"Debatologia" polska. "Debaty u nas niszczy się przez to, że są doprowadzane do karykatury"

- Nie chcę powiedzieć, że istnieje tak wielka różnica między naszymi debatami a demokracją deliberatywną jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym, ale jednak jest różnica - przyznaje w rozmowie z TOK FM prof. Andrzej Rychard.
W ubiegłym tygodniu PiS, dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej, a w przyszłym tygodniu - ponownie Prawo i Sprawiedliwość i Ruch Palikota. Każda z tych partii organizowała, organizuje lub planuje zorganizować dyskusję wokół zaproponowanych przez siebie zagadnień. I te debaty - przygotowane w środku obecnej kadencji parlamentu - mogą dawać nadzieję na początek szerokiej dyskusji na różnego rodzaju kluczowe tematy dla rozwoju Polski.

Czy to oznacza, że w końcu dorobiliśmy się demokracji deliberatywnej, często postulowanej przez komentatorów? - Nie chcę powiedzieć, że istnieje tak wielka różnica między naszymi debatami a demokracją deliberatywną jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym, ale jednak jest różnica - twierdzi prof. Andrzej Rychard, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

"Skoro inni organizują, to i my..."

Profesor tłumaczy: - Demokracja deliberatywna to pewna ustalona, zinstytucjonalizowana forma rządzenia, która zapewnia partycypację obywatelom. I tu tego nie mamy - podkreśla. - Obecnie organizowane debaty to incydentalność powodowana bardzo politycznymi - w nie najlepszym tego słowa znaczeniu - motywami. Uczestnictwo w nich jest reglamentowane, niemal korporacyjne, bo dobiera się do tych debat partycypantów, o których się myśli, że będą dobrze pasowali do zaprezentowania swojej partyjnej wizji - dodaje.

Zdaniem Rycharda negatywne cechy "debatologii", która się właśnie zaczyna w Polsce, najlepiej widać po samym sposobie organizowania tych dyskusji: - "Skoro inni mówią o debatach, to i my zorganizujemy debatę i będziemy mówili, że mamy demokrację deliberatywną" - takie podejście w rezultacie prowadzi do korozji i niszczenia pewnej idei, co zresztą jest stałym zjawiskiem w Polsce. U nas nie niszczy się demokracji przez to, że się ją otwarcie kwestionuje, lecz przez to, że działa w skarykaturyzowany sposób. To samo dotyczy debat - nie niszczy się ich przez to, że ktoś wstaje i mówi, że nie będzie dyskutował, tylko psuje się je poprzez doprowadzenie do ich karykatury - uważa nasz rozmówca.

Krok do przodu

- Pomimo tej krytyki moja ocena debat nie jest jednoznacznie negatywna - zaznacza socjolog. - Są one pewnym krokiem do przodu. Choćby była to tylko moda, to fakt, że politycy organizują miejsca, w których spotykają się ludzie, którzy nie są politykami, umożliwia jakąś wymianę poglądów. Często kulawą - co pokazała pierwsza debata Prawa i Sprawiedliwości - ale na tle punktu wyjścia jest to krok do przodu - mówi Rychard.

Profesor zauważa, że interpretacja, iż to dobrze, że mimo braku okresu wyborczego politycy chcą debatować, jest optymistyczna, ale... - Wydaje mi się, że tutaj powinna przeważyć inna interpretacja: że te debaty, włącznie z ruchami wymyślania kandydata na innego premiera, mają podkreślać, że jest ogromne ciśnienie ze strony partii opozycyjnych, aby odebrać władzę Platformie Obywatelskiej. Dążą więc one do skrócenia dystansu, a debaty organizowane są dlatego, żeby pokazać obecny czas, jakbyśmy mieli okres przedwyborczy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (5)
"Debatologia" polska. "Debaty u nas niszczy się przez to, że są doprowadzane do karykatury"
Zaloguj się
  • ciemnyludd

    Oceniono 9 razy 7

    Nie rozumiem jak można "zniszczyć" debatę podjętą dla PRZYWALENIA NIĄ KOMUŚ niby basebalowym kijem... Zwłaszcza pan Profesor powinien wiedzieć, że aby debata BYŁA, musiałaby być przygotowana PRZEZ obie zainteresowane strony z określeniem SKŁADU DEBATUJĄCYCH ORAZ ZAKRESU i REGUŁ DEBATOWANIA,... Wzywanie na wyjście strony przeciwnej "na ubitą ziemię" przy akompaniamencie obelg pod jej adresem RACZEJ DEBATOWANIU NIE SPRZYJA.....

  • rbik53

    Oceniono 4 razy 4

    ... jednego dnia, jeden hollywoodski aktor podstawił niedogoloną facjatę przed kamerę, bo zapił. Teraz wszystkie mordy nieogolone. Jak klony.

    .....jednego dnia, jeden prezes urządził debatę ekspertów, bo wcześniej się ośmieszył. Teraz wszyscy nagle będą debatować. Ale każdy osobno, oddzielnie, bo każdy chce mieć swój własny szoł ! ! ! ....

    No i dobrze. Lepsze to, niż surrealistyczna non-stop nap**dalanka trumnami. Szkoda tylko, że to szoł tylko, wyścig, igrzyska, bo nie sądzę, że walka o prawdę spędza sen z powiek organizatorom.

  • druz_2

    Oceniono 6 razy 4

    Debata - z definicji - nie wróży sukcesu, czy nawet kompromisu - oznacza ona bowiem "okopanie się" na swoich pozycjach i "bombardowanie się " stron argumentami bez możliwości empatii - i dlatego nic w tym kraju się nie udaje...
    W Polsce potrzebny jest dialog - dialog bowiem zakłada dyskusję, w której punktem wyjścia jest argument drugiej strony - u naszych "polityków" nie do pomyślenia. Miast tego mamy " a wy wtedy to...", "no ale to my wówczas tamto...", "to wasza wina" , "nie... to wasza wina " - k***a - niby dorośli ludzie a jak w piaskownicy...
    Zaczynam mieć wrażenie graniczące z pewnością, że "debata" u nas ma się dobrze celowo i
    powstaje zjawisko g***a w przeręblu - niby ruch jest lecz nic do przodu, a łyczkowie mają o czym rozmyślać i czym się ekscytować...

  • red-akcja

    Oceniono 13 razy -7

    Lis, Rychard, Markowski, Kik ... to są karykatury z przedstawienia pt. Udawana demokracja. Totalitaryzm upudrowany przez zakłamanych dziennikoli pilnujących dostępu do koryta. Rzygać się che.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX