Paradowska: Kaczyński demaskuje Staniszkis

"Sensacja goni sensację (...). Niestety, politycy - znudzeni już prawie trzytygodniową bezczynnością - postanowili wziąć się do roboty, medialnie nośnej" - pisze na swoim blogu Janina Paradowska. "Jak zwykle prezes nie zawiódł. Ogłosił, że osoba powszechnie znana, płci żeńskiej, wymieniła go na krótkiej liście osób zagrożonych" - dodaje.
I opisuje reakcje na wiadomość o śmierci gen. Petelickiego. "Samobójstwo jest zawsze dramatem człowieka, który na desperacki czyn się porywa, rodziny, przyjaciół. Może warto by ich oszczędzić choć przez kilka dni? Otóż u nas, niestety, nie jest to możliwe" -pisze dziennikarka tygodnika "Polityka" i Poranka Radia TOK FM.

"Świat medialno-polityczny potrzebuje sensacji, często prostackiej, najlepiej morderstw, mrocznych tajemnic, spisków. I te potrzeby niezawodnie zaspokaja (...) prezes Kaczyński, który i tym razem nie zawiódł" - pisze Paradowska.

"Wiedziałam, zanim zabrał głos"

"O tym, że prezes nie wierzy w samobójstwo, wiedziałam, zanim zabrał głos. To było politycznie niemożliwe, bo najlepiej, żeby była to wina Tuska, którego Petelicki ostatnio krytykował (i to ostro). Jednak legenda, jaką Prezes dorobił do swojej niewiary, okazała się zaskakująca" - pisze Paradowska.

"Otóż jakiś czas, ale niedługi, przed śmiercią gen. Petelickiego - opowiedział nam prezes - osoba powszechnie znana, płci żeńskiej zresztą, wymieniła go na "krótkiej liście osób zagrożonych". Prezes tę listę zna i wie, że niektóre osoby zostały już w różnych sposób "uderzone" (chyba powiadomił o tym prokuraturę, bo jak nieszczęścia zaczną się sypać dalej, to prezes może mieć problem prawny). (...) Za co uderzone? Tego już Prezes nie wyjaśnił" - podkreśla dziennikarka.

"Lista Kaczyńskiego", "lista Staniszkis"?

"Prezes zna tę listę, zwaną już "listą Petelickiego", choć - jak rozumiem - nie Petelicki ją układał, ale tylko na niej był jako ofiara, a więc w nazwie jest jakiś brak konsekwencji. To powinna być po prostu "lista Kaczyńskiego" albo jeszcze lepiej - "lista Staniszkis" (ona też w samobójstwo nie wierzy)" - pisze publicystka.

"Prezes wprawdzie uchylił się od podania nazwiska posiadaczki owego ważnego dokumentu, ale wiadomo, że osobą powszechnie znaną musi być słynna Pani Profesor, która zna wszystkie spiski związane z obaleniem komunizmu i powstaniem III RP. Ma najlepsze źródła wiedzy, najlepszych informatorów. Zawsze się przecież na jakiegoś anonimowego rozmówcę powołuje" - dodaje Paradowska.

DOSTĘP PREMIUM