"Misjonarz" PiS. "Oby uratował swoją osobistą powagę"

"Socjologowie, którzy podkreślają tzw. podmiotowość profesora Glińskiego, jego zaświadczoną ponoć niezależność, jak gdyby nie słyszą tych fragmentów jego para-expose, w których występują kalki z propagandy PiS" - pisze na Polityka.pl Wiesław Władyka.
Publicysta "Polityki" komentuje tym samym kandydaturę prof. Piotra Glińskiego na premiera - ponad dwa lata przed wyborami - zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość.

"Socjologowie mówią o nim z szacunkiem, co w widoczny sposób utrudnia im ocenę nagłej aktywności politycznej kolegi. Ba, wręcz widać, jak starają się odnaleźć w niej niejakie powiewy świeżości, a nawet jakieś szanse dla podjętej - a jakże, nie boimy się wielkich słów - misji" - wylicza Władyka.

Kontynuuje: "Podkreślają tzw. podmiotowość profesora, jego zaświadczoną ponoć niezależność. Jak gdyby nie słyszą tych fragmentów para-expose Piotra Glińskiego, w których występują kalki z propagandy PiS (o rzekomym jej wykluczeniu i napiętnowaniu w debacie publicznej, o rządzie Tuska) jak i pokłony wobec Prezesa".

Misja Glińskiego? Mają go traktować poważnie?

Dalej prof. Władyka punktuje: że stwierdzenie Glińskiego, jakoby swoją misję traktował poważnie, brzmi komicznie, a pomysł rozmów z różnymi partiami o przyszłym rządzie - jest kłopotliwe. W związku z tym publicysta pyta: jakie zaplecze polityczne może mieć Gliński i czemu inne partie mają go traktować poważnie?

Zdaniem Wiesława Władyki, "misja" Glińskiego wpisuje się w koncepcję ofensywy Prawa i Sprawiedliwości. "Tu debata, tu manifestacja, tu kandydat na premiera, eksplozje i błyski świateł, ostre słowa pomieszane z pozorną rzeczowością, nieustanna gorączka, którą podwyższają posłusznie media elektroniczne dławiące się kolejnymi sensacjami i pobudzeniami" - wylicza.

DOSTĘP PREMIUM