"Czego jeszcze nie wiemy o Smoleńsku? Jest kilka zagadek. I zapisy skrzynki QAR"

Dlaczego dyżurny synoptyk przygotowujący prognozę dla załogi Tu-154M nie uwzględnił informacji Centrum Meteorologicznego Sił Zbrojnych RP? Jaka była rola generała Błasika na pokładzie? Dlaczego nie opublikowano pełnych zapisów MŁP-14-5, czyli czarnej skrzynki technicznej rejestrującej parametry lotu? - pyta w rozmowie z portalem Gazeta.pl Jan Osiecki, współautor książki "Ostatni lot".
Michał Gostkiewicz: Czego jeszcze nie wiemy o katastrofie smoleńskiej?

Jan Osiecki*: Do wyjaśnienia zostały tak naprawdę szczegóły. Jak to, że komisja Millera nie dopytała się, dlaczego dyżurny synoptyk przygotowujący prognozę dla załogi Tu-154M opracował ją samodzielnie, wprowadzając częściowo nieaktualne dane, zamiast skorzystać z informacji przysłanych mu o godzinie 5.30 z Instytutu Hydrologii i Meteorologii Wojska Polskiego.

Prognoza przygotowana przez Centrum Hydrometeorologii wskazywała warunki na granicy minimów pilotów i załoga mogła odmówić startu. Komisja Millera, która była w wielu kwestiach bardzo wnikliwa, pytała o tę sprawę pełniącego dyżur 10 kwietnia meteorologa. On odparł, że nie umie uzasadnić przyczyny swojego postępowania - i na tym zakończono przesłuchanie.

Lotnicy z 36 SPLT sugerowali w rozmowie z nami, że dyżurny meteorolog po prostu dostał rozkaz przygotowania takiej prognozy, która pozwalałaby na start i lot do Smoleńska.

Niewyjaśniona jest też wciąż sprawa generała Błasika: czy był, czy nie był w kokpicie?

- To jest rzecz, której nie wiemy. W nowej wersji stenogramów, odczytanej przez ekspertów z Krakowa, słowa, które poprzednio przypisywano Błasikowi, wypowiada osoba oznaczona jako "anonim", choć można się domyślać, na podstawie rozmów osób na pokładzie, że generał w kokpicie był. Zresztą sama jego obecność na pokładzie tupolewa budzi wiele wątpliwości - musiał wiedzieć, że jest mgła. Jeśli głównodowodzący Sił Powietrznych, który odpowiada za bezpieczeństwo lotów w Siłach Powietrznych, nie zakazał wlotu w strefę mgły, to już de facto ponosi winę.

Są kolejne "niezałatwione" kwestie: W Polsce ekshumowane są kolejne ciała ofiar, a ich sekcje wykazują błędy Rosjan...

- Pamiętajmy, że ciała ofiar katastrofy były często bardzo uszkodzone. Do tego Rosjanie mieli mało czasu, prawie 100 osób do zidentyfikowania i cały czas trwały naciski na to, żeby ciała jak najszybciej wróciły do Polski. I teraz wychodzi niechlujstwo oraz inne błędy. To jednak sprawa marginalna.

Dlaczego nie opublikowano pełnych zapisów skrzynki rejestrującej parametry lotu?

- Ale dla mnie najważniejsza jest inna nierozwiązana jeszcze sprawa, i to po stronie polskiej. Dlaczego nie opublikowano jeszcze - tak jak upubliczniono zapisy z czarnych skrzynek tupolewa - zapisów ze skrzynki rejestrującej parametry lotu? Można to było zrobić niemal od razu po katastrofie, bo oprócz rejestratora MŁP-14-5, który stanowił standardowe wyposażenie tupolewa, w samolocie była też zainstalowana tzw. "polska czarna skrzynka", czyli rejestrator ATM-QAR (Quick Access Recorder). W obu urządzeniach zapisywane były te same dane, czyli informacje o tym, jaki był ciąg silników, ustawienie lotek itp. Rejestrator QAR przewieziono ze Smoleńska do Polski i tu odczytano zawarte w nim informacje i dopiero potem przekazano go z powrotem Rosjanom. Mielibyśmy zatem dane, których prawdziwości nie mogliby podważyć zwolennicy teorii spiskowych. Ujawnienie tych danych przecięłoby spekulacje na temat wybuchu. Część tych zapisów jest w raporcie Millera, ale nie ma całości. Odtajniono wszystkie rozmowy w kokpicie, odtajniono rozmowy wieży kontrolnej - to dlaczego nie pokazać opinii publicznej zapisów QAR, które przecież tajne nie są?

Kolejna nierozwiązana kwestia to wrak tupolewa.

- Wrak był badany tyle razy, także przez polską prokuraturę, że tam się nic nowego raczej nie znajdzie.

Wrak jest wciąż w Rosji, bo wciąż trwają oba śledztwa prokuratorskie - polskie i rosyjskie...

- To trwa latami. Polska prokuratura wojskowa przedłużyła 6 kwietnia śledztwo o kolejne pół roku i - jak sądzę - nie jest to jej ostatnie słowo. Wciąż jest kilka zagadek: co się działo w kabinie pilotów? Co się działo na lotnisku przed startem? Niektórych drobiazgów pewnie nigdy do końca się nie wyjaśni. Ale przyczyna katastrofy jest dla mnie jasna: to był kontrolowany lot do ziemi, czyli rozbicie w pełni sprawnego samolotu z winy pilotów. Ale trzeba pamiętać o wszystkim, co się na to złożyło: błędach w szkoleniu, zaniechań, które trwały latami, bałaganie administracyjnym - katastrofa tak naprawdę rozpoczęła się jakieś dziesięć lat temu. Co się działo w 36. Pułku, świetnie pokazała komisja Millera.

Bałagan w administracji czy w BOR pokazał ostatni raport NIK.

- Tak naprawdę premier Tusk miał dużo szczęścia, że 7 kwietnia była świetna pogoda. Co się nie zdarzyło 7 kwietnia, zdarzyło się 10.

Ale nie wierzę, by czekał nas jeszcze jakiś przełom w śledztwie. Jeśli się czegoś dowiemy, to raczej drobiazgów. W jednym w szczególności zapis lotu dostarczony przez MAK i zapis z komisji Millera są zgodne: rosyjski kontroler trzy razy mówił załodze tupolewa, że pogoda nie pozwala na lądowanie. A jeśli pilot mimo wszystko ląduje...



* Jan Osiecki - dziennikarz, pasjonat lotnictwa, współautor (wspólnie z Tomaszem Białoszewskim i Robertem Latkowskim, pilotem Tu-154M, byłym dowódcą 36. SPLT) książki "Ostatni lot. Przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie" i współautor (wspólnie z Tomaszem Białoszewskim, Robertem Latkowskim i dr Mieczysławem Prószyńskim) książki "Ostatni lot. Raport o przyczynach katastrofy"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM