"Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS

W dzisiejszej "Polityce" obszerna sylwetka Marty Kaczyńskiej. Politycy z PiS boją się o niej rozmawiać. Kaczyński uważa, że była prześladowana już w liceum i na studiach, a "Gazeta Polska" zabiega o jej poparcie. Kim jest Marta Kaczyńska, z którą musi się liczyć polska prawica?
Marta Kaczyńska pozostaje pod naciskiem trzech stron - Jarosława Kaczyńskiego, środowiska "Gazety Polskiej" i Marcina Dubienieckiego, aspirującego do polityki. Dla PiS jej zachowanie i polityczne deklaracje mogą stać się kłopotem.

Politycy tej partii o Marcie Kaczyńskiej pod nazwiskiem rozmawiać nie chcą. Dla "Polityki" wypowiedział się anonimowo były działacz tej partii. - Dwa lata temu w czasie kampanii prezydenckiej uznaliśmy, że zaangażowanie Marty może nam pomóc uwiarygodnić wizerunkową przemianę Jarosława Kaczyńskiego - mówi.

Dodaje, że początkowo nie rozumiał, dlaczego prezes PiS odnosił się do tego pomysłu bez entuzjazmu. - Dziś, gdy wiem o Marcie więcej, jestem pewien, że w normalnych warunkach Jarosław nie zgodziłby się, żeby pojawiła się w jego kampanii.

Kaczyńska prześladowana już w liceum? Dyrektorka: To absurd

"Polityka" publikując sylwetkę Kaczyńskiej, postanowiła zweryfikować doniesienia Kaczyńskiego o represjach jakie miały spotkać Martę na w liceum i na studiach.

Kaczyńskiej nie udało się dostać do słynnego liceum społecznego na ul. Bednarskiej. Według jej stryja padła wtedy ofiarą ostracyzmu ze względu na swoje nazwisko. W swojej książce "Polska naszych marzeń" pisze, że gdy spotkał Krystynę Starczewską, założycielkę "Bednarskiej", wraz z mężem, Starczewska "po prostu zniknęła", co Kaczyński uznał za ostateczny dowód jej winy.

- To kompletny absurd - mówi dla "Polityki" Starczewska. Dodaje, że Kaczyńska dostała mniej punktów niż inni kandydaci, a osoby zdające egzamin w tamtym okresie nie podpisywały się nazwiskami, tylko numerami w celu zachowania obiektywności. - Na tej samej zasadzie nie dostała się córka prezydenta Kwaśniewskiego, ale on nie miał pretensji - tłumaczy Starczewska.

Na studiach musiała iść do pierwszej ławki

Po skończeniu liceum Marta zdecydowała się zdawać na prawo. - Jak zdawała, to bała się, że się do Gdańska nie dostanie, zdawała więc też do Krakowa. Dostała się i tam, i tu - wspomina Hanna Fołtyn-Kubicka. Według Kaczyńskiego tam również spotkała się z ostracyzmem z powodu nazwiska. "Wywołano ją przed egzaminem, ją jedną, i wskazano pierwszą ławkę. Zapamiętała to" - relacjonuje w książce Kaczyński.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Polityka" >>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM