Paradowska: U nas stanowieniu prawa towarzyszy pieniactwo polityczne

- Proces stanowienia prawa zmienia się na lepsze. Największą zmorą są dziś projekty poselskie. Przykład? Po informacji o wysokiej premii dla pana Kaplera Solidarna Polska natychmiast chciała zmieniać ustawę tak, by od premii otrzymanych za organizację Euro 2012 płaciło się 99 proc. podatku dochodowego - mówi w TOK FM Janina Paradowska. - Niestety, stanowieniu prawa towarzyszy u nas pieniactwo polityczne - dodaje.
Zgadza się Pani z prof. Hartmanem? Że prawo w Polsce uchwalane jest nieprofesjonalnie, bez zwracania uwagi na prawa gwarantowane w Konstytucji? - Opinia prof. Hartmana odnosi się do sytuacji sprzed kilku lat, teraz to się zmienia. Nie zgodzę się, że cały proces stanowienia prawa jest bałaganiarski, on w różnych momentach wygląda różnie - komentuje prowadząca "Poranek TOK FM" Janina Paradowska.

- Procedura jest taka: najpierw powstają założenia, one są dyskutowane przez Komitet Stały Rady Ministrów, później to trafia do rządowego centrum legislacyjnego, które opracowuje to w formie ustawy. Fachowcy od pisania ustaw mają więc, w tym procesie duże znaczenie - tłumaczy dziennikarka "Polityki".

"Prawo stanowione jest jawnie, tylko mało zainteresowanych"

W Sejmie cały czas próbuje się ten proces porządkować. Powstała komisja ustawodawcza po to, by badać zgodność ustaw z Konstytucją. Ale teraz przy okazji ustaw o związkach partnerskich (które komisja odrzuciła jako niezgodne z obowiązującym prawem), chce się znów to zmienić, by wszystkie ustawy były czytane w Sejmie. A komisja ma być przecież tym pierwszym sitem, które eliminuje ustawy zawierające błędy - podkreśla Paradowska.

Dziennikarka nie zgadza się też z zarzutem, że proces stanowienia prawa odbywa się za zamkniętymi drzwiami. - Proces uchwalania ustaw jest przejrzysty - tylko mało kto się nim interesuje. Pozytywną zmianą jest też to, że zaczęto organizować wysłuchania publiczne. Może nie są one jeszcze doskonałe, ale kiedyś w ogóle z tej formy nie korzystano - podkreśla Paradowska.

Projekty poselskie to "wolna amerykanka"

Janina Paradowska podkreśla, że zmorą w procesie stanowienia prawa są poselskie projekty ustaw, często pisane ad hoc, na potrzeby konkretnej sytuacji. A w rzeczywistości są to po prostu buble prawne. - To, co dzieje się, jeśli chodzi o projekty poselskie, to "wolna amerykanka". Przykłady? Nagle wybucha sprawa premii dla pana Rafała Kaplera, byłego prezesa Narodowego Centrum Sportu, a za chwilę Solidarna Polska pisze nowelizację ustawy, by od premii otrzymanych za organizację Euro 2012 płaciło się 99 proc. podatku dochodowego. Mamy serię zabójstw dzieci, natychmiast Solidarna Polska ma projekt zmian w prawie karnym, dotyczący spraw, które wymagają specjalistycznej pracy i wiedzy - wymienia dziennikarka. - Politycy reagują tak na dowolne wydarzenia, w związku z czym bubli prawnych mamy sporo - dodaje.

- Ustawy poselskie powinno się więc traktować rygorystycznie: jeśli są wątpliwości konstytucyjne, kierować je do komisji ustawodawczej. I jeśli są sprzeczne z obowiązującym prawem lub po prostu złe, nie powinny w ogóle trafiać pod obrady Sejmu - dodaje.

- Jestem też zwolenniczką tego, by projekty rządowe były odrzucane lub przyjmowane w całości. Żeby nie można było zgłaszać 200 poprawek. Wtedy oczywiste jest, że powstanie bubel. A takie sytuacje są u nas nagminne - mówi Paradowska. - I nikt nie ma odwagi wprowadzić tu jakichś restrykcyjnych ograniczeń - dodaje.

TK jak III izba parlamentu?

- Nieszczęściem jest też to, że często politycy, którzy przegrywają w Sejmie, uważają, że Trybunał Konstytucyjny jest trzecią izbą parlamentu. Gdy nie udaje im się przeforsować ustawy, lecą do TK, bez względu na to, czy są wątpliwości konstytucyjne, czy nie. Już prof. Łętowska zwracała na to uwagę - podkreśla Paradowska. - Ale niestety, stanowieniu prawa towarzyszy pieniactwo polityczne - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM