Tusk powołał Kalembę ze słabości? "Nie, dystansuje się, żeby pokazać ludowcom, gdzie ich miejsce"

Donald Tusk zaakceptował Stanisława Kalembę jako nowego ministra rolnictwa, pomimo iż ludowiec "nie jest do końca z jego bajki". Czy to świadczy o słabości premiera? - Tusk zrobił to, co przewidujący polityk - zdaje sobie sprawę, że za jakiś czas w innej sprawie może potrzebować głosów koalicjanta - komentuje dr Rafał Chwedoruk.
"Tusk jest dziś słabszy i musi się liczyć z koalicjantem jak nigdy dotąd" - taką tezę stawia w "Gazecie Wyborczej" Mirosław Czech. Zdaniem publicysty premier musiał zaakceptować Stanisława Kalembę oraz "uznać swoją porażkę i to, że wzmocnił Pawlaka w PSL, sprowadzając do minimum zdolność obozu władzy do reform". Ale czy na pewno?

- To premier musi rozważyć, jak zastosować swoją siłę - komentuje w rozmowie z TOK FM dr Rafał Chwedoruk. - Czy ma całe swoje zasoby zużyć przy pierwszej, niekoniecznie pierwszorzędnej sprawie? A może nie stawiać całego swojego autorytetu na szali? Sądzę, że gdyby Tusk nie chciał ministra Kalemby, to jednak byłby zdolny go zablokować - dodaje.

Upokorzenie PSL

- Milczenie premiera i dystansowanie się do nowego ministra - to było adresowane do ludowców, żeby im pokazać, gdzie ich miejsce - uważa Chwedoruk. Tusk jednak - mimo wcześniejszych zapowiedzi, że może nawet osobiście będzie nadzorował ministerstwo rolnictwa - szybko zaakceptował kandydaturę Stanisława Kalemby. - Przewidujący polityk może zdawać sobie sprawę z tego, że za jakiś czas w innej sprawie może potrzebować głosów ludowców, np. przy jakiejś analogicznej wpadce PO będzie potrzebować ich zdystansowanej reakcji albo przynajmniej niemówienia jednym głosem z opozycją - dodaje politolog.

- Premier zademonstrował swoją siłę. I w tym przypadku wykorzystał sytuację do osłabienia PSL w kontekście nadchodzących niepopularnych społecznie reform. Bo trudno sobie wyobrazić, żeby wystąpienia sprzeciwu Kalemby miało taką siłę, jak np. Waldemara Pawlaka czy Marka Sawickiego. Inna sprawa, że Tusk nie mógł odebrać ludowcom tego ministerstwa - nie sądzę, żeby PSL było w stanie to zaakceptować - zaznacza Chwedoruk.

Podobnie sprawę komentowali inni eksperci, już po powołaniu nowego ministra rolnictwa. Według socjologa z UW prof. Ireneusza Krzemińskiego cała sytuacja może wpłynąć na wzmocnienie Platformy w koalicji. - Mnie się wydaje, że w ogóle ta sytuacja, nazwijmy to afery podsłuchowej, wzmocniła czy też powinna wzmocnić sytuację premiera i sytuację PO wobec PSL - ocenił.

Krzemiński uważa, że PO ma obecnie możliwość wywierania większego wpływu, "niejako podporządkowania sobie koalicjanta". - Być może premier Pawlak umie się temu przeciwstawić, ale myślę, że to niewątpliwie osłabia pozycję PSL - zaznaczył.

Problem Platformy? "Brak alternatywy"

To, że Tusk nie okazał słabości, nie oznacza jednak, że Platforma nie ma problemów. - Jednym z ostatnich czynników ograniczających władzę Donalda Tuska jest to, że nie ma na kogo wymienić obecnego koalicjanta - wyjaśnia dr Chwedoruk. - Jedynie mógłby ludowców wymienić na Ruch Palikota, ale PO sama by się wepchnęła do politycznego getta - wszystkie grzechy Palikota byłyby przypisywane Tuskowi. Lepiej już więc przetrzymać ministra Kalembę. W ten sposób też Tusk puścił oko do swojego wielkomiejskiego elektoratu, który niezbyt sobie ceni ludowców.

Po co więc stanowcze wystąpienia premiera i odwołanie Sawickiego? - To wypróbowana metoda PO - kiedy pojawia się jakiś problem, to Tusk mówi zdecydowane "nie", zapowiada radykalne działania, a potem - kiedy emocje cichną - okazuje się, że problem jest dużo bardziej skomplikowany - twierdzi Rafał Chwedoruk. I wymienia: - Tak było z dopalaczami, tak było z deregulacją. Tak samo tutaj: chodzi o to, żeby do opinii publicznej poszedł zdecydowany komunikat.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM