Prawie połowa stołecznych radnych PO pracuje w państwowych spółkach

40 proc. warszawskich radnych PO pracuje w instytucjach rządowych lub samorządowych - podaje ?Rzeczpospolita?. - Trudno zabronić komuś, kto zostanie radnym, pracować w swoim zawodzie, na przykład w szkole, ośrodku kultury, zarządzie nieruchomości czy jakiejś spółce - tłumaczy Małgorzata Kidawa-Błońska - szef PO w Warszawie.
Większość klubu PO w radzie Warszawy zarabia lub dorabia w państwowych i samorządowych spółkach. Na przykład Dorota Lutomirska w Przedsiębiorstwie Budowlano-Usługowym Holbud, a Lech Jaworski zasiada w kierownictwie Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego i w radzie nadzorczej Toruńskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Troje radnych PO pracuje w Polskim Holdingu Nieruchomości, kolejna trójka w Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, a czworo w Agencji Nieruchomości Rolnych. Radni zasiadają również w kierownictwach muzeów, np. Muzeum Niepodległości i Muzeum Sportu i Turystyki.

Rady nadzorcze stołecznych spółek obsadzają m.in. najważniejsi warszawscy urzędnicy - wiceprezydenci, skarbnik, dyrektorzy biur z ratusza, którzy są niepolitycznymi urzędnikami. Miejscy radni nie mogą ubiegać się o te stanowiska. Zakaz nie dotyczy natomiast radnych wojewódzkich PO. Zarabiają tam rocznie nawet 40 tys. zł.

- Skala jest rzeczywiście spora, ale gdybyśmy w ten sposób podliczyli działaczy PiS czy SLD, podejrzewam, że proporcje pewnie wypadłyby podobnie - komentuje gazecie Małgorzata Kidawa-Błońska. - Stołeczny samorząd to dziś chyba największy zakład pracy w Warszawie. Trudno zabronić komuś, kto zostanie radnym, pracować w swoim zawodzie, na przykład w szkole, ośrodku kultury, zarządzie nieruchomości czy jakiejś spółce - dodaje.

Czytaj więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" >>

DOSTĘP PREMIUM