"W piątek nie spadliśmy przed Sejm z choinki" - Duda odrzuca możliwość kompromisu ws. "67"

- W piątek nie spadliśmy przed Sejm z choinki, od grudnia trwa akcja zbierania podpisów, debata w Sejmie była 30 marca. Spoliczkowano 2 miliony ludzi. Jeśli nie skutkuje merytoryka, muszą być akcje protestacyjne - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Piotr Duda, przewodniczący "Solidarności".
Duda stawia jasne warunki: ma być dobrowolność - powinno być prawo wyboru okresu przejścia na emeryturę. - Jest zdefiniowany system składek, każdy zbiera kapitał. Rząd ma stworzyć możliwości: żeby była praca, opieka medyczna, warunki ekonomiczne, a Polacy będą chcieli dłużej pracować. Tylko nie róbmy tego przymusu - mówi w rozmowie z "GW". I zaznaczył, że będzie prosił prezydenta, aby nie podpisywał ustawy emerytalnej.

"Zastanowimy się, co dalej"

Szef "S" podkreśla, że jeżeli prezydent jednak ustawę podpisze, to dopiero wtedy związkowcy zastanowią się nad swoim dalszym działaniem. I komentuje ataki posłów Platformy Obywatelskiej. - Przykro, że stało się tak, że teraz posłowie PO odwracają kota ogonem i myślą, że Polacy zapomną, co zrobili w piątek, jak głosowali. Ja nie będę się do tego poziomu parlamentarnego ustosunkowywał - zaznacza.

Duda skomentował też stwierdzenie Lecha Wałęsy, że "Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem". - Jeśli chodzi o prezydenta Wałęsę, to jest mi przykro, że pierwszy przewodniczący "Solidarności" nie chce zrozumieć, albo nie chce widzieć tego, co robi Związek Zawodowy "Solidarność" - mówi Duda. - Że jest naszym żywotnym interesem walczyć o czas pracy ludzi w Polsce.

"Nie spadliśmy z choinki"

Przewodniczący "Solidarności" podsumowuje: - Przecież w piątek nie spadliśmy przed Sejm z choinki, od grudnia trwa akcja zbierania podpisów, debata w Sejmie była 30 marca. Spoliczkowano 2 miliony ludzi. Jeśli nie skutkuje merytoryka, muszą być akcje protestacyjne.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM