Wroński: Platforma to partia tchórzliwych posłów. Boją się proboszcza, a nie wyborców

Wyborcy PO, zdaniem Pawła Wrońskiego z "GW", zaczęli się zastanawiać, na kogo właściwie oddali swój głos. Poparcie dla restrykcyjnego projektu SP pokazało, że w PO są także tchórzliwi posłowie, którzy "nie boją się wyborców, ale własnego proboszcza". - Część wyborców głosowała na PO, bo liczyła, że to racjonalna partia. Okazuje się, że są tam fundamentaliści - ocenił.
W czasie głosowania nad dwoma projektami dotyczącymi aborcji w klubie PO nie obowiązywała dyscyplina. Aż 40 polityków Platformy zagłosowało za skierowaniem restrykcyjnego projektu przygotowanego przez Solidarną Polskę do dalszych prac. Wśród nich są m.in. John Godson, Roman Kosecki i Jacek Żalek.



Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej" nie ma wątpliwości, że wyniki środowego głosowania to dla PO bardzo duży problem. Bo wyborcy partii Donalda Tuska "zaczną się zastanawiać, na kogo zagłosowali".

A ich diagnoza nie będzie optymistyczna dla Platformy Obywatelskiej.

- Zdaję sobie sprawę z tego, że w Polsce politycy nie boją się wyborców. Ale bardziej się boją własnego proboszcza. To widać w PO. Okazuje się, że to jest partia również tchórzliwych posłów - ocenił dziennikarz w "Poranku Radia TOK FM".

Zawiedzeni mogą się poczuć wyborcy, którzy oddali swój głos na kandydatów Platformy Obywatelskiej, bo liczyli, że popierają "partię racjonalną". - W której przeważają argumenty racjonalne, a nie fundamentalistyczne. Bo z fundamentalistami nie da się dyskutować. Zawsze powiedzą: zagłosuję tak, a nie inaczej, bo Bóg tak chce. I teraz okazuje się, że w Platformie są również tacy fundamentaliści - stwierdził Paweł Wroński.



Po środowym głosowaniu szef Klubu Parlamentarnego PO, Rafał Grupiński, zapowiedział, że posłowie, którzy wsparli projekt SP, będą musieli się z tego wytłumaczyć. Wyjaśniał, choć w klubie

nie wprowadzono dyscypliny głosowania, obowiązywała umowa, że oba projekty dotyczące aborcji zostaną odrzucone przez posłów PO.

Ale to właśnie Grupiński, zdaniem Wrońskiego, ponosi odpowiedzialność za wyniki głosowania. - To, co się stało, jest jego winą. Bo to on kieruje klubem i odpowiada za jego jedność - podkreślał dziennikarz "GW" w "Poranku Radia TOK FM".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM