"Nie możemy dojść do absurdu. Dzieci polityków powinny mieć takie same prawa jak każdy inny"

Wg min. Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz nie można wymagać od dzieci polityków, żeby rezygnowały z wykonywanej pracy, jeśli na swoją pozycję zapracowały samodzielnie. - Nie możemy dojść do absurdu, że każdy, kto jest moim znajomym czy krewnym, będzie napiętnowany. Za to, że pracuje gdziekolwiek - mówiła w TOK FM pełnomocniczka ds. równego traktowania.
- Dzieci polityków powinny mieć takie same prawa w osiąganiu sukcesów zawodowych jak każdy inny. Jak ktoś zatrudnia się nawet w tej samej branży co rodzic i krok po kroku osiąga kolejne szczeble kariery, to nie widzę w tym nic nagannego. Oczywiście, jeśli ktoś chce zrezygnować, np. ze względu na dużą presję, to może podjąć taką decyzję - oceniła w TOK FM min. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Pełnomocniczka ds. równego traktowania przyznała, że gdyby to ona była celem nacisków, "z powodu przekory" starałaby się udowodnić, iż ma prawo wykonywać pracę, którą zdobyła uczciwie.

Burza wokół dzieci polityków rozpętała się, kiedy okazało się, że syn kandydata na ministra rolnictwa Stanisława Kalemby pracuje w podległej resortowi Agencji Restrukturyzacji Rolnictwa.

Premier podczas konferencji prasowej ogłosił, że uzyskał zapewnienie od Waldemara Pawlaka, iż syn Kalemby będzie gotowy zrezygnować z pracy.

Ale Daniel Kalemba nie zamierza rozstać się z kierowniczym stanowiskiem w poznańskim oddziale ARR. Podobnie zachował się Michał Tusk po tym, jak politycy PiS zaczęli domagać się, żeby zrezygnował z pracy w gdańskim porcie lotniczym.

"Nie możemy dojść do absurdu"

Min. Kozłowska-Rajewicz uważa, że w prześwietlaniu powiązań polityków "nie powinniśmy przesadzać". - Nie możemy dojść do absurdu, że każdy, kto jest moim znajomym czy krewnym, będzie napiętnowany za to, że pracuje gdziekolwiek - uważa gość "Poranka Radia TOK FM".

Kłopot pojawia się w dwóch przypadkach: kiedy o objęciu stanowiska nie zadecydowały kompetencje i jeśli dochodzi do sytuacji, kiedy np. ojciec jest bezpośrednim przełożonym dziecka w tym samym zakładzie pracy.

- Jest Kodeks pracy, który jasno mówi, jakie są zasady przyjmowania i zwalniania z pracy. Nie wydaje mi się, że powiązania są dostatecznym powodem, żeby człowieka zwolnić albo żeby sam się zwolnił - stwierdziła minister.

Kiedyś wyrośnie zdrowa roślinka

Pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania chciałaby, żeby przy okazji prześwietlania sytuacji w państwowych spółkach pojawił się pomysł kwot, czyli obowiązku zatrudniania we władzach form odpowiedniej liczby kobiet.

Bo jak przekonywała w TOK FM, w ten sposób można "przewietrzyć składy zarządów i rad nadzorczych".

- Teraz mamy do czynienia z patologiczną sytuacją. Na najwyższych szczeblach w zarządzaniu mamy 4-12 proc. kobiet. Podczas gdy kobiety stanowią ponad połowę społeczeństwa i 60 proc. z nich kończy studia. I są równie dobrze przygotowane jak mężczyźni - uważa Kozłowska-Rajewicz.

Pani minister jest przekonana, że uda się przygotować ustawę w sprawie kwot. - Wyczuwam, że jest wola polityczna. Może nie jest to jeszcze silne uczucie, ale ziarno zostało zasiane. I mam nadzieję, że wykiełkuje w dużą, zdrową roślinkę - powiedziała.

DOSTĘP PREMIUM