"Ścibor-Rylski nie buczał? Znaczy agent"

"Rzeczpospolita" zlustrowała 95-letniego prezesa Związku Powstańców Warszawskich generała Zbigniewa Ścibora-Rylskiego. Generał naraził się prawicy, kiedy potępił buczenie, którym dziarska patriotyczna młodzież przywitała niesłusznych polityków podczas ostatnich obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego - czytamy w komentarzu "Gazety Wyborczej".
Intrygującym zbiegiem okoliczności wkrótce po 1 sierpnia w internecie zaczęły krążyć plotki o rzekomej współpracy Ścibora-Rylskiego z SB, a "Rzeczpospolita" poświęciła całą stronę na jego lustrowanie. Sprawa zaczęła się od rozsyłanego anonimowo w internecie fragmentu biogramu gen. Ścibora-Rylskiego. W szerzej nieznanej wcześniej publikacji IPN w Rzeszowie ukazał się przypis: "W 1947 r. zarejestrowany przez Wydział IWUBP Poznań jako TW »Zdzisławski «. Wykorzystywany do 1964 r., kiedy to wyprowadził się z Poznania do Warszawy (...) Wg zachowanych dokumentów inwigilował swoją żonę i byłą teściową żony".

Według Adama Leszczyńskiego, powołującego się na jednego z historyków IPN, chodzi o "dwie niewyraźne kserokopie" dokumentów. W teczce nie ma niczego napisanego ręką generała, o zobowiązaniu do współpracy nie wspominając.

- Generał do kontaktów z SB się przyznaje, chociaż zaprzecza, że donosił, a twierdzi, że wielu ludziom pomógł. Takie kontakty były wymuszoną daniną wobec władzy składaną wówczas przez wielu ludzi, zwłaszcza z życiorysami w AK, którzy chcieli żyć w miarę normalnie. (...) Prawda jednak lustratorów nie interesuje. Im chodzi tylko o to, żeby starszego pana upokorzyć i opluć. Nie podobało mu się buczenie? Musi być esbek. Albo chociaż agent.

Więcej w "Gazecie Wyborczej"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM