Czarnecki: Komorowski nie powinien jechać do Kijowa

Europoseł PiS Ryszarda Czarneckiego powiedział w audycji Radia ZET - "7 Dzień Tygodnia", że prezydent Komorowski "nie powinien jechać na finał Euro do Kijowa", bo będzie tam Alaksander Łukaszenka. Tomasz Nałęcz uważa, że nieobecność prezydenta byłaby absurdem.
- Myślę, że to nie będzie budowało wizerunku. Myślę, że te polityczne znajomości prezydenta Komorowskiego nie spowodują, że Polska będzie bardziej ceniona na świecie - tak europoseł PiS Ryszard Czarnecki skomentował dzisiejszy wyjazd na finał Euro do Kijowa Bronisława Komorowskiego. Jego zdaniem "najlepiej by było, gdyby Komorowski tam nie pojechał". Z kolei Andrzej Dera stwierdził, że Komorowski powinien "dać wyraźny sygnał, że Łukaszenka jest izolowany w Europie". Doradca prezydenta Tomasz Nałęcz uważa, że "absurdem byłoby, gdyby prezydent" nie pojechał na finał.

"Miało być 4 tys. km dróg, jest 600"

Ryszard Czarnecki skomentował słowa Jarosława Kaczyńskiego, który oświadczył w piątek, że Euro było klęską. - Jeśli chodzi o koleje, jedna trzecia została zrealizowana, a drogi jedna siódma - stwierdził. Przypomniał, że PO planowała na początku zbudowanie 4 tys. km autostrad i dróg ekspresowych, a skończyło się na 600 km. Odpowiedział mu Jacek Protasiewicz, eurodeputowany PO: "Zawsze będzie te grono skwaszonych min, malkontentów, którzy nie lubią własnego kraju i narodu, a na ich czele stoi Kaczyński".

Z kolei Waldemar Pawlak uważa, że teraz należy cieszyć się z Euro i pomyśleć, co zrobić z infrastrukturą. - Wspomnienia futbolowe będą kiepskie, ale drogi i stadiony zostają. Trzeba pomyśleć o zagospodarowaniu stadionów, by nie były tylko pomnikami Euro - stwierdził.

"Ustawa ogranicza prawa obywatelskie"

Politycy opozycji zgodnie skrytykowali przyjętą przez Sejm nową ustawę o zgromadzeniach publicznych. - Ustawa ogranicza nasze prawo obywatelskie do demonstrowania - stwierdziła Wanda Nowicka z Ruchu Palikota. - Kolejny krok do ograniczenie demokracji w Polsce - wtórował jej Ryszard Czarnecki. Europoseł PiS stwierdził, że ustawa uderza przede wszystkim w opozycję, bo to nie zwolennicy rządu zazwyczaj protestują.

Zmian bronił Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta. - Nie chodzi o ograniczenie praw obywatelskich, tylko by na ulicach polskich miast nie było awantur i bójek - stwierdził.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM