Europosłanka PO oskarżona o wyłudzenie: Tu chodzi o błąd, chcę wyjaśnić

- Prokuratura wystąpiła o odebranie immunitetu Małgorzacie Handzlik, pełniącej funkcję skarbnika klubu Platformy i PSL-u w europarlamencie. Kobieta jest podejrzana o wyłudzenie pieniędzy z kasy Parlamentu Europejskiego. Handzlik zrezygnowała już z funkcji skarbnika klubu i zawiesiła członkostwo w PO. Europosłanka mówi, że chce jak najszybciej sprawę wyjaśnić.
Według RMF FM Małgorzata Handzlik miała wziąć pieniądze na kurs językowy, na którym się nie pojawiła. Ma chodzić o blisko 1,5 tys. euro. Sprawę wykryła unijna instytucja kontrolna - odpowiednik polskiego NIK-u. Po wstępnej analizie przekazała dokumentację do prokuratury w Warszawie. Wszczęte zostało śledztwo.

- Sprawa została zarejestrowana w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie w grudniu 2010 roku. Do czerwca 2012 roku trwały czynności procesowe w tej sprawie - powiedziała w rozmowie z portalem Gazeta.pl prokurator Katarzyna Jakacka.

Na razie europosłankę chroni immunitet. Jak ustaliła Gazeta.pl, 26 czerwca śledczy przesłali odpowiedni wniosek do Brukseli. Teraz zajmie się nim komisja prawna europarlamentu, która zapozna się ze sprawą i wysłucha wyjaśnień Małgorzaty Handzlik.

"Chodzi o błąd, to przedziwna sprawa"

Handzlik poinformowała dziennikarzy w Parlamencie Europejskim, że zrezygnowała z funkcji skarbnika europarlamentarnej delegacji PO-PSL w związku z podejrzeniami wyłudzenia pieniędzy.

Zapewniła, że chodzi o błąd i chce szybkiego uchylenia swojego immunitetu przez PE, by jak najszybciej sprawę wyjaśnić.

- Ponieważ uważam, że ta kwestia dotyczy wyłącznie mnie, a nie Platformy Obywatelskiej, złożyłam rezygnację z funkcji skarbnika w tejże delegacji - powiedziała Handzlik. - Nie zamierzam tym oskarżeniem w jakikolwiek sposób rzutować na dobre imię delegacji - dodała.

Zapewniła, że "jeżeli będzie taka decyzja", to w związku z podejrzeniami zawiesi swoje członkostwo w Platformie Obywatelskiej.

- Uważam, że to jest przedziwna sprawa, którą bardzo szybko ja sama powinnam wyjaśnić - podkreśliła. Tłumaczyła, że "nie miała w ręku" 1400 euro, o których przywłaszczenie jest podejrzana i że może chodzić o błąd księgowy.

- Jeżeli był jakiś błąd, to ja domniemywam, że to jest jakiś zwykły błąd, który każdemu mógł zdarzyć się przy ewentualnym wypełnianiu dokumentów - zapewniła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM