PR-owiec Michał Tusk zalicza spektakularne pr-owskie wpadki. "Robi z siebie ofiarę"

- Michał Tusk popełnił ostatnio dużo błędów. Sam zajmuje się PR-em linii lotniczych, ale może nie zauważył, że z ludźmi jest inaczej niż z lotniskami - mówi w rozmowie z TOK FM dr Norbert Maliszewski, specjalista od marketingu politycznego. - Michał Tusk kaja się dużo bardziej, niż wymagałaby od tego sytuacja - dodaje dr Olgierd Annusewicz.
Najpierw przyznał, że miał kontakt z OLT Express, a potem się wysypało. Michał Tusk, syn premiera, w ostatnim tygodniu wyznał, że pracował jednocześnie w "Gazecie Wyborczej" oraz jako doradca PR w firmie Marcina Plichty. Prezes Amber Gold, właściciel linii lotniczych OLT, twierdzi teraz, że syn premiera zdradzał mu tajemnice handlowe innego swojego pracodawcy, czyli Portu Lotniczego w Gdańsku.

Przeczytaj podsumowanie afery Michała Tuska >>>

Syn premiera tłumaczy się w wielu mediach z kontaktu z Plichtą. Jakie jednak błędy popełnił? - Było ich dużo - przyznaje w rozmowie z TOK FM dr Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego. - Cała zabawa polega na tym, że on się kaja dużo bardziej, niż sytuacja by tego wymagała. Na razie to jest pewnego rodzaju egzaltacja - twierdzi z kolei dr Olgierd Annusewicz.

"Zamiast wyjaśnić..."

- Michał Tusk, pomimo iż sam zajmuje się PR-em, to nie zauważył, że z ludźmi jest inaczej niż z lotniskami - uważa Maliszewski. - Syn premiera przede wszystkich próbował stworzyć ramy interpretacyjne do sytuacji, w której się znalazł. Ale zamiast wyjaśnić kilka spraw, które miały charakter konfliktu interesów, przekształcił tę całą sytuację w serial obyczajowy, który będzie grzał w czasie wakacji - dodaje.

Jego zdaniem sprawa "debila" (Michał Tusk tak nazwał sam siebie w rozmowie z "Wprost") przyklei się do syna premiera na lata.

O co konkretnie chodzi? - Młody Tusk dał materiał emocjonalny i obyczajowy, żeby ten temat mógł funkcjonować w mediach jako konflikt ojca z synem; jako narracja, w której jest premier - dojrzały polityk, a syn nie ma kontaktu z ojcem i popełnia błędy. To scenariusz hollywoodzkiego filmu, który łatwo przykleja się do wyobraźni - uważa Maliszewski.

Z kolei dr Annusewicz dodaje, że za Michałem Tuskiem bardziej będzie się ciągnęło przedstawianie siebie jako osoby naiwnej. - Każdy kryzys kiedyś mija i dzisiaj coraz mniej pamięta np., że Włodzimierz Czarzasty był oskarżany o to, że jest członkiem "grupy trzymającej władzę". Tak samo będzie z Michałem Tuskiem - ludzie zapomną, nie zapomni zaś internet i dziennikarze. To wyzywanie samego siebie będzie się ciągnęło za młodym Tuskiem przez wiele lat - przewiduje.

"PR-owe trupy"

Zdaniem Maliszewskiego warto pamiętać, że w historii Michała Tuska nie ma głębi merytorycznej. - Syn premiera stworzył pojemną, gorącą historię, która może zostać wykorzystana przez opozycję, zostanie zapamiętana przez wyborców i będzie źle służyć premierowi. Ale ta sprawa ma potencjał wizerunkowy - negatywnego PR-u. Z tego nie ukręci się żadnej komisji, z tego nie będzie zarzutów natury prawnej, wyroków. Czai się tam jednak dużo PR-owych trupów w szafie, a ponieważ Michał Tusk nie ma słuchu społecznego - mogą one zaszkodzić jego ojcu.

Nasz rozmówca podsumowuje: - Historia Michała Tuska może zostać zapamiętana nie ze względu na kwestie merytoryczne, ale ze względu na ludzki wymiar historii. Stworzył emocje, które będą dobrze zapamiętane.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM