Marihuana w TVN24? Ktoś donosi na policję. Dera: To nie ja

Przedstawiciel Inicjatywy Wolne Konopie Andrzej Dołecki podczas wizyty w studiu TVN24 pokazał na antenie paczuszkę. Wkrótce potem do studia przyjechała policja i go skontrolowała. Inicjatywa oskarża o donosicielstwo posła Solidarnej Polski Andrzeja Derę, ten zaprzecza, że zawiadamiał służby.
Dołecki rozmawiał w TVN24 z posłem Derą o postawieniu zarzutów piosenkarce Korze, której grozi do trzech lat więzienia za posiadanie 3 gramów marihuany. Podczas dyskusji prowokacyjnie wyjął z kieszeni małą paczuszkę, twierdząc, że znajduje się w niej "porcja dilerska". - Czy według pana jestem przestępcą? - zapytał Derę.

Kto wezwał policję?

Tuż po zakończeniu programu w siedzibie TVN24 pojawiła się policja. Inicjatywa Wolne Konopie oskarżyła Derę o "donosicielstwo". "Ciekawe, czemu tak dużo czasu policji zabierają interwencje w poważniejszych przypadkach łamania prawa" - komentują aktywiści.

Przy okazji policjanci zrewidowali też innych gości w studiu, m.in. Kamila Sipowicza, partnera Kory, który był gościem "Faktów po Faktach".

Asp. Mariusz Mrozek, p.o. rzecznika prasowego KSP, nie chce powiedzieć, od kogo policja dowiedziała się o incydencie. - Zostaliśmy powiadomieni, że jest osoba, która może mieć środki odurzające. Wysłaliśmy na miejsce patrol. Ta informacja nie została potwierdzona - powiedział portalowi Gazeta.pl Mrozek.

Dera: "To kłamstwo"

- To jest kłamstwo, potwarz, i to mi się bardzo nie podoba. Konfident? To nie w porządku - denerwuje się Andrzej Dera. W rozmowie z Gazeta.pl poseł zapewnia, że nie dzwonił na policję w sprawie incydentu. - Ja byłem w studiu. Nie wiem, kto wezwał policję i tyle - ucina. Do zawiadomienia policji przyznał się już inny poseł - słynny "agent" Tomek (PiS).

DOSTĘP PREMIUM