Kuźniar broni okładki z Macierewiczem w turbanie: "Obrońcy heretyka działają na oślep"

"Czy talib Macierewicz to przesada? Nie. Przesadna jest reakcja tłumu, który staje w jego obronie, wykoślawiając znaczenie metafory" - pisze Jarosław Kuźniar, broniąc ostatniej okładki "Newsweeka". Dziennikarz jest przeciwny wstawianiu się za "pisowskim heretykiem" i odnotowuje: "Jego obrońcy działają na oślep. Niczym pampeluńskie byki tratują sens potępienia jego mantry".
Jarosław Kuźniar postanowił bronić na swoim blogu aktualnej okładki "Newsweeka", na której widnieje fotomontaż twarzy Antoniego Macierewicza i głowy taliba. Według niego oburzenie na taki zabieg to "przesada", bo turban "wcale nie musi kojarzyć się zabijaniem".

"Dlaczego wolno im zabijać zdrowy rozsądek?"

"W przypadku posła Macierewicza równie śmiertelne jest głoszenie szalonych opinii smoleńskich o elastycznej brzozie, zamachu, wybuchach. Obrońcy tego pisowskiego heretyka działają na oślep. Niczym pampeluńskie byki tratują sens potępienia jego mantry" - uważa dziennikarz TVN24.

Następnie Kuźniar zastanawia się, dlaczego nie wolno kpić z "wolnej twórczości smoleńskiej" środowiska PiS. "Dlaczego oni mogą z taką brutalnością zabijać zdrowy rozsądek, a jego zwolenników się alienuje? Dlaczego żaden Ziemkiewicz, żadna Szczypińska czy Olejnik nie zakładają szarfy z napisem wstyd, kiedy prezes mówi z przejęciem, że samoloty w WTC nie straciły skrzydeł?" - pyta dziennikarz.

"Facebook? Dzisiaj to ring tonący w kisielu"

Kuźniar diagnozuje, że afera z okładką wskazuje jednak dużo głębszy problem - zjawisko "współczesnego ringu tonącego w kisielu", który z internetu, a w szczególności z Facebooka, uczynili internauci. Jako dowód opisuje akcję "witania" pisarza Michała Rusinka, który ostatnio zaprotestował przeciwko używaniu słowa "witam": "Człowiek, który jest mistrzem słowa, przegrał ze sporą grupą literackich analfabetów".

Sam Kuźniar też zresztą padł ofiarą podobnej akcji. Tysiące użytkowników Facebooka zorganizowało się wokół inicjatywy "Zwolnijmy Jarosława Kuźniara" po tym, jak dziennikarz zadeklarował na wizji, że jeżeli dostanie tysiąc listów z żądaniem odejścia - zwolni się.

"Wkroczyliśmy w niebezpieczny czas, kiedy o pozycji człowieka nie decyduje jego praca, ale hormony internautów. Anonimowość przestała się kojarzyć z tchórzostwem, zyskała status bohaterstwa. To pomylenie pojęć. Rak, który zżera prawdziwą rozmowę" - skwitował na koniec.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM