Applebaum po wizycie Romneya: Myślał, że wszystkim przejdzie dreszczyk, jak powie o Janie Pawle II i "Solidarności"...

"W przeciwieństwie do tego, co donosiły media, Romney zrobił dobre wrażenie na politykach, z którymi się spotkał" - pisze dla "Washington Post" Anne Applebaum. "Ale mylił się, myśląc, że Polakom przejdzie dreszczyk, gdy powie o Janie Pawle II, "Solidarności", Lechu Wałęsie i zimnej wojnie..."
"Problemem w podróży Mitta Romneya do Europy był sam pomysł na tę wizytę" - pisze na łamach "The Washington Post" Anne Applebaum, szefowa studiów politycznych w Legatum Institute, żona polskiego ministra spraw zagranicznych. Jej zdaniem wizyta rywala Baracka Obamy była oparta na przestarzałej wizji polityki zagranicznej USA.

Publicystka pisze: "W Wielkiej Brytanii i Polsce Romney wydawał się myśleć, że składa wizytę sojusznikom, którzy się głęboko zawiedli Barackiem Obamą i którzy czekają na powrót amerykańskiego przywództwa w postaci nowego George'a W. Busha - a może nawet lepiej - nowego Ronalda Reagana. Romney wyobrażał sobie, że znajdzie bratnie dusze w postaci brytyjskich Torysów, tak jak to kiedyś zrobili Republikanie. Wyobrażał też sobie, że Polacy, świeżo po uwolnieniu się spod komunizmu, z dreszczykiem wysłuchają jego przemówienia o Janie Pawle II, 'Solidarności', Lechu Wałęsie i zimnej wojnie".

"Mylił się" - konstatuje Applebaum.

"Romney zdaje się nie rozumieć..."

Zdaniem publicystki wiele osób jest rozczarowanych polityką obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, a sama wizyta Romneya schlebiała tym, których odwiedził. Co więcej - jej zdaniem zrobił dobre wrażenie na politykach, z którymi się spotkał.

To w czym problem? "Romney, a może jego doradcy, zdaje się nie rozumieć, że rozczarowanie przywództwem amerykańskim nie jest w Europie koniecznie spowodowane działaniami obecnej administracji. 'Nowa Europa' - Brytyjczycy, Hiszpanie, Włosi, mieszkańcy Europy Środkowej, proamerykańska 'koalicja' - to była koncepcja, która rozpadła się kilka lat po tym, jak została skonstruowana" - zauważa dziennikarka.

I podkreśla: "Po tym, jak w 2003 roku Stanom udało się pozyskać tych sojuszników, administracja Busha, nie jej następcy, zignorowała ich poprzez nieskuteczne wynagrodzenie ich starań bądź niewystarczające ich docenienie". Applebaum podaje przykłady: "Lojalność Tony'ego Blaira wobec Stanów Zjednoczonych w Iraku jest zapamiętana w Wlk. Brytanii jako wielka plama na jego życiorysie, nie jako moment tryumfu i chwały. Amerykańsko-polskie negocjacje dotyczące tarczy rakietowej są zapamiętane jako złamana obietnica z czasów Busha, a nie jako rozbita przez Baracka Obamę jedność i przyjaźń".

Dziennikarka wyraźnie zaznacza: "Jestem żoną ministra spraw zagranicznych Polski. Ale nie muszę go pytać o rozczarowanie Ameryką - to pojawiało się w polskich gazetach przez lata".

"Już rozumieją - prezydent USA niewiele może..."

Applebaum tłumaczy, że Europejczycy dzisiaj znacznie bardziej rozumieją, że amerykański prezydent ma ograniczoną możliwość zmiany polityki zagranicznej USA. "Co ważniejsze, obcokrajowcy rozumieją, że świat się zmienia, i tak jak Stany są wciąż najsilniejszą potęgą na świecie, tak nie są jedyną światową potęgą. Europejczycy są równie zaniepokojeni swoimi wewnętrznymi aliansami, swoimi relacjami z rozwijającymi się gospodarkami w innych częściach świata - Brazylią, Indiami i Chinami - i skomplikowanymi relacjami z Rosją, która wciąż jest dużą siłą gospodarczą na swoim kontynencie poprzez złoża gazu. Europejczycy nie mogą traktować Rosji, tak jak zrobił to Romney, jako nic więcej jak tylko 'wroga geopolitycznego'" - podsumowuje.



DOSTĘP PREMIUM