Kolenda-Zaleska do mediów: Politycy robią magiel? To ich nie pokazujmy

"Metaforycznie mówiąc, wypikowujmy nie tylko wulgaryzmy, mówiąc wprost - ignorujmy tego typu wypowiedzi. Może politycy przestaną nimi szermować, skoro nikt tego nie pokaże i nikt o tym nie napisze" - pisze w "Gazecie Wyborczej" dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska, nawołując media do tego, by ignorowały awanturujących się polityków. Jak podkreśla, "w tym maglu" winni są zarówno politycy, jak i media.
Kolenda-Zaleska komentuje piątkową awanturę w Sejmie, gdy przyjmował "ustawę 67". Opozycja blokowała głosowania, zajmując mównicę, a pod Sejmem "Solidarność" zablokowała posłom wyjście. Po głosowaniu wystąpił m.in. Donald Tusk, który ostro skrytykował PiS i przypomniał, że kiedyś partia ta była za późniejszymi emeryturami. Możecie krzyczeć "Solidarność", i tak będziecie PiS-em i komuną - mówił do PiS i SLD. Wypowiedź ta oburzyła prezesa PiS, podobnie jak ataki na zmarłego prezydenta padające z sali. - Ten poziom nieprawdopodobnego grubiaństwa to pańska zasługa, jeśli chodzi o polskie życie publiczne. Ten poziom nieprawdopodobnego chamstwa na poziomie marzeń Adolfa Hitlera o Polakach, o losie Polaków. To jesteście wy - mówił Kaczyński do Tuska.

"Jeśli już przywołujemy Hitlera do nazwania politycznych konkurentów, to co może być dalej. Jeśli już słowo 'zdrajca' uległo dewaluacji, to do jakiego katalogu inwektyw teraz trzeba będzie sięgać. Jeśli nie ma nawet szacunku dla zmarłego prezydenta Rzeczypospolitej - chamskie wołania 'zadzwoń do brata' albo wypowiedź lidera Ruchu Palikota o posyłaniu na śmierć - to zasadne jest pytanie, w jakim punkcie dzisiaj jesteśmy i dokąd zmierzamy. Za chwilę wyczerpie się zasób epitetów, które do tej pory uznawaliśmy za obraźliwe" - pisze Kolenda-Zaleska.

I proponuje, by media nie pokazywały wystąpień polityków, gdy ci przekraczają granice - by ich wtedy po prostu ignorowały. "Może my powinniśmy ustalić jakąś granicę, której nie przekraczamy. Za tym murem będą i zdrajcy, i Hitler, i kpiny ze Smoleńska" - pisze dziennikarka. Dodaje też, że można prowadzić debaty merytoryczne, ale i ostre, nie przekraczając granic dobrego smaku. Jako przykład podaje debaty amerykańskie i ostatnią w Polsce - ws. bojkotu Euro na Ukrainie: "Prawicowi publicyści tym razem nie popierali bezkrytycznie stanowiska szefa PiS, ale wykazywali słabe punkty pisowskiej propozycji. Dziennikarze między sobą też dyskutowali bez sięgania po argument ostateczny i wykluczający jakikolwiek dialog - że ten to jest propagandystą salonu na miarę Urbana, a ten to pisowski sługus".

Cały komentarz Kolendy-Zaleskiej w dzisiejszej ''Gazecie Wyborczej''

DOSTĘP PREMIUM