"Tusk może uchodzić za dobrego polityka. Przetrwał rozpad PO-PiS, aferę hazardową, katastrofę smoleńską..."

"Dobry polityk wytrzymuje próby. Donald Tusk może za takiego uchodzić, bo wytrzymał ich już wiele" - pisze w felietonie dla "Krytyki Politycznej" Maciej Gdula. Socjolog podkreśla, że od pewnego czasu ludzie bardziej niż na zwolenników Tuska i Kaczyńskiego dzielą się na tych, którzy czekają na upadek Tuska, i na tych, którzy chcieliby jego odejście jeszcze trochę odwlec
Zdaniem publicysty "Krytyki Politycznej" premier Tusk radził sobie do tej pory z wieloma próbami: przetrwał rozpad planowanej koalicji PO-PiS, przegrane wybory prezydenckie, aferę hazardową, katastrofę smoleńską, kryzys finansowy. Jest jednak jedna, z którą przestał sobie radzić: próba czasu.

"Są trzy etapy kariery zawodowej przywódcy" - pisze Gdula. I wymienia: "Najpierw nikt nie wierzy, że dany polityk nadaje się do tej roli. Jest za młody lub zmęczony życiem, za bardzo frywolny lub spięty, zbyt zasadniczy albo interesowny. Gdy już staje się przywódcą, zdecydowana większość uważa, że będzie rządził wiecznie. Pamiętam to z czasów triumfu Millera, pamiętam z czasów Kaczyńskiego. Na trzecim etapie nikt nie może z kolei uwierzyć, że 'ktoś taki' nami rządził".

Nie ma zwolenników Tuska lub Kaczyńskiego...

Według socjologa od pewnego czasu ludzie bardziej niż na zwolenników Tuska i Kaczyńskiego dzielą się na tych, którzy czekają na upadek Tuska, i na tych, którzy chcieliby jego odejście jeszcze trochę odwlec. Sam premier zaś wkracza w trzeci z wymienionych przez publicystę etapów. "Na jego korzyść działa to, że większość liderów na naszej scenie politycznej to politycy zużyci, zbyt silni, żeby odejść, i zbyt słabi, żeby zawalczyć o władzę. Dlatego opinia publiczna rozczarowana już Tuskiem nie bardzo ma na kogo przerzucić swoje poparcie" - zauważa.

I kontynuuje: "Tusk w pierwszej kadencji nie tylko potrafił sformułować obietnicę, ale też wpisywać w swoje działanie oczekiwania zgłaszane przez ruchy społeczne, jak stało się choćby z parytetami. Tę zdolność szybko stracił, gdy tylko udało mu się utrzymać na fotelu premiera. Kiedy butnie zapowiadał, że nie ugnie się przed protestami w sprawie ACTA, postarzał się o kilka lat. Gdy w imię sprostania wyzwaniom współczesności przeprowadził reformę emerytalną, zaprezentował się jak polityk, który nagle teleportował się z lat 90. Nic dziwnego, że ludzie rozglądają się za kimś na jego miejsce".

Jak zostanie zapamiętany?

Gdula zaznacza, że Tuska może w przyszłości będziemy pamiętać jak Jerzego Buzka - premiera. Zdaniem publicysty obecny premier "doprowadził do destrukcji publiczne media, przyczyniając się tym do obniżenia standardów w całej sferze publicznej. Wydłużając wiek emerytalny, otworzył nowe pole do przerzucania kosztów akumulacji kapitału na pracowników i społeczeństwo. Za jego rządów prywatyzacja usług publicznych przekroczyła kolejny ważny próg związany z prywatyzacją szpitali, a prekaryzacja w sektorze publicznym nabrała rozpędu".

"Mogło być lepiej, ale nie było (niestety)" - podsumowuje socjolog.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM