Abp Michalik kontra "zamach w Smoleńsku"

Czy szykowane polsko-rosyjskie przesłanie Kościołów poróżni polską prawicę? Arcybiskup Józef Michalik już tłumaczy się ze swych decyzji i w rozmowie z KAI mówi o zwolennikach teorii o "zamachu w Smoleńsku": "Ci, którzy posługują się takimi hasłami, robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę!"
17 sierpnia abp Michalik podpisze wraz z prawosławnym patriarchą Moskwy i całej Rusi Cyrylem I polsko-rosyjskie przesłanie do obydwu narodów.

"Gazeta Polska" już obwieściła, że będzie to przesłanie agentów. "Po jednej stronie sygnatariuszy znajdujemy agenta KGB "Michajłowa", z drugiej zaś hierarchę, który - jak wynika z akt przechowywanych w IPN - zarejestrowany został jako tajny współpracownik SB o pseudonimie Zefir" -napisał Aleksander Ścios. Przypomina też słowa Anny Fotygi: "Komu służy to pojednanie? Dlaczego, choć to ważne wydarzenie, nikt w tej sprawie nie zabiera głosu? Milczą historycy, religioznawcy, milczy laikat. Ta cisza jest przerażająca, dźwięczy mi w uszach".

"Nie w kategoriach politycznego interesu"

Dziennikarz KAI spytał abp. Michalika o "dodatkowy kontekst, który w relacjach polsko-rosyjskich stworzyła katastrofa smoleńska". - Przeciwnicy przesłania wskazują, że przyczyny wypadku nie zostały do końca wyjaśnione, sugerują winę Rosjan. Ci, którzy głoszą tezę, że Putin ma na rękach polską krew, nie będą zwolennikami dokumentu. Jak mógłby ksiądz arcybiskup odpowiedzieć tym wszystkim, którzy formułują takie wątpliwości?

- Dialog z naszymi Kościołami nie ma nic wspólnego z polityką przeciwników porozumienia i zaczął się znacznie wcześniej, niż zaistniała katastrofa pod Smoleńskiem. Smoleńsk jest tragedią samą w sobie. Tragedią niezwykle bolesną w wielu wymiarach i dla licznych osób, środowisk i całego narodu. Wydarzenie takiej miary powinno się traktować w kategoriach symbolu, a nie w kategoriach politycznego interesu - odpowiedział abp Michalik.

"Robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę"

- Co do tego konkretnego pytania: po pierwsze powiedziałbym, że człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach, a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy. Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność. Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami, robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę! I to trzeba im powiedzieć: robią krzywdę tragedii smoleńskiej, bo na tym etapie trzeba ograniczyć się do poszukiwań i badań. Można mieć postulaty, żądać powołania takich czy innych międzynarodowych komisji i dochodzeń, ale dopóki nie przyniosą one efektów, nie wolno używać zbyt mocnych słów, bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa.

Nie tylko jeden nurt

Trzeba też pamiętać, że w katastrofie smoleńskiej nie zginęli przedstawiciele jednego tylko nurtu politycznego, ale różnych środowisk. Pamięć ofiar Katynia chcieli uczcić wszyscy. W tej sprawie trzeba lać oliwę na wzburzone morze, nie zaś dolewać jej do ognia - mówi arcybiskup.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM