"U nas własnego kota można zrobić dyrektorem elektrowni. Brakuje reguł"

- W Polsce nie ma uczciwych reguł obsadzania stanowisk - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Paweł Łuków, etyk. - Przez to każdą sytuację doprowadzamy społecznie do absurdu, np. groteskowo reagujemy na informacje o rodzinie kandydata na ministra rolnictwa.
To przez brak jasnych i uczciwych reguł obsadzania stanowisk w spółkach i instytucjach państwowych na każdą informację o "znajomych królika" reagujemy z nadmierną wrażliwością - uważa prof. Paweł Łuków. Etyk z Uniwersytetu Warszawskiego odnosi się w ten sposób do pojawiających się ostatnio komentarzy, doprowadzających do absurdu zarzuty o kolesiostwo i nepotyzm w sferze publicznej.

A takie opinie pojawiły się po ujawnieniu "taśm PSL", na których widać dyskusję dwóch działaczy związanych z Polskim Stronnictwem Ludowym właśnie o spółkach skarbu państwa. Po tej publikacji polskie media ujawniły wiele innych przypadków zatrudniania rodzin i bliskich znajomych polityków na stanowiska, pomimo braku kompetencji.

Czemu właściwie oburzamy się na kolesiostwo?

Jak więc miałby wyglądać idealny dyrektor agencji państwowej? Nad tym zastanawiali się publicyści w Poranku TOK FM. - Nie powinien mieć żony, dzieci, znajomych, przyjaciół, nie powinien jeździć samochodem - odpowiadał prof. Michał Komar.

Pytanie tylko, czy rzeczywiście "nagonkę" na polityków zatrudniających rodziny i znajomych możemy doprowadzać do absurdu. Prof. Paweł Łuków przypomina: - Kolesiostwo i nepotyzm są naganne, ponieważ w obydwu wypadkach to, czy ktoś wykonuje pewne stanowisko, nie zależy od jego kompetencji, tylko od tego, czy zna kogoś, kto ma władzę, żeby go na tym stanowisku umieścić.

- A o to przecież chodzi, że nie chcemy, aby czyjaś kariera, a tym bardziej los instytucji publicznej, zależała od tego, czy się kogoś zna, kto ma władzę obsadzić stanowisko - podkreśla. I dodaje: - Chodzi przecież o to, żeby te stanowiska należały do ludzi o najlepszych kompetencjach. Chodzi o interes publiczny, a nie prywatny.

Brak kultury

- W Polsce każdego można obsadzić na dowolnym stanowisku - odpowiednio naciągając można zrobić własnego kota dyrektorem elektrowni - kontynuuje nasz rozmówca. Podkreśla jednak, że przesadzając w ten sposób, chce zasygnalizować, że problem leży gdzie indziej, nie w samych personaliach. - Chodzi ostatecznie o to, żeby sposób obsadzania stanowisk był jawny, żeby było wiadomo, od kogo wychodzi inicjatywa, żeby obsadzić konkretne stanowisko. To podstawowe reguły - zaznacza Łuków.

Etyk dodaje, że jego zdaniem najtrudniejszą kwestią do wypracowania, kiedy mówimy o spółkach i instytucjach państwowych, jest kultura polityczna, którą kierujemy się nominując decydentów: - Tej kultury - moim zdaniem - w Polsce prawie nie ma - zaznacza profesor. - A tego typu kultura polega na tym, że ludzie sami powinni wiedzieć, że pewnego rodzaju zachowania nie są przyzwoite. Na tej zasadzie np. sędziowie wycofują się z prowadzenia spraw, kiedy tylko pojawia się podejrzenie, że mogą mieć konflikt interesu.

Zdaniem Łukowa, w Polsce nie ma uczciwych reguł obsadzania ludzi, a przez to, gdy tylko słyszymy informacje, że jakiś polityk pracuje lub ma podjąć pracę w urzędzie, gdzie pracuje jego rodzina - reagujemy w sposób groteskowy. - To jest szaleństwo! - podsumowuje nasz rozmówca.

Marszałek Struzik (PSL), jego współpracownicy i ich dzieci. na placówkach w Seulu, Pekinie, Ankarze...

DOSTĘP PREMIUM