczyna zdarzeń i katastrof lotniczych.

Jakie dokumenty bądź źródła nie zostały jeszcze zbadane?

- Chciałbym - po pierwsze - wiedzieć, czy rzeczywiście nie istnieją nagrania wideo z wieży kontroli lotów. Być może jeszcze lepiej, niż znane stenogramy z wieży, oddałyby atmosferę panującą w tym miejscu i pozwoliłyby dokładniej zrozumieć, jak to wszystko wyglądało. Nie zmieniłoby to jednak zasadniczo faktu, że załoga była wielokrotnie informowana, że warunków do lądowania nie ma. Po drugie - i to jest kwestia kluczowa - tak naprawdę nie dowiemy się pewnie nigdy, dlaczego piloci złamali elementarne zasady bezpiecznego latania w trudnych warunkach i naruszyli techniki pilotowania tego samolotu. Tego prawdopodobnie nie dowiemy się niestety nigdy.



*) Tomasz Białoszewski - dziennikarz, pasjonat lotnictwa, współautor (wspólnie z Janem Osieckim i Robertem Latkowskim, pilotem Tu-154M, byłym dowódcą 36 SPLT) książki "Ostatni lot. Przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie" i współautor (wspólnie z Janem Osieckim, Robertem Latkowskim i dr. Mieczysławem Prószyńskim) książki "Ostatni lot. Raport o przyczynach katastrofy".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM